Życie po życiu

W połowie lat siedemdziesiątych ukazała się książka dr Raymonda Moody "Życie po życiu". W 1990 w Hollywood nakręcony został film na ten sam temat i miliony widzów i czytelników na całym świecie odetchnęło, widząc "dowody" na to, że śmierć nie jest końcem naszych peregrynacji we Wszechświecie.

NDE (Near Death Experiences - Doświadczenia Bliskiej Śmierci) są na tyle pasjonującym tematem, że wielu jak najbardziej poważnych naukowców nie waha się podeprzeć swym autorytetem stowarzyszeń mających na celu badanie "niewyjaśnionych" zjawisk powrotu z "zaświatów".

Książka Moody'ego wydana wielokrotnie w Polsce opisuje doświadczenia osób, które znalazły się w sytuacji tak bliskiej śmierci, że gdyby byli jeszcze bliżej, to nie mogliby nic opowiedzieć. Okazuje się, że za każdym (każdym opisanym w książce) razem przejście w zaświaty odbywa się w dziesięciu etapach:

1. Opuszczenie swego ciała;

2. Widok lekarzy wokół leżącego ciała;

3. Wejście w ciemny tunel;

4. Świetlista aura w końcu tunelu;

5. Przelot "filmu" życia;

6. Spotkanie ze "świetlistymi istotami" albo ze zmarłymi członkami rodziny;

7. Widok bram raju;

8. Odebranie zakazu odejścia z naszego padołu;

9. Powrót do ciała;

10. Przebudzenie.

Lista ta ma w naukowy sposób potwierdzać prawdziwość doświadczeń. Jakby Moody mówił: "Wytłumaczcie to inaczej niż pobyt w zaświatach, jeśli potraficie!".

Nic prostszego. Zacznijmy od analizy postulatów badaczy NDE. Okazuje się, że już w samym założeniu leży sprzeczność: Otóż gdy się umiera, to z reguły na bardzo długo.

Bez wahania można powiedzieć, że na zawsze. Śmierć nie jest procesem, śmierć jest nieodwracalnym stanem.

Dobrym zobrazowaniem sytuacji jest porównanie NDE z lotem samolotem z Warszawy do Paryża. Samolot startuje w Warszawie, dolatuje do Łodzi i zawraca, bo coś się zepsuło. Czy można w tym momencie mówić, że ponieważ samolot leciał w stronę Paryża, to wiadomo jak wygląda stolica Francji?

Co do etapów, o których mówi Moody, okazuje się, że neuropsychiatrzy bez trudu potrafią je wyjaśnić.

Nie ma potrzeby odwoływania sie do NDE, by wyjaśnić zjawisko "słyszenia lekarzy potwierdzających śmierć". Tysiące ofiar zawału serca opowiada, że słyszeli gdy lekarz stwierdzał zatrzymanie akcji serca i widzieli gdy ekipa medyczna przygotowywała się do ponownego uruchomienia mięśnia. Psychiatria wielokrotnie opisywała zmiany, jakie nastepują u ludzi, którzy stają nagle wobec niebezpieczeństwa śmierci, do której w żaden sposób nie byli przygotowani. Następuje wówczas naturalna reakcja obronna, która prowadzi do "chronienia" się we wspomnieniach, co czasami może prowadzić nawet do psychoz halucynogennych bliskich paranoi. Wiadomo też, że istnieje cały szereg stanów między świadomością i nieświadomością. Sztuczne oddychanie u pacjenta o zatrzymanych funkcjach życiowych może dostarczyć wystarczajacej ilości tlenu, by mózg mógł normalnie funkcjonować. Nic w tym momencie nie blokuje możliwosci chwilowego normalnego funkcjonowania świadomości, nawet przy zatrzymanym sercu. Wystarczyłoby zarejestrować funkcjonowanie mózgu na elektroencefalogramie, tyle, że w takich przypadkach lekarze mają z reguły ważniejsze sprawy na głowie.

Ciemny tunel jest klasycznym stanem początku halucynacji. W momencie poważnych zmian w procesie postrzegania (silna gorączka, zażycie narkotyków, zmęczenie) reakcje neuronów odpowiedzialnych w mózgu za wzrok nie są jednoczesne. Najdłużej "wyłączają się" neurony odpowiedzialne za tzw. wizję peryferyjną, czyli tę, która nie rejestruje zjawisk na wprost oka. Rezultatem jest pojawienie się jakby ciemnego tunelu.

Opuszczenie ciała jest jeszcze jednym wielokrotnie opisanym zjawiskiem neuropsychiatrycznym. Dr Wilder Penfield z Uniwersytetu McGill w Kanadzie przeprowadził w 1955 eksperyment na pacjencie, któremu przeprowadzano trepanację czaszki. Otóż przy pomocy niewielkiej elektrody podrażnił pewne regiony kory mózgowej słabym prądem. Pacjent, który był świadomy (operacje mózgu nie muszą być przeprowadzane pod narkozą, drażnienie mózgu nie powoduje bólu), natychmiast zawołał: "panie doktorze, opuściłem moje ciało, latam...!".

Ale aby opuścić ciało, nie potrzeba trepanacji, lekarstwo anestezyjne o nazwie Ketamina, produkowane od 1973 roku przez laboratoria Parke-Davis powodują to samo zjawisko i podobne halucynacje w momencie przebudzenia. Poza tym tego typu halucynacje powodują: tlenek węgla, dwutlenek węgla, LSD, peyotl, Fencyklidyna i niektóre produkty kontrastujące w radiologii.

Skądinąd pewien pacjent, któremu badano mózg przy pomocy skannera, zaczął mieć halucynacje po wstrzyknięciu mu produktu kontrastującego naczynia krwionośne. Przez 24 godziny po badaniu zapewniał, całkiem świadomie rozmawiając z lekarzami, że jest martwy i nie bardzo rozumie, co on tu jeszcze robi w szpitalu.

Spotkania ze "świelistymi istotami" i członkami rodziny stanowią pewną wewnętrzną sprzeczność. Dorośli, którzy przeżyli NDE spotykają bądź "aniołów", bądź zmarłych członków rodziny, którzy przybywają by ich uspokoić. Dzieci natomiast spotykają najczęściej kolegów ze szkoły, rodziców i nauczycieli. Czyż nie jest to dziwne? Nawet niektórzy badacze NDE widzą w tym jedynie wpływy przeszłości i kultury pacjenta.

Opisy "życia po życiu" opierają się na pewnym nieporozumieniu, które wydaje się przecież oczywiste. Nie można powiedzieć, że się "kiedyś umarło". Czasownik umierać właściwie nie może mieć formy gramatycznej odpowiadającej pierwszej osobie w czasie przeszłym. Przynajmniej logicznie. Jedyne, co można powiedzieć o zmarłym, to to, że jeszcze dziesięć minut przed śmiercią był żywy.

Bez wahania można więc stwierdzić, że dr Moody i jemu podobni, wydając milionowe nakłady książek o "życiu po życiu", zapewniają sobie po prostu wygodne ŻYCIE ZA ŻYCIA.

Adam Pietrasiewicz


Powrót do strony głównej