Vademecum Sceptyka.

Oto kilka elementów do przemyślenia dla tych, którzy nie zawsze mają wystarczająco argumentów w dyskusjach ze zwolennikami zjawisk paranormalnych. Warto to przemyśleć, zapamiętać i wykorzystać.

Errare humanum est

Nigdy nie należy zapominać tej wiekopomnej prawdy. Tłumaczy ona jawienie się skądinąd poważnych i zasłużonych ludzi, czasami naukowców, w kręgach zwolenników paranormalności. Przypomina ona też, że samemu też można się mylić... Jest to bardzo ważne we wszystkich dyskusjach.

Ale nikt nie jest zawsze omylny

Z nieomylnością jest podobnie jak z omylnością. Ani jedna, ani druga nie są przywilejem nadawanym na stałe komukolwiek. O ile co do nieomylności wydaje się to oczywiste dla każdego, nie trzeba zapominać, że działa to w drugą stronę tak samo. Trzeba więc przypomnieć, że nikt nie posiadł umiejętności popełniania jedynie pomyłek. Nawet astrolog czy wróżka przepowie czasami coś, co okaże się prawdą.

Dowód ma być przeprowadzony przez tego, kto przedstawia teorię

Przypomniała mi się dyskusja, którą prowadziłem niedawno z pewnym zwolennikiem zjawisk paranormalnych. Przytoczył mi on, jako jeden z argumentów, historię pewnego angielskiego biologa, który stworzył teorię jednolitego, metafizycznego pola obejmującego całą Ziemię. Pole to jednoznacznie wpływa na wszystkie otaczające nas zjawiska. Powoduje między innymi, że wielokrotne powtórzenie jakiegoś zjawiska ułatwia pojawienia go ponownie. Przykładem ma być między innymi chemia.

Otóż każdy chemik i biochemik wie, jak czasami trudno jest spowodować krystalizację pewnych związków. Czasami operacja taka trwa miesiącami, czasami i dłużej. Ale, gdy już jedno laboratorium tego dokona, to w innych laboratoriach ta sama krystalizacja przebiegnie, w tych samych warunkach, nieco szybciej. I im więcej razy będzie powtórzona, tym łatwiej będzie jej dokonać.

Znajomy biochemik powiedział mi, że jest to zjawisko znane wszystkim naukowcom zajmującym się tą dziedziną. Angielski biolog kładzie to na karb "pola", w którym znajduje się nasza planeta. Pola jeszcze nie opisanego przez naukę.

Nie jestem ani biologiem, ani chemikiem, ani biochemikiem. Nie hodowałem kryształów, i nie wiem, jak się to robi. Ale to, co mnie najbardziej uderzyło w rozumowaniu twórcy tej teorii, to forma podejścia do sprawy. Otóż opublikował on swe rozważania i wezwał naukowców całego świata do udowodnienia mu, że nie ma racji.

Nie wolno w tym momencie dopuścić do popełnienia pomyłki. A jest nią właśnie odwrócenie ról, charakterystyczne dla większości głosicieli teorii zjawisk paranormalnych. Zwolennik spirytyzmu zapyta na przykład: Dlaczego jesteś tak sceptycznie nastawiony do zjawisk okultystycznych? Jakby automatycznie mamy w tym momencie ochotę zacząć tłumaczyć, że naszym zdaniem duchów nie ma. A jest to błąd logiczny, który popełniamy prawie wszyscy, bo jedyną odpowiedzią na tak zadane pytanie jest inne pytanie: A dlaczego ty wierzysz w duchy?

Wyzwanie rzucone światu nauki przez brytyjskiego biologa jest nieuczciwością intelektualną, bo jeśli uważa, że jego hipoteza opisuje faktycznie istniejący stan rzeczy, to właśnie do niego należy udowodnienie tego stanu. Inni naukowcy, gdy już znalezione zostaną dowody na słuszność przedstawianych tez, będą mogli jedynie je sprawdzić. Bo celem nauki, w jej najgłębszych, bliskich filozofii fundamentach, nie jest w zasadzie zaprzeczanie czemukolwiek.

Słowo pisane nie jest święte

Oddziaływanie słowa pisanego jest dużo mocniejsze, niż mogłoby się wydawać na pierwszy rzut oka. Niektórzy głosiciele paranormalnych teorii i legend są tego bardzo wyraźnie świadomi. Otóż wpadła mi w ręce książka M.F.Longa, Magia Kahunów, cuda w świetle wiedzy tajemnej. Książka, jakich setki znaleźć można w księgarni, ale tym razem o oryginalnej formie. Otóż druk został wykonany dzięki specjalnej czcionce, nieco podobnej do kursywy, ale dużo bardziej stylizowanej. Całość książki napisana jest takim drukiem, co ma być pozaracjonalnym, dodatkowym argumentem co do wagi niezwykłości rzeczy, o których traktuje. A mowa w niej jest o (dobieram przypadkowo tytuły ze spisu treści): władaniu nad rekinami i żółwiami, nasyłaniu na kogoś duchów jako jednym ze sposobów zemsty, działaniu telepatii i modlitwy telepatycznej itd, itp. Mój dobry znajomy, skądinąd wydawca (nobody is perfect) do dziś jest pod wrażeniem tego dzieła. Opowiadał mi o nim długo nie zdając sobie sprawy, że choć sam zajmuje się wydawaniem książek, nie potrafi mieć, gdy jest to konieczne, obiektywnego i chłodnego do nich stosunku.

Ilość nie jest jakością

Bez odpowiedniej argumentacji teoria może być jedynie potraktowana jako interesująca spekulacja. Aby móc pretendować do miana naukowości, potrzebne są przekonywujące fakty i opisy zjawisk. Ale nie ilość, lecz jakość dowodów jest ważna. Zbiór anegdotek nigdy nie może pretendować do miana teorii, czy chociaż hipotezy naukowej.

Możliwe nie zawsze jest możliwe

Słowo "możliwe" jest bardzo, nawet za bardzo, często używane przez zwolenników paranormalności. Pojęcie to może pokrywać, w zależności od przypadku, różne przejawy rzeczywistości, o których warto pomówić. Schematycznie można podzielić pojęcie możliwości na dwa jej rodzaje: możliwość fizyczną i możliwość logiczną.

Możliwość fizyczna, to zjawisko dopuszczalne w ramach praw natury: można fizycznie być w tym samym miejscu w dwóch różnych momentach, ale nie można fizycznie być w tym samym momencie w dwóch różnych miejscach.

Możliwość logiczna to coś, co można powiedzieć w sposób nie stanowiący wewnętrznej sprzeczności w wypowiadanym zdaniu. Stwierdzenie, że parapsycholog jest człowiekiem rozsądnym, jest możliwością logiczną, stwierdzenie, że człowiek nie jest ssakiem nią nie jest.

Ale natychmiast trzeba tu podkreślić, że możliwość logiczna nie musi wcale być możliwością fizyczną, czego (nie ukrywam, że wysoce złośliwym i demagogicznym) dowodem jest przytoczony wyżej przykład. Skądinąd trzeba zauważyć, że zwolennicy paranormalności, gdy mówią możliwe często wspominają o zgodności swych twierdzeń z "przyszłą, jeszcze nie do końca poznaną nauką!

Sprzeczność twierdzeń nie świadczy o ich wartości

Trzeba zwrócić uwagę na fakt, że dwa twierdzenia na ten sam temat wcale nie muszą być ze sobą logicznie sprzeczne. UFO przylatują z Wenus jest jedynie równoległą hipotezą do stwierdzenia UFO przylatują z Marsa. Stwierdzeniem przeczącym temu ostatniemu mogłoby być UFO nie przylatują z Marsa. Ta różnica między stwierdzeniami równoległymi i sprzecznymi powoduje, że mamy trudności ze zrozumieniem iż w dyskusji, jeśli jedna strona nie ma racji, nie oznacza w żadnym przypadku iż druga strona ma ją automatycznie. Obie strony nie mogą mieć racji jednocześnie, ale przecież obie strony mogą też się jednocześnie mylić. Obalanie konkurencyjnych hipotez nie stanowi w zasadzie żadnego dowodu na poparcie hipotezy, której się broni.

Źródła informacji.

Zawsze należy podchodzić z odrobiną sceptycyzmu do twierdzeń, których się samemu nie sprawdziło, osobiście, bądź poprzez świadectwo ludzi czy dzieł będących autorytetem w danej dziedzinie. Encyklopedia Larousse'a na przykład pod hasłem Zodiak podaje wiele informacji, między innymi również tę, o przesunięciu się osi ziemskiej, co wpływa na "przesunięcie" znaków zodiaku. Ale, i to mogłoby się wydać nieprawdopodobne, gdyby tak nie było, autorowi notatki encyklopedycznej umknął fakt, który powinien znaleźć się również w tej encyklopedii. Otóż, i tu zadziwię prawdopodobnie wielu Czytelników, Słońce w swym pozornym ruchu na niebie nie przechodzi przez 12 tylko przez 13 konstelacji. Błąd ten popełniany jest również przez większość dzieł traktujących o astronomii, co jest już niewybaczalne.

Międzynarodowa Unia Astronomiczna wyznaczyła w 1925 roku granice 88 konstelacji. Słońce przechodzi przez 13 z nich, i ta trzynasta, Ofiucus, wcale nie jest najmniejsza. Powinna wręcz odgrywać kapitalną rolę w astrologii, bo nasza gwiazda znajduje się w niej ponad trzy razy dłużej niż w sąsiedniej konstelacji Skorpiona.

Kompetencje informatora

Warto zwrócić uwagę na fakt, że nagminnym jest, w argumentacji zwolenników paranormalności, przesuwanie kompetencji autorytetów, na które się powołują. Dobrym przykładem będzie tu "słynny uczony rosyjski, Kazańcew", specjalista w archeologii paranormalnej. Powołują się na niego wszyscy badacze z grupy Dänikena. Ten wielki "profesor" odkrył między innymi tak ważne zjawisko, jak "kalendarz wenusjański na bramie świątyni w Tihuanaco" i otrzymał oznaki "najwyższego uznania nauki". Aleksander Kazańcew może więc być uznany za autorytet, jako przedstawiciel "świata nauki".

Nie wysilając się zbytnio, w annałach Studiów Radzieckich, można znaleźć krótką notatkę na jego temat. Urodził się w 1906 roku w Akmolińsku w Kazachstanie. Ukończył wyższe studia techniczne i pracuje jako inżynier mechanik. Jest znanym pisarzem science-fiction, pierwsze swe dzieła opublikował w 1939 roku... I tak, Aleksander Kazańcew, nie jest ani Rosjaninem, ani uczonym, ani profesorem.

Bardzo często organizatorzy różnych konferencji na temat zjawisk paranormalnych przedstawiają wykładowcę, jako "profesora, takiego to a takiego uniwersytetu", laureata nagród naukowych itp. Czasami, gdy dokładnie sprawdzić, to konferencja na temat UFO prowadzona jest rzeczywiście przez docenta doktora habilitowanego. Z reguły ów naukowiec uzyskał swój stopień w dziedzinie tak bliskiej badaniu UFO, jak historia średniowiecznej literatury Bliskiego Wschodu. Można to ująć prosto stwierdzając, że opinia Leszka Balcerowicza na temat współczesnej piosenki polskiej jest warta mniej więcej tyle, co opinia Maryli Rodowicz na temat polityki finansowej państwa.

Teorię naukową można sprawdzić

W przypadku wszystkich teorii naukowych możliwym jest postawienie różnych pytań: czy zostały dokonane eksperymenty bądź obserwacje, czy zostały one powtórzone przez niezależne ośrodki naukowe, czy powiodły się, czy teoria słusznie przewidziała ich wynik? Czy zjawiska przez nią opisywane powtarzają się bez względu na pozaeksperymentalne uwarunkowania?

Ale najważniejszym elementem teorii naukowej jest możliwość ciągłego jej sprawdzania. Teoria ma za zadanie przepowiadać pewne zjawiska. Przykładem może być Ogólna Teoria Względności Alberta Einsteina, opublikowana przez niego w 1915 roku. Przewidywała ona między innymi, że droga światła może ulec odkształceniu od linii prostej w przypadku znalezienia się w sąsiedztwie wielkiej masy. Sir Artur Eddington, jeden z największych fizyków i popularyzatorów wiedzy, sprawdził tę przepowiednię Einsteina w czasie zaćmienia Słońca w 1919 roku, czyli cztery lata po jej opublikowaniu. Ogólna Teoria Względności przepowiada jeszcze mnóstwo innych rzeczy, które jak na razie, drogą eksperymentalną są sprawdzane i potwierdzane.

Lecz nie to jest najważniejsze. Sprawą najwyższej wagi jest fakt, że Ogólną Teorię Względności teoretycznie można obalić. Wystarczy przeprowadzić jeden powtarzalny eksperyment bądź obserwację, niezgodne z przepowiedniami szwajcarskiego fizyka, by całość teorii, czy przynajmniej jej część, legła w gruzach.

Jeśli, przedstawianej jako naukową, teorii nie da się sprawdzić, jeśli nie istnieje eksperyment czy obserwacja, która mogłaby ją obalić, szczególnie w oczach tego, który ją głosi, to nie można w żadnym przypadku mówić o jej naukowości.

Niezwykłe stwierdzenie wymaga dowodu bardziej niż niezwykłego

Każda nowa obserwacja czy teoria jest wynikiem obserwacji czy eksperymentów w ramach istniejących metod naukowych. Każde stwierdzenie czegoś, co odbiega od utartych kanonów myślenia wymaga przedstawienia poważnych dowodów i przeprowadzenia dokładnych eksperymentów. Aby udowodnić prawo powszechnego ciążenia, wystarczy wypuścić z ręki szklankę z herbatą. Aby udowodnić lewitację czy telekinezę, nie wystarczy przedstawić filmu czy zdjęcia.

W tym miejscu nasuwa mi się myśl, którą chciałbym nieco rozwinąć, jako że dotyczy jednego z rodzajów argumentacji zwolenników parapsychologii. Mówią oni wszystkim, którzy chcą słuchać, że "klasyczna", "ortodoksyjna" nauka jest skostniała i goni w piętkę. Że nie jest w stanie zająć się sprawami, które chociaż o drobinę wystają poza utarte szlaki.

Jest to po prostu nieprawda. Oczywiście historia nauki nie jest przedmiotem, którego uczy się w szkole, ale czasami warto do niej sięgnąć, by zobaczyć, jak bardzo właśnie nowoczesna myśl naukowa posunęła poznanie otaczającego nas świata do przodu. Zaczęło się od Kopernika, Galileusza, Giordano Bruno. Sprzeciwili się oni przecież kanonom współczesnej im nauki, zrobili to z odwagą i pozwolili na rozwój wiedzy. Ale i dziś mamy Koperników i Galileuszów. Zarówno Einstein, jak i Planck, George Gamow czy Heisenberg, byli w pewnym sensie nowoczesnymi Kopernikami, Galileuszami i Giordanami Bruno. Ich teorie może są mniej zrozumiałe dla przeciętnego odbiorcy, niż to co mówił Kopernik (chociaż ciekaw jestem ilu jest dziś maturzystów zdolnych zrozumieć w całości dzieło toruńskiego astronoma "De revolutionibus orbium coelestium libri VI", idę o zakład, że nie znajdzie się ani jeden), nie mniej jednak ich waga jest conajmniej tak samo wielka. I też spotykali się z niezrozumieniem, czy wręcz wrogością współczesnych im autorytetów. Było tak na przykład z Planckiem, którego teorie Einstein zwalczał, jak tylko mógł. Ale, i jest to najważniejsze, wszyscy oni stosowali naukowe podejście do badanych zjawisk, co pozwoliło im zapłodnić i rozwinąć nowoczesną myśl naukową.

Natura jest pewna

Natura działa w sposób "pewny". Niezależnie od obserwatora natura JEST. Nie musimy wierzyć w jej istnienie, w istnienie grawitacji przy obserwacji jej działania, w istnienie elektromagnetyzmu zapalając lampkę przy biurku. Nie powinniśmy więc też musieć wierzyć w postrzeganie pozazmysłowe, by obserwować jego objawy.

Należy szukać alternatyw

Jednym z najważniejszych i najdoskonalszych narzędzi myśli racjonalnej jest proste pytanie: czy istnieje inne możliwe wytłumaczenie danego zjawiska, które doprowadziłoby do tego samego rezultatu?

Na przykład w dziedzinie postrzegania pozazmysłowego, czy psychokinezy, powinno być możliwym, wobec konkretnego zjawiska zastanowić się, czy inne jeszcze wytłumaczenie nie może równie dobrze wyjaśnić to, co widzimy.

Konieczna jest powtarzalność eksperymentu

Obiektywnie poprawna teoria ma wielką moc. Moc, którą niektórzy mogliby porównywać z mocami "paranormalnymi". Jest to moc przepowiadania zjawisk. Ale przepowiadania zjawisk w sposób naukowy, przepowiadania, że jeśli stworzy się konkretne warunki, jeśli użyje się odpowiednich narzędzi, to uzyska się wynik, który przewiduje teoria. I w tym właśnie leży moc teorii naukowej.

Inaczej mówiąc teoria naukowa musi pozwolić powtarzać eksperymenty "do woli" i za każdym razem uzyskiwać oczekiwany wynik. Teorie paranormalne nie spełniają tego warunku.

Paranormalne może być całkiem normalne, choć nie dla wszystkich

Jest to szczególnie ważna uwaga w przypadku tych wszystkich, którzy twierdzą, że potrafią "siłą woli" dokonywać rzeczy, których przeciętny śmiertelnik nie dokona inaczej, niż oddziaływaniem fizycznym. Takim kimś był działający w latach siedemdziesiątych, ale aktywny jeszcze dziś, słynny "łamacz łyżeczek", Uri Geller. Od 1973 roku zadziwiał w salach widowiskowych wykazując się niezwykłymi umiejętnościami. Na tyle niezwykłymi, że informacje o nim obiegły cały świat. Przez kilka lat przewijał się przez rózne przedziwne miejsca, gdzie wielcy parapsychologowie badali jego zdolności, aż wreszcie, na początku lat osiemdziesiątych został przyłapany na oszustwie.

Okazało się, że nie jest niczym więcej, jak zdolnym iluzjonistą. Ale, zdolny iluzjonista, dla przeciętnego zjadacza chleba, może uchodzić za czarodzieja. I za takiego właśnie chciał uchodzić Uri Geller.

Nie należy w tym momencie wyciągać pochopnych wniosków. Iluzjoniści nie są szarlatanami. Są, tak jak akrobaci czy aktorzy, artystami, którzy latami uczyli się swej sztuki. Skądinąd dowód na oszustwo Uri Gellera został dostarczony przez iluzjonistę.

Szarlatanami są iluzjoniści, którzy tak jak Geller twierdzą, że to co robią jest wynikiem niezwykłych mocy, a nie zwykłej nauki i treningu.

Niesamowite czasami jest prawdopodobne

W życiu codziennym czasami zaskoczeni jesteśmy pewnymi zbiegami okoliczności, które wydają się niezwykłe. Często tak zwane zbiegi okoliczności są jedynie dziełem przypadku, innym razem musimy wziąć pod uwagę czynniki, które wymykają się pobieżnej obserwacji. I tak o ile spotkanie znajomego na ulicy miasta, w którym się jest przejazdem, i w którym i on jest przejazdem, stosunkowo łatwo położymy na karb przypadku, o tyle gdy nagle żona zaczyna do nas mówić na temat, o którym właśnie myśleliśmy, mamy tendencję, by zaraz mówić o telepatii.

Miałem osobiście okazję doświadczyć tych dwóch sytuacji.

Gdy przed laty odwiedziłem Paryż w czasie wakacji, udałem się do kina, na seans składający się z dwóch filmów. W czasie przerwy wyszedłem na ulicę by zapalić papierosa (nobody is perfect) i wpadłem na mego przyjaciela, który będąc przejazdem w stolicy Francji przechodził właśnie koło kina. Nawet do głowy mi nie przyszło, by pomyśleć o mocach tajemnych, które doprowadziły do naszego spotkania.

Natomiast wielokrotnie myślałem o telepatii, gdy otwierałem właśnie usta, by powiedzieć do żony coś, co ona wypowiadała szybciej ode mnie.

A tak naprawdę, to gdy się nieco zastanowić, to spotkanie w Paryżu jest, z punktu widzenia przypadku i prawdopodobieństwa o wiele bardziej niezwykłe od "telepatycznego" kontaktu z żoną. Mój przyjaciel i ja mieszkaliśmy wówczas w Polsce i spotkanie w Paryżu, w ciągu jego jednodniowego pobytu, jest tak wysoce nieprawdopodobne, że właściwie niesamowite. A jak widać niesamowite jest czasami prawdopodobne.

Natomiast żona jest zazwyczaj osobą, z którą przebywa się dzień i noc i nie ma nic dziwnego w fakcie, że myśli się o tym samym, w podobny sposób. I, że w danej sytuacji ma się podobne reakcje i podobne myśli.

A czy ktoś założyłby się z kolegą, że wśród dowolnie dobranych 24 osób znajdą się dwie urodzone tego samego dnia, tego samego miesiąca? Wielu powie, że jest to niemożliwe, bądż bardzo mało prawdopodobne. A jednak, gdy popatrzeć z bliska na problem, okazuje się, że wcale tak nie jest.

Otóż prawdopodobieństwo takiego "zbiegu okoliczności" jest bardzo wysokie, ponad 50%! I nie ma tu żadnej sztuczki! Prawdopodobieństwo, by dwie przypadkowe osoby nie urodziły się tego samego dnia, tego samego miesiąca jest równe jak 364/365. Ale, gdy przyjdzie już trzecia osoba, to prawdopodobieństwo jest równe 363/365, bo mamy już 2 możliwe dni. Dla czwartej osoby spada do 362/365, dla piątej 361/365 i tak dalej, i tak dalej. Gdy pomnożymy przez siebie te ułamki, dojdziemy do wyniku ukazującego, że prawdopodobieństwo, by dwie osoby nie urodziły się tego samego dnia, tego samego miesiąca równe jest 46%. I tak, w tym prostym przypadku rachunku prawdopodobieństwa, możemy więc powiedzieć, że szansa na to, by w grupie 24 osób dwie miały tę samą datę urodzenia (rok i miesiąc), równe jest 54% procentom. Czyli więcej niż połowa!

Tak więc warto się założyć, szanse na wygranie zakładu są stosunkowo wysokie. Łatwo to sprawdzić, biorąc do ręki encyklopedię, czy jakieś wydanie Who is Who.

Wszyscy mamy tendencję do "przefiltrowywania" zjawisk, które przeżywamy tak, aby wyławiać te, które odbiegają od zwyczajności. Nie wolno jednak zapominać o tym, że w każdym momencie jesteśmy przedmiotami i podmiotami tysięcy zjawisk, których nie zauważamy, bo są naturalne. I tak, gdy wyłowimy jedynie te niezwykłe, to mamy wrażenie, że muszą działać jakieś siły czy moce tajemne, podczas gdy "niesamowite" jest zupełnie prawdopodobne, jeśli się wystarczająco długo poczeka.

Siła wiary może być bardzo wielka

Jest to chyba najważniejszy wniosek, który można wyciągnąć studiując myślenie magiczne. Z jednej strony, medycyny magiczne wykazują, że niekiedy nie potrzeba stosować "klasycznej" terapii, bo pacjent wierząc w swe wyzdrowienie, rzeczywiście zdrowieje, z drugiej jednak strony wiara doprowadzona do skrajności oślepia. Starałem się podać wiele różnych przykładów na to, jeszcze jednego, już karykaturalnego, dostarczył pewien myśliwy-radiesteta, który stwierdził, że przy pomocy wahadełka potrafi na mapie wyznaczyć rykowiska jeleni. Lecz, gdy uzbrojony w sztucer pojawia się na miejscu, raz za razem musi stwierdzić, że jelenie muszą być czułe na fluid radiestezyjny, bo wiedząc, że za chwilę nadejdzie, uciekają, zanim zdąży tam dotrzeć.

Adam Pietrasiewicz


Powrót do strony głównej