Astrologia - wielkie NIC

Część astrologów twierdzi, że ich sztuka jest nauką. Chcą w ten sposób nadać wartości twierdzeniom, co do których wiadomo, że nie mają nic wspólnego z nauką. Oto tekst, który bierze pod lupę twierdzenia astrologów.

Ludzkość ma świadomość istnienia planet (Merkurego, Wenus, Ziemi, Marsa, Jowisza i Saturna) od conajmniej tak dawna, jak dawno sięga ludzka pamięć. Przez cały prawie ten okres ludzie uważali, że Księżyc i Słońce też są planetami, natomiast byli przekonani, że Ziemia jest czymś innym.

Niebo zawsze było uprzywilejowanym obiektem obserwacji, a jego piękno urzekało poetów już przed tysiącami lat. Pierwsze tabliczki astrologiczne, które posiadamy, pochodzą z drugiego tysiąclecia przed naszą erą, więc sprzed prawie czterech tysięcy lat. W tamtym okresie chaldejskie tablice astrologiczne przeznaczone były jedynie dla władców i cesarstw, w niczym nie mogły posłużyć przeciętnemu zjadaczowi chleba. W bibliotece Assurbanipala z VII w pne znaleźć można dokumenty wskazujące na próby znalezienia odpowiednich momentów dla rozpoczęcia budowy świątyń dzięki interpretacji nieba.

Najstarszy znany nam horoskop wydaje się pochodzić z 419 roku pne, a w 350 r.p.n.e. Beros, były kapłan babiloński otwiera na wyspie Kos szkołę astrologii. Dopiero sto lat później jednak, jak się wydaje, astrologia rozszerzyła swój "zasięg" do ogółu śmiertelnych. W roku 130 Klaudiusz Ptolomeusz napisał Tetrabiblos, podstawowe dzieło współczesnej astrologii. Wydał on także, (i prawdopodobnie napisał) Tablice Podręczne pozwalające obliczyć położenie gwiazd i planet w danym momencie. W dziełach tych opisanych jest 12 regionów sfery niebieskiej odpowiadających różnym konstelacjom.

Nie wiemy kiedy uznano, że planety są czymś innym niż gwiazdy, oczywistym jest jednak, że obserwując nocne niebo bez trudu zauważano te dziwne " gwiazdy ", które poruszały się, podczas gdy inne pozostawały w miejscu. Słowo " planeta " pochodzi skądinąd z greki i oznaczało " wędrownika " czy " błądzącego ".

Nie wiemy też w jakiej kolejności odkrywano planety, ale z dużym prawdopodobieństwem możemy przyjąć, że najpierw odkryto Wenus, następnie Marsa, Jowisza, Saturna i Merkurego, ze względu na stopień ich jasności na niebie.

Wiemy natomiast, że Ziemia została uznana za planetę przez Greków około roku 500 pne. Wydaje się jednak, że przez 2 tysiące lat niewielu o tym pamiętało, aż w 1543 roku Mikołaj Kopernik stwierdził, że Ziemia jest jedną z planet obracających się wokół Słońca. Oczywiście jego twierdzenia nie zgadzały się z teorią geocentryczną, która była powszechnie uznana od czasów Ptolemeusza. Zanim rózne szkoły myślenia, w tym Kościól Katolicki, uznały poprawność tej teorii, minęły całe dziesięciolecia.

Obserwując niebo starożytni zauważyli, że istnieje w nim jakby strefa, w której Słońce wydaje się poruszać w swym rocznym obrocie. Strefę tę nazwano zodiakiem i obejmuje przestrzeń na nieboskłonie, na którym poruszają się różne ciała, Księżyc, Merkury, Wenus, Słońce, Mars, Jowisz i Saturn. Były to jedyne "ruchome" ciała niebieskie, które znali starożytni. Strefa, w której obracają się one obejmuje mniej więcej 8,5° w stosunku do drogi Słońca.

System Kopernikański lepiej od geocentrycznego tłumaczył zjawiska niebieskie. System geocentryczny wymagał niezwykłych akrobacji matematycznych aby wyjaśnić wyniki coraz dokładniejszych obserwacji. Astronomowie Tycho Brahe i jego asystent Johannes Kepler poprawili twierdzenia Kopernika nadając im dzisiejszą formę.

Ostatecznie obserwacje przeprowadzone przez Galileusza, za pomocą pierwszego teleskopu, w 1610 roku dostarczyły dowodów na twierdzenia Kopernika. Galileusz zaobserwował między innymi, że Wenus pojawiała się w fazach, jak Księżyc. Wyjaśnić to można było jedynie tym, że planeta ta porusza się wokół Słońca po orbicie o mniejszym od ziemskiego promieniu. System geocentryczny nie potrafiłby w żaden sposób wyjaśnić faz Wenus.

W międzyczasie astrologia kwitła w najlepsze. Z wielkim prawdopodobieństwem można założyć, że chęć określenia dat pór roku była praprzyczyną badania zjawisk niebieskich. Gdy sztuka określania pór roku osiągnęła wystarczającą precyzję, kolejnym etapem badania nieba było poszukiwanie jego wpływu na los władców.

Tyle, że jeśli można stwierdzić związek między układem gwiazd i porami roku, to wbrew temu, co twierdzi astrologia, nie jest to związek przyczynowo- skutkowy.

Nazwy planet

Nazwy pięciu planet " klasycznych " nadali Rzymianie. Nazwali je imionami bogów, którzy w większości pochodzili od bogów greckich. I tak Merkury, czyli grecki Hermes, był kurierem bogów, Wenus (Afrodyta) była boginią miłości, Mars (Ares) był bogiem wojny, Jowisz (Zeus) był głównym bogiem, zaś Saturn był italskim bogiem zbiorów, którego później łączono z Chronosem, greckim bogiem czasu, dziadkiem Zeusa.

Nie ma jednak podstaw, by twierdzić, że Rzymianie traktowali planety jak samych bogów, uważali je jedynie za ich przejawy. Natomiast astrologowie nadali planetom właściwości oparte na charakterystyce bogów rzymskich (i greckich). Wynikiem tego jest to, że człowiek, którego życiem kieruje Jowisz będzie jowialny...

Na szczęście, pomimo rozgłaszanych przez astrologów bzdur, badania układu słonecznego trwały nadal.

Wiek obserwatorów

To Galileusz wykrył pierwsze nowe ciała niebieskie. Nie były to jednak nowe planety lecz cztery satelity Jowisza.

Satelitom Jowisza nadano na wszelki wypadek nazwy pochodzące od postaci mitologii klasycznej Io, Kalisto, Europa. i Ganimedes. Pierwsze trzy, to kobiety uwiedzione przez Jowisza, który był bardzo jowialnym podrywaczem, natomiast czwarty był młodym człowiekiem, któremu Jowisz podarował nieśmiertelność. Dodajmy, że w wersji greckiej Jowisz też uwiódł Ganimedesa, ale Rzymianie, znani z purytanizmu, woleli o tym nie mówić.

Za czasów Galileusza astrologowie zainteresowali się satelitami Jowisza, dziś jednak zupełnie nie zwracają na nie uwagi. Wydaje się to zadziwiające, jeśli wziąć pod uwagę rolę, jaką przypisują Księżycowi.

Odkrycia Kopernika, Keplera i Galileusza zadały poważny cios astrologii. Cios tak silny, że przez setki lat sztuka przepowiadania z gwiazd prawie całkiem obumarła. Stało się tak, dlatego, że u jej podstaw leży przekonanie o centralnym położeniu Ziemi we wszechświecie i o tym, że Słońce i Księżyc są planetami.

W 1781 roku Wiliam Hershel odkrył nową planetę, Uran. Planecie nadano imię boga, ojca Chronosa (Saturna). Hershel odkrył również dwa satelity Urana i dwa Saturna.

W XIX wieku astronomowie odkryli nowy rodzaj niewielkich ciał niebieskich, asteroidy. Znajdują się one na orbicie okołosłonecznej, między Marsem i Jowiszem. Pierwsze asteroidy dostały również mityczne imiona Ceres, Pallas, Junona i Westa. Astrolodzy uważają, że nie mają one większego wpływu na horoskopy. Dlaczego? Tylko oni to wiedzą.

Tym razem dzięki obliczeniom matematycznym, a nie bezpośrednim obserwacjom, odkryta została w XIX wieku Kolejna planeta, której nadano imię Neptuna, odpowiednika greckiego boga mórz, Posejdona.

Dzięki obliczeniom matematycznym udało się w 1930 roku odkryć jeszcze jedną planetę, Plutona. Poza nim, w XX w odkryto jeszcze prawie 5000 asteroid i satelitów, wśród których Charon, satelita Plutona. Co najdziwniejsze Charon został przyjęty przez astrologów w poczet ciał niebieskich mających na nas wpływ, podczas gdy większe i bliższe nam ciała niebieskie zupełnie nie.

Co robili astrologowie podczas gdy astronomia czyniła wielkie odkrycia? Właściwie nic. Skoro nowe planety dostały imiona bogów, astrologowie zagłębili się w lekturze mitów, by odkryć ich właściwości i wymyślić ich wpływ na ludzi.

Oto przykład bezsensowności działań astrologów - o ile pierwsze planety były łączone z pewnymi bóstwami, których nosiły imiona, nowym planetom nadano imiona bóstw antycznych w sposób zupełnie arbitralny. Jest to szczególnie widoczne w przypadku Plutona, któremu nadano to imię głównie dlatego, że został odkryty przez astronoma Percivala Lowela, i dwie pierwsze litery w nazwie planety były po prostu inicjałami odkrywcy.

Astrologia przechwala się, że jest sztuką przepowiadania. Ale twierdząc tak sama wpędza się w sprzeczność. Otóż nowoodkrytym planetom przypisano pewne cechy charakteru, które nie zostały wcześniej przypisane innym. Oznacza to, że istniały cechy charakteru, którymi do odkrycia nowych planet nie zarządzało żadne ciało niebieskie. Czyli astrolodzy powinni byli już dawno przewidzieć istnienie innych ciał niebieskich. Powinni byli móc je nawet dokładnie umiejscowić na nieboskłonie...

Wpływ planet na pewne cechy charakteru jest jedną z podstaw sztuki astrologicznej. Ostatnia z odkrytych planet, Pluton, pozostaje w każdym ze znaków ponad 20 lat. Oznacza to, że badania populacji powinny wykazać, że istnieje pewien dwudziestoletni cykl pojawiania się osób o pewnych cechach charakteru. Nigdy jednak nie słyszano o niczym takim.

Z drugiej strony astrologowie twierdzą, że w swych opisach cech charakteru opierają się na badaniach statystycznych. Jak więc wierzyć w cechy przypisywane Plutonowi, skoro od chwili odkrycia nie przeszedł on jeszcze nawet przez połowę znaków zodiaku?

Ignorowanie roli asteroid i satelitów innych planet, które czasami są większe od Plutona i Charona, zawsze jednak bliższe Ziemi, pozostanie tajemnicą, którą rozwikłać potrafią jedynie astrologowie. Może potrafią, ale nigdy tego nie wyjaśnili. To znaczy próbowali, ale ich argumenty ograniczały się do stwierdzenia, że wzięcie pod uwagę asteroid i innych ciał niebieskich doprowadziłoby sztukę wystawiania horoskopów do zbyt wielkiego stopnia komplikacji - bo wyobraźmy sobie rozwiązanie zadania z ponad 4000 zmiennych...

Do wystawienia horoskopu astrologowie ograniczają się do wzięcia pod uwagę dziesięciu ciał niebieskich (w najlepszym wypadku) zapominając o dziesiątkach tysięcy innych. I choć biorą pod uwagę Merkurego i Plutona, systematycznie pomijają inne ciała niebieskie, większe od tych planet i bliższe Ziemi. Jak mamy wierzyć, że Pluton ma na nas większy wpływ, niż Ganimedes, który jest od niego prawie dwa razy większy i znajduje się osiem razy bliżej Ziemi?

Dodajmy, że inną komplikacją sprawy byłaby próba opisania cech charakteru postaci, których imiona noszą te wszystkie ciała niebieskie. No bo skoro człowiek może posiadać cechy charakteru Wenus czy Saturna, to czemu nie miałby mieć cech charakteru Karola Marksa, Szekspira czy Tolkiena (te trzy nazwiska stanowią nazwy asteroid).

Oto lista podstawowych ciał niebieskich, których część jest radośnie zignorowana przez astrologów. Te, o których zapominają astrologowie zapisane są w kolorze czerwonym

Ciało
Średnica
Średnia odległość od Ziemi
Słońce
1 392 000 km
150 000 000 km
Jowisz
142 000 km
1 069 000 000 km
Saturn
120 000 km
1 426 000 000 km
Uran
50 600 km
2 869 500 000 km
Neptun
48 600 km
4 495 500 000 km
Ziemia
12 756 km
0 km
Wenus
12 104 km
149 500 000 km
Mars
6 794 km
228 000 000 km
Ganimedes (satelita Jowisza)
5 280 km (!)
-
Titan (satelita Saturna)
5 120 km (!)
-
Merkury
4 878 km
149 500 000 km
Kallisto (satelita Jowisza)
4 840 km
-
Io (satelita Jowisza)
3 640 km
-
Tryton (satelita Neptuna)
3 500 km
-
Księżyc (satelita Ziemi)
3 476 km
384 000 km
Europa (satelita Jowisza)
3 130 km
-
Pluton
3 000 km
5 910 000 000 km
Titania (satelita Urana)
1 610 km
-
Oberon (satelita Urana)
1 550 km
-
Rhea (satelita Saturna)
1 530 km
-
Iapetus (satelita Saturna)
1 440 km
-
Charon (satelita Plutona)
1 300 km (!)
-
Umbriel (satelita Urana)
1 190 km
-
Trochę logiki

Teraz chwila zdrowego rozsądku. Jeśli przeznaczenie każdego jest rzeczywiście wypisane raz na zawsze, czy chociaż oznaczone w swych zarysach przez gwiazdy, można stwierdzić, że człowiek właściwie nie ma wiele wolnej woli. W takim przypadku fakt, że pozna swą przyszłość nie ma wielkiego znaczenia, bo i tak nic się nie da zrobić i nie będzie można jej zmienić. Natomiast jeśli przeznaczenie człowieka nie jest absolutne to człowiek, posiadając wolną wolę, może je zmienić. Czyli gwiazdy... mylą się! Czyżby czytanie gwiazd pozwalało na poznanie ich decyzji po to, by móc je zmienić?

Ale gdy z bliska przyjrzeć się astrologii, to jawią się jeszcze inne pytania. Cały szereg pytań, na które spróbujemy odpowiedzieć. Pierwszym jest dlaczego gwiazdy oddziaływują na człowieka jedynie w momencie jego narodzin. Na przykład dokładnie o 12h45 albo 19h30, a nie przez cały okres jego kształtowania czyli 9 miesięcy, czy nawet 9 miesięcy plus 4 do 5 lat? Czyżby matczyne łono chroniło przed wpływem wszechobecnych i wszechoddziałujących gwiazd? Astrolodzy milczą na ten temat. Tak jak w geometrii, wpływ gwiazd na człowieka w momencie urodzin uznany jest za aksjomat, czyli stwierdzenie nie podlegające dowodowi. A przecież nawet najbardziej oczywiste aksjomaty można podważyć, tak jak to było na przykład z aksjomatami geometrii Euklidesowej, tej samej, której uczono nas w szkole.

Astrolodzy opierają się w swych twierdzeniach na wielokrotnie prowadzonych badaniach statystycznych. Nie bardzo wiadomo co z nich wynika, bo raz jako ewidentny dowód słuszności ich twierdzeń podawane są przykłady wielkich mężów stanu czy aktorów, innym razem procenty populacji urodzonej danego dnia, o danej godzinie, która została inżynierami, wojskowymi czy dziennikarzami.

Statystyka ma to do siebie, że przy jej pomocy, odpowiednio manipulując danymi, bądź dobierając je, można udowodnić wszystko i wszystkiemu zaprzeczyć. Przykładów nie trzeba przytaczać, mamy ich tysiące w życiu codziennym.

Ale wróćmy jeszcze do kwestii daty i godziny urodzin. Astrologia, jak twierdzą jej adepci, jest nauką z conajmniej dwoma tysiącami lat historii. Przez wieki badano wpływ gwiazd na losy ludzkie, i dziś zbieramy tego owoce. Ale czyż nie ma w tym pewnej sprzeczności? Jeszcze sto lat temu wyznaczenie dokładnej godziny było możliwe jedynie w niektórych obserwatoriach astronomicznych. Zegary ścienne i kieszonkowe wykazywały różnice conajmniej piętnastominutowe. Dwieście lat temu godzina w jedną, dwie godziny w drugą stronę nie odgrywały w życiu codziennym żadnego znaczenia. W starożytnym Rzymie, przez prawie sto lat, w wyniku pomyłki spowodowanej zastosowaniem zdobytego w wojnach punickich gnomona, różnica między czasem słonecznym, a oficjalnym, wynosiła pół godziny. W jaki sposób więc astrologowie mogli określić dokładne położenie gwiazd i planet w momencie narodzin? Czy w ogóle da się określić dokładny moment urodzin? Cokolwiek powiedzieć, robili to na zasadzie "mniej więcej". Tak więc wpływ gwiazd i planet na przyszłość rodzącego się dziecka również odbywał się na zasadzie "mniej więcej". I gdy mowa jest o akumulacji obserwacji i badań statystycznych, to dochodzimy do smutnego wniosku, że jak dodamy "mniej więcej" do "mniej więcej" to otrzymamy, metodami jak najbardziej statystycznymi, raczej mniej niż więcej. I tyle warte są właśnie "dowody" i argumenty astrologów.

Ale przecież należy pójść dalej w tym rozumowaniu. Jeśli dokładna godzina urodzin jest ważna, niezbędna wręcz do wyznaczenia horoskopu, to wszelkie horoskopy sprzed ponad dwustu lat są bezwartościowe. Bo przecież nikt nie był w stanie wyznaczyć dokładnej godziny urodzin i dokładnego położenia gwiazd i planet w tym momencie. Możliwe jednak, że dokładna godzina, minuta i sekunda urodzin nie jest specjalnie ważna, liczy się moment dnia, w którym nastąpiły narodziny. Tyle, że jeśli tak jest to horoskop bliźniąt, jedno czy dwujajowych będzie zawsze taki sam. Czyli ich życie będzie zawsze takie samo i nawet będą musieli umrzeć w tym samym momencie. Jak narazie statystyki, do których tak chętnie odwołują się astrologowie, nic nie mówią na temat równoległych śmierci bliźniąt.

Skądinąd już Ciceron wyśmiewał astrologię zastanawiając się czy wszyscy legioniści polegli w bitwach mieli ten sam horoskop. Ot i problem. Problem dla kogoś, kto zada sobie trud zastanowienia się nieco nad dywagacjami astrologów, bo dla nich samych problemu nie ma. Po prostu milczą na ten temat.

Najpierw statystyki. Otóż, tak jak wspominaliśmy, astrologowie twierdzą, że ich wnioski opierają się na dwóch tysiącach lat obserwacji. To prawda, astrologia istnieje nawet dłużej niż od dwóch tysięcy lat. Pięćdziesiąt tysięcy lat temu ludzie też obserwowali niebo.

To, co widzimy na niebie, to są gwiazdy i planety. Tych pierwszych widać gołym okiem około dwóch tysięcy (na półkuli północnej). Tych drugich tylko kilka. Gołym okiem możemy zobaczyć Merkurego, Wenus, Marsa, Jowisza i Saturna. Poza nimi istnieją jeszcze Uran, Neptun i Pluton.

Jak się okazuje, wszystkie planety mają wpływ na nasze przeznaczenie. Nawet te, których nie znano przed dwoma, czy nawet przed tysiącem lat.

I tak Uran został odkryty w 1781 roku. Ponoć oddziaływuje na mózg i inteligencję. Okres obrotu tej planety dookoła Słońca wynosi 84 lata. Odpowiada to jednocześnie okresowi potrzebnemu na przejście przez wszystkie znaki zodiaku. Obserwacje i statystyki, które zostały więc poczynione przez astrologów w kwestii oddziaływania tej planety na nasze przeznaczenie opierają się na niecałych 2,5 obrotach planety dookoła Słońca. Przedtem nikt nie wiedział, że Uran istnieje. Dla porównania to tak jakby mówić o odpowiedniku 891 ziemskich dni. Wydaje się, że nie jest to wiele, gdy chce się mówić o tysiącletnich obserwacjach.

Ale to jeszcze nie koniec.

Neptun został odkryty w 1846 roku przez Gottfrieda Galle na podstawie obliczeń Le Verriera. Obiega on Słońce w ciągu 165 lat, czyli od momentu, w którym został po raz pierwszy zaobserwowany nie zdążył jeszcze dokonać pełnego obrotu dookoła naszej gwiazdy. Przebiegł od tego czasu mniej więcej 85% drogi czyli w odpowiedniku ziemskim, 310 dni.

Pluton, ostatnia planeta ma, według astrologów, być symbolem niezdyscyplinowania. Skądinąd warto zauważyć, że obecnie nie jest on ostatnią planetą Układu Słonecznego, znajduje się wewnątrz orbity Neptuna od 1979 roku i pozostanie tam do 1999.

Planeta ta obiega Słońce w ciągu 248 lat, czyli od momentu odkrycia w 1930 roku nie przeszła wiele więcej niż jedną czwartą swej drogi.

I co? Czy można mówić o badaniach statystycznych i "udokumentowanych obserwacjach", gdy są planety, które od momentu odkrycia nie przeszły nawet całych czterech znaków zodiaku?

Ktoś wspominał o "tysiącletnich" obserwacjach? Czy tylko przesłyszeliśmy się?...

Jednym z największych osiągnięć nowoczesnej astronomii jest odkrycie głębi nieba. Za czasów Ptolemeusza, który pierwszy opisał niebo, gwiazdy i planety umieszczone były płasko na kryształowych "sferach" otaczających szczelnie Ziemię. Dziś wiemy, że tak nie jest, że gwiazdy, które widzimy na niebie, są czasami stosunkowo bliskie, innym razem bardzo dalekie. Ich jasność nie zawsze związana jest z odległością. Istnieją bardzo jasne gwiazdy, odległe o tysiące lat świetlnych i słabo świecące o wiele nam bliższe.

Konstelacje i tzw. zodiak, to właśnie gwiazdy, które są czasami bliskie, czasami odległe. Ale według astrologów oddziaływują na nas jednakowo, bez względu na odległość. Podobnie jest z planetami. Otóż łatwo sobie wyobrazić planety obiegające Słońce. W szkole uczyliśmy się, że ich drogą są elipsy bliskie kołu. Ale przecież planety nie zawsze znajdują się po tej samej stronie Słońca, co Ziemia. Sytuację obrazuje rysunek, który przedstawia planetę Wenus znajdującą się w znaku Ryb w dwóch położeniach. W pierwszym przypadku jest stosunkowo blisko Ziemi, (darujmy sobie dokładne wyliczanie odległości), w drugim, będąc po drugiej stronie Słońca jest stosunkowo daleko. Fakt ten nie wydaje się wpływać na dobre samopoczucie astrologów, którzy i w jednym i w drugim przypadku mówią o obecności Wenus w znaku Ryb.

Ale przecież można zadać sobie pytanie - czy odległość odgrywa jakąś rolę w oddziaływaniu planet i gwiazd na naszą przyszłość? Pytanie jest chyba postawione jasno, odpowiedzi na nie mogą być tylko dwie - tak lub nie.

Albert Einstein udowodnił, że nic nie może poruszać się szybciej od prędkości światła. W zasadzie więc siła oddziaływania planet i gwiazd, przenoszona przy pomocy "fluidu" czy innego nośnika, powinna podlegać temu prawu. Jednocześnie im większa odległość tym słabsza siła oddziaływania, bo przecież fluid się rozprasza. Astrologowie jakoś nie biorą tego pod uwagę. Fluid powinien być przenoszony, jeśli astrologia pretenduje do miana "naukowej", przy pomocy jednego ze znanych nauce oddziaływań. Jest ich cztery. Jądrowe słabe, jądrowe silne, elektromagnetyczne i to, które ma największy zasięg, ale równocześnie najsłabsze, grawitacyjne.

Oddziaływanie grawitacyjne jest sprawcą wielu zjawisk życia codziennego. Powoduje ono, że spadająca ze stołu szklanka nie odlatuje pod sufit tylko rozbija się na podłodze plamiąc wszystko wokół rozlaną kawą czy herbatą. Powoduje także znane mieszkańcom nadmorskich okolic zjawiska przypływów i odpływów.

Przypływy i odpływy powodowane są przez Księżyc. To jego moc przyciągania sprawia, że morza odkrywają i zakrywają setki metrów oceanicznych plaż. Ale wbrew pozorom, choć mogłoby się wydawać, że jest to oddziaływanie bardzo silne, jego moc jest 20000 razy mniejsza od mocy oddziaływania pluszowego misia, do którego przytulone jest nowo narodzone dziecko. Masa matki rodzącej dziecko oddziaływuje 10 milionów razy silniej niż Księżyc, nie mówiąc już o planetach i gwiazdach.

Przy założeniu, że oddziaływanie fluidu ograniczone są znanymi nauce barierami, a szczególnie barierą prędkości światła, to jawi się kolejny problem. Otóż dla osoby urodzonej na przykład 7 stycznia o godzinie 3.05 horoskop powinien wziąć pod uwagę odległości, jakie fluid musiał pokonać by dotrzeć do nowonarodzonego.

I tak Słońce powinno być umieszczone w horoskopie tam, gdzie znajdowało się 7 stycznia o 2h57, Mars o 2h50, Saturn o 1h49, Neptun 6 stycznia o 23h01, Pluton i Charon 6 stycznia o 20h24. Bo tyle czasu trzeba, by fluid mógł dotrzeć do dziecka dokładnie w momencie urodzin. Darujmy sobie wyliczenia pozycji gwiazd, które należałoby umiejscowić na niebie czasami przed setkami tysięcy lat...

Ale być może, obracamy się przecież w domenie magii, odległość i einsteinowskie ograniczenie prędkości, nie odgrywa żadnej roli. Jawi się wówczas problem innych planet znajdujących się w naszej Galaktyce, a także w innych galaktykach. Jest ich prawdopodobnie miliardy miliardów. Jeśli odległość nie odgrywa żadnej roli, to przecież wszystkie gwiazdy i planety powinny mieć na nas wpływ. Wpływ wszechogarniający i natychmiastowy. Czy któryś z astrologów wziął to pod uwagę? Mogę zapewnić szanownych Czytelników, że nie.

Wszystko to nie przeszkadza jawieniu się coraz to bardziej wyszukanych metod wystawiania horoskopów, chociażby horoskopów komputerowych. Jest to ostatnio niezwykle modna forma zarabiania pieniędzy na naiwności ludzi, którym wydaje się, że nowoczesne przejawy techniki przepowiedzą im przyszłość. Miałem okazję wysłuchać wypowiedzi pewnej "nawróconej" zwolenniczki astrologii, która twierdziła, że o ile dotychczas nie wierzyła w horoskopy, to od czasu gdy do ich wystawiania używane są komputery, jej stosunek zmienił się zasadniczo. Sama ma w domu komputer i zdumiona jest dokładnością i szybkością z jaką potrafi dokonywać obliczeń. Wypowiedź zakończyła pełnym nadziei stwierdzeniem, że wprowadzenie komputerów do astrologii postawi wreszcie tę dziedzinę na poziomie prawdziwych nauk...

Komputer, jak wiadomo, jest narzędziem pozwalającym człowiekowi szybciej liczyć. Jest to jego główne i praktycznie jedyne przeznaczenie. Wszystko inne, edytory tekstów, jak ten, na którym właśnie piszę te słowa, czy gry komputerowe, to w ogólnym rozrachunku również liczenie, którego dokonuje maszyna.

Aby wystawić horoskop trzeba oczywiście obliczyć pozycje planet, domów astralnych, ascendentów i tym podobnych elementów. Komputer może być przy tym niezwykle pomocny, bo liczy szybciej niż człowiek robiący to "na piechotę". Przy dobrze napisanym programie wyeliminowana jest również groźba pomyłki, tak niebezpiecznej w tej ważnej działalności astrologów.

O ile kiedyś, aby wystawić prawdziwy horoskop, pełny i obejmujący całość życia człowieka, potrzeba było tygodni, jeśli nie miesięcy żmudnych obliczeń, o tyle dziś wszystko odbywa się w kilka sekund, za naciśnięciem guzika. Niebywały postęp, prawda? Tyle, że jak mawiają informatycy, z komputerami to jest tak: GARBAGE IN - GARBAGE OUT. To dosadne angielskie stwierdzenie oznacza, że jeśli do komputera włoży się byle co, dosłownie g...., to jedyne co się z niego otrzyma, to również byle co. Należy do tego dodać, że każdy komputer ma pewien, dość w gruncie rzeczy ograniczony, zasób informacji, jakakolwiek by ona była, którą może pomieścić. Tak więc z horoskopami komputerowymi zawsze będzie tak, jak z maszynami wystawiającymi horoskopy na ulicy, które dają nam karteczkę, z wydrukowanym tekstem. Bałwochwalczy stosunek do komputerów, ciągnąc rozumowanie zwolenników ich stosowania, powinien doprowadzić do tego, że praca magisterska napisana przy pomocy edytora tekstów na PC IBM, czy Apple powinna być lepsza od tej, napisanej na maszynie.

Rok Platoński

Ziemia, jak wszystkim wiadomo, obraca się wokół własnej osi. Tę oś można sobie wyobrazić jako linię prostą przechodzącą przez bieguny naszej planety i oczywiście przez jej środek. Uczyliśmy się tego wszyscy na lekcjach geografii w szkole podstawowej.

Ale czego nam w szkole nie mówiono, to to, że ta oś nie jest nieruchoma. Porusza się ona powoli w koło, zataczając pełen krąg co 25790 lat. Spowodowane jest to wpływem sił grawitacyjnych Księżyca, Słońca oraz faktem, że Ziemia nie jest idealną kulą, lecz jest nieco spłaszczona. Do tego należy dodać jeszcze zjawisko oscylacji, czyli drgania osi ziemskiej, które pojawia się w periodach osiemnastoletnich.

Zjawisko to, zwane precesją osi ziemskiej, powoduje, w największym skrócie, stopniowe przesuwanie się zodiaku. Dwa tysiące lat temu, gdy powstawały bazy astrologii, Słońce znajdowało się w pewnych okresach roku w pewnych miejscach na niebie, które umownie zostało podzielone na dwanaście części. Dziś jednak zodiak "zmienił położenie".

Ptolomeusz, grecko-egipski astronom i astrolog nie wiedział jeszcze wówczas, że widoczny na niebie układ gwiazd nie jest całkiem stały. Współcześni astrologowie, gdyby chcieli, to mogliby to wiedzieć. Ale nie chcą. A efektem opisanych zjawisk jest fakt, że gdy horoskop mówi nam, że urodziliśmy się w znaku Barana, to tak naprawdę jesteśmy ze znaku Ryby, jeśli mówią, że w znaku Lwa, to tak naprawdę jest to Rak i tak dalej, i tak dalej. Bo przez dwa tysiące lat zodiak "przesunął się o jeden znak w tył".

Wnioski z tych rozważań o wartości astrologii niech każdy wyciągnie sam. Myślę, że dobrze podsumowuje je pewna myśl Jeana Rostanda: "Groźnym nie jest fakt, że ludzie wierzą w astrologię, groźnym jest zjawisko, polegające na tym, że umysłami wierzącymi w astrologię podejmują czasami poważne decyzje." Dodałbym jeszcze, że warto podumać nad następującym stwierdzeniem - o ile wpływ gwiazd i planet na nasze przeznaczenie jest żaden, o tyle wpływ horoskopów może być bardzo wielki.

Dla ciekawych, kilka informacji z historii, które pośrednio bądź bezpośrednio łączą się z astrologią:

- w 1576 roku Jerome Cardan (urodzony w 1501), matematyk i astrolog, ze względu na gigantyczne głupstwa, które wypowiadał na podstawie swoich horoskopów, postanawia zagłodzić się na śmierć, by choć jedna jego przepowiednia się sprawdziła.

- 4 października 1582 roku papież Grzegorz XIII decyduje, że następnym dniem będzie 15 października, a nie 5, reformując w ten sposób kalendarz. Wygląda na to, że nie wpłynęło to w żadnym stopniu na dobre samopoczucie astrologów, po prostu nie biorą tego pod uwagę.

- w 1666 Colbert zakłada we Francji Akademię Nauk i wyraźnie zakazuje astronomom zajmowania się astrologią.

- na początku XX wieku Paul Choisnard wypowiada podstawową teorię nowoczesnej astrologii, mówiącą o wadze obecności planety w środku nieba w momencie narodzin. Na przykład Jowisz daje nadzieję na sławę. Choisnard ujmuje astrologię w ramy, które mają jej dać wygląd nauki, szczególnie dzięki statystyce.

Barry Wiliams/Adam Pietrasiewicz

Jeśli potrafisz wykazać, że astrologia działa, to możesz zarobić kupę forsy!!!


Powrót do strony głównej