Przesądy.

Z przesądami to jest śmieszna sprawa. Właściwie wszyscy się z nich śmieją, ale gdzieś tam w głębi ducha stosują się do odwiecznych reguł i w nie wierzą. Może nie we wszystkie, ale każdy w coś tam sobie wierzy, bo po prostu przyzwyczaił się, że wierzy.

Chcielibyśmy, by Biuletyn Sceptyczny był miejscem, gdzie będzie można zebrać przesądy, polskie i nie polskie, na każdy temat. Oczywiście wiele już na ten temat napisano, ale nigdy nie zaszkodzi dołączyć swóją cegiełkę.

Prosimy więc Czytelników o nadsyłanie na adres Redakcji opisów różnych przesądów, które będziemy regularnie publikować na naszych stronach.

Na razie kilka najbardziej znanych.
 



Pani Mirosława Krogulska (krogulska@radio.com.pl) nadesłała nam list:

Z radością ubogiej służki wiedzy uzupełnię Pańską wiedzę o przesądach:

otóż

1. nie należy chodzić pod drabiną, bo się zgubi portfel

2. nie należy witać się przez próg, bo gość okaże się wredną świnią

3. nie nalezy dawać ukochanemu portfela - bo wyda całą wspólną kasę, w tym wszystkie oszczędności ofiarodawcy

4. bluzkę na lewą stronę założyć - duuuuże szczęście Cię czeka

5. lustro zbić - siedem lat nieszcześcia i nie ma przebacz

6. pawie pióro dostać - ogólnie fatalnie w dłuższym okresie czasu (silne w środowisku aktorskim, wyobraźmy sobie więc gwiżdżacego pawia :))))) i jeszcze jeden branżowy: kiedy coś na scenę upadnie trzeba to przydeptać, bo inaczej nie zagra się więcej w tym teatrze

7. jeśli, nie daj Boże, wyniknie konieczność wrócenia się po coś do domu należy albo usiąść, albo splunąć przez lewe ramię - w przypadku niedopełnienia tychże czynności niefart będzie po prostu przeogromny i nic się tego dnia nie uda.

8. posiedzieć z pieć minut należy także przed wyruszeniem w podróż - aby było dokąd wrócić.

proponuję także dodać przesąd zakazujący zbierania rozsypanych zapałek do pudełka (wydarzy się STRASZNE nieszczęście), przechodzenia pod słupem trakcyjnym (nowa wersja tego z drabiną), brania ślubu w szarej sukni (będzie szare życie), gwizdania w teatrze (będzie wielka klapa).

Proponuje też odróżnić wyraźnie przesądy (czyli czynności, których pod żadnym pozorem wykonywać nie wolno) od omenow (czyli niezależnych od osoby wydarzeń, które wieszczą następne wydarzenia - i już nic się wtedy nie da zrobić, tylko leżeć krzyżem i płakać). Przykład omenu: ksiądz mylący imiona narzeczonych podczas ślubu (... to juz totalna KATASTROFA), czarny kot przebiegający drogę, spacerujące zakonnice (nieszczeście i kropka) i mój ulubiony z dzieciństwa czyli zobaczyć czarny samochod marki Wołga (całe miasto padnie rażone gromem).



Pani Dorota Szymaniuk (dorota@icu.com.pl) nadesłała następujące informacje o przesądach:

Jeden z czytelników podesłał wyjaśnienia i komentarze dotyczace kilku przesądów:

Nie należy witać się przez próg

Zasada ta pochodzi z czasów starożytnych i ma korzenie podobne do podawania na przywitanie ręki. Ten ostatni zwyczaj wziął się ze starożytnego Rzymu, gdzie przez podanie ręki demonstrowano, że nie trzyma się w niej sztyletu ani miecza, żeby w odpowiednij chwili podrżnąć gardło interlokutorowi... Zasada nie witanie się ze stojącym za progiem (szczególnie w ciemności nocy) ma ten sam korzeń - w cieniu za drzwiami chałupy mógł się czaić jakiś rzezimieszek. W dzisiejszych czasach podanie ręki ma oczywiście znaczenie symboliczne, ale nie nazwiemy go "przesądem", więcej obrazimy się na kogoś, kto wyciągniętej doń ręki nie uściśnie. (Autor komentarza uważa, że nie chodzi tu o przesąd, ale raczej o zwyczaj).

Nie należy przechodzić pod drabiną

No to już oczywiste - chyba nigdy nie miał Pan do czynienia z wiejską drabiną własnej roboty - ja ze swoją wagą około 100 kg miałem okazję parę razy po czymś takim wchodzić i najgorszemu wrogowi nie życzyłbym żeby w razie czego pod nią stał...

Rozsypana sól - będzie awantura.

Podobnie - w przeszłości za głowę soli można było kupić klucz wsi albo mały zamek. Łatwo sobie wyobrazić jak czuł się sługa, który rozsypał na przykład księciu Panu takie bogactwo na podłogę...

Posiedzieć z pieć minut należy także przed wyruszeniem w podróż - aby było dokąd wrócić.

Zwyczaj skądinąd rosyjski. Nie znam jego korzeni ale podejrzewam, że za np Iwana Groźnego (albo Józefa Wissarionowicza) wyjazd do stolicy mógł się zakończyć powrotem w trumnie, zatem warto było się choć trochę jeszcze nacieszyć odjeżdżajacym... Ale to moje luźne dywagacje, być może rzeczywiście zwyczaj jest przesądny, choć nie wygląda.



Pan Tomasz Kobosz nadeslał takie przesądy:

Pan Marek Mikrut napisał do nas:

To ja dorzucę trochę o przesądach studentów krakowskich:

Powrót do strony głównej