Projekt Alfa

James Randi jest znanym amerykańskim iluzjonistą. Kocha swój zawód i jest naprawdę doskonałym specjalistą. Od 35 lat jest także badaczem wszystkiego, co ma jakiś związek z "paranormalnością", parapsychologią, okultyzmem itp. Jest twórcą "Nagrody Uriego" (od imienia znanego "psychokinetyka" Uri Gellera) wręczanej co roku w Stanach Zjednoczonych tym, którzy w dziedzinie parapsychologii i innej psychokinezy doszli do największych absurdów. Nagrodą jest mała, stalowa, wygięta łyżeczka wtopiona w przezroczysty plastik.

Randi od wielu lat jest, jak się go określa, "postrachem świata psi". Jeździ po całym świecie i demaskuje oszustów, którzy twierdzą, że posiadają moc czytania myśli, jasnowidzenia, psychokinezy i tym podobnych. Wyszukuje informacje o nich w gazetach, które są pierwszym nośnikiem i propagatorem wszelkiego rodzaju parapsychologicznych absurdów.

Parapsychologowie uciekają przed nim, czasami go obrażają. Randi zawsze próbował uzmysłowić badaczom parapsychologii konieczność zachowania surowych reguł i protokołów eksperymentalnych. Na próżno. Badacze, jeśli nawet sami chcą zachować uczciwość, to w sposób nieprawdopodobnie wręcz regularny padają ofiarą oszustów, czy własnej chęci uzyskania odpowiednich wyników.

James Randi wielokrotnie sugerował parapsychologom utworzenie spójnego systemu kontroli eksperymentów przeprowadzanych w laboratoriach i nalegał, by wykwalifikowany iluzjonista mógł brać udział w testach nad wszystkimi "obiektami psi". Na próżno. Zdecydował więc przed kilku laty zorganizować operację, która mogłaby jasno i wyraźnie zbadać metody i kompetencje osób, które odmawiały proponowanej pomocy. Osób, które wszem i wobec głosiły posiadanie kompetencji naukowych, posiadając czasami nawet tytuły uniwersyteckie.

Zorganizował operację, którą nazwał "Projektem Alfa".

Eksperyment trwał kilka lat i jego rezultaty zostały przedstawione parapsychologom 28 stycznia 1983 roku listem, a następnie na konferencji prasowej zorganizowanej w Nowym Jorku przez pismo DISCOVER. Pełny raport został opublikowany w piśmie Amerykańskiego Komitetu Badań Informacji o Zjawiskach Paranormalnych.

A oto historia Projektu Alfa, który powinien dać wiele do myślenia tym wszystkim, którzy bezkrytycznie podchodzą do wszelkich informacji publikowanych w periodykach i książkach o paranormalności.

W 1979 roku Uniwerystet Waszyngtona w Saint Louis dostał subwencję w wysokości 500 000 dolarów. Przeznaczona była na utworzenie specjalnego laboratorium imienia McDonnella (tego od McDonnell-Douglas, producenta samolotów), aby prowadzić "badania nad psychiką". Wydało się to Randiemu idealną sytuacją, by sprawdzić dwie hipotezy, które postawił już wiele wcześniej.

Parapsychologowie załamywali od wielu lat ręce nad swym ciężkim losem twierdząc, że nie mają pieniędzy na prowadzenie badań. I że w związku z tym nie mogą przeprowadzić "przyzwoitych" doświadczeń w dziedzinie "psi". Pierwszą hipotezą Randiego było założenie, że ilość wyłożonych pieniędzy nie wpłynie w żaden sposób na jakość przeprowadzanych doświadczeń. Druga hipoteza zakładała, że parapsychologowie nie zgodzą się na obecność eksperta prestidigitatora podczas określania protokołów eksperymentalnych i doświadczeń. Nie będą więc w stanie odkryć sztuczek i oszustw, których padną ofiarą.

Jakiś czas temu angielski socjolog, Trevor Pinch, parający się w wolnych chwilach parapsychologią, stwierdził, że sceptycy, jeśli chcą, powinni wprowadzić iluzjonistę do ośrodków badań nad parapsychologią. Randi zrealizował, jak zobaczymy, życzenie przedstawiciela świata parapsychologii.

Dyrektorem laboratorium parapsychologicznego McDonnell był profesor fizyki, Peter Philips. Zajmował się tą tematyką już od ponad dziesięciu lat. Zapowiedział w prasie, że laboratorium przeprowadzi doświadczenia w dziedzinie psychokinezy dzieci i młodzieży. Dokładnie zbada możliwości wykrzywiania siłą woli metalu. Randi zaangażował więc dwóch młodych iluzjonistów, którzy skontaktowali się z laboratorium deklarując posiadanie "mocy psychokinetycznej". Ruszył projekt Alfa.

Laboratorium badań psychicznych otrzymało ponad 300 kandydatur w wyniku ogłoszenia wydrukowanego w lokalnej prasie. Steven Shaw, noszowy w szpitalu i iluzjonista hobbysta oraz Michael Edwards, student w Marion w stanie Iowa, znany wśród znajomych jako iluzjonista, dwaj wspólnicy Jamesa Randiego, zostali jedynymi przyjętymi kandydatami. W momencie rozpoczęcia projektu mieli odpowiednio 18 i 17 lat.

Ustalone zostało, jeszcze przed rozpoczęciem Projektu Alfa, że po upłynięciu określonej daty oszustwo zostanie ujawnione. Ponadto ustalono, że jeżeli eksperymentator bezpośrednio zapyta czy używają sztuczek iluzjonistycznych, odpowiedzą: "Tak, zostaliśmy tu przysłani przez Jamesa Randi".

Zanim jeszcze rozpoczęły się eksperymenty, Randi wysłał profesorowi Philipsowi kilkanaście wskazówek dotyczących formy przeprowadzanych testów. Sugerował, że "obiekty" badań mogą mieć różne żądania, które spowodują nieprzestrzeganie warunków protokołu eksperymentalnego. Zaproponował swój udział w badaniach, za darmo, tak, aby nie dopuścić do oszustwa.

Od pierwszego momentu rozpoczęcia badań wszystkie uwagi i propozycje zostały odrzucone. Efektem było, że eksperymenty prowadzone były faktycznie nie przez eksperymentatorów, lecz przez "wyjątkowo uzdolnione parapsychologicznie obiekty". Odbywało się to w prosty sposób - jeśli warunki eksperymentu nie odpowiadały młodym iluzjonistom, awanturami i krzykiem doprowadzali do ich zmiany. Mimo, że Randi jasno uprzedzał w swym liście prof. Philipsa, że warunki eksperymentu zmienione być nie mogą, że nie należy dopuścić do sytuacji, w której ponad jeden przedmiot testu, łyżeczka czy gwóźdź, leży przed badanym, stół laboratoryjny był zwykle zasypany różnymi przedmiotami. Ponadto, nie były one oznakowane w sposób pozwalający na pełną identyfikację, posiadały jedynie etykietki przywiązane sznurkiem.

Jeden z testów telepatii polegał na tym, że badany dostawał zamkniętą kopertę zawierającą rysunek z uprzednio określonej listy. Pozostawiony sam w zamkniętym pomieszczeniu miał oddać ją eksperymentatorowi, który sprawdzał, czy nie została otwarta. Badany stwierdzał następnie, jaki rysunek był w kopercie.

Serie tych testów odniosły wspaniały sukces. Nie stuprocentowy, sto procent mogłoby wskazywać na oszustwo, chłopcy pomniejszyli więc wyniki. Metodę, którą zastosowali wymyśliłby przedszkolak. Być może trudno w to uwierzyć, ale koperty zamykane były zszywkami. Wystarczyło wyjąć je, zobaczyć rysunek i założyć z powrotem. Każdy może sprawdzić, że da się to zrobić, przy odrobinie wprawy, bez żadnego problemu.

W czasie jednego z testów Michael zgubił dwie zszywki. Aby nie dać się złapać postanowił, wbrew zasadom i regulaminowi eksperymentu, otworzyć samemu kopertę na oczach eksperymentatora, tak, żeby ten nie zobaczył brakujących zszywek. Nikomu to nie przeszkodziło w stwierdzeniu sukcesu. Upraszczając, badany zmienił protokół eksperymentalny, i nikt na to nie zwrócił uwagi.

Innym eksperymentem, w którym brał tym razem udział Steven, przewidziano próbę wygięcia siłą woli metalowego przedmiotu. W tym celu zrobiona została plastikowa płytka z wyżłobioną po środku szczeliną, w którą włożono metalowy pręcik. Eksperyment polegał na (bardzo naiwnej) hipotezie, że pręcika nie da się wyjąć inaczej, niż odwracając płytkę lub posługując się jakimś narzędziem. Steven miał dotknąć prętu w szczelinie palcem i spowodować wygięcie siłą woli. Młody człowiek natychmiast zorientował się, że jeżeli naciśnie palcem na końcówkę pręta, ten podniesie się i da się go wyjąć ze szczeliny. Reszta była dziecinną igraszką dla iluzjonisty. Wyjął pręcik, wygiął go w palcach i włożył z powrotem. Eksperymentatorzy uznali, że nie mogło być mowy o żadnym oszustwie.

Inne doświadczenie polegało na stwierdzeniu, czy "obiekty psi" mogą zmienić "siłą woli" natężenie prądu elektrycznego tak, aby przepaliły się bezpieczniki. Chłopcy uzyskali doskonałe rezultaty powodując, wyglądało na to, że wyłącznie siłą woli, przepalenie bezpieczników. Prawda jest jednak taka, że dopuszczono ich do manipulacji obwodami elektrycznymi i wielokrotnie wkładali oni przepalone bezpieczniki na miejsce dobrych. Być może wyda się to dziwne, ale obwód był skonstruowany tak, że nie wykrywał od razu przepalonego bezpiecznika co pozwalało na dokonywanie wszelkich manipulacji. Chłopcy zauważyli również, że jeśli dotknęli lub nacisnęli tylko pewną część obwodu, aparaty pomiarowe zaczynały szaleć i wykazywać niezwykłe wyniki. Wystarczyło, by odnotować objawy niezwykłych mocy "parapsychologicznych".

Steven stwierdził, że potrafi nawet wpłynąć na kamerę video. Siedząc przed nią, poruszył dwukrotnie rękami i spowodował falowanie obrazu. To "wydarzenie" pokazane jest w oficjalnym filmie laboratorium McDonnell. Naukowcy twierdzili, że zjawisko to nie było wytłumaczalne inaczej niż siłami "psi". Wyjaśnienie jest proste, Steve dotknął po prostu guzika regulacji kamery w obecności i na oczach personelu laboratorium. Iluzjoniści robią takie sztuczki na codzień.

Jednym z przedmiotów przeznaczonych do zbadania obiektów "psychokinetycznych" było akwarium, odwrócone do góry nogami i solidnie przyśrubowane do stołu. Znajdowały się w nim przedmioty, a pomieszczenie zamykane było na noc dokładnie na klucz. Doskonałe zamki, klucz na szyi prof. Philipsa, bezpieczeństwo przedmiotów wydawało się absolutne. Oczywiście nie było. Edwards i Shaw pozostawili po prostu niedomknięte okno i wrócili nocą. Znaleźli kilka sposobów otwarcia "zapieczętowanego" akwarium i mogli zrobić co chcieli z przedmiotami znajdującymi się w środku. Rano, personel laboratorium znalazł wszystko powyginane, połamane, poprzestawiane... dzięki "siłom paranormalnym". Na dodatek pojawiły się dziwne znaki kabalistyczne wewnątrz akwarium, co jeszcze bardziej zdziwiło niektórych eksperymentatorów. A nawet przestraszyło.

Uczestnicy eksperymentów głęboko wierzyli, że Edwards i Shaw byli nadzwyczajnie zdolnymi "obiektami psi". Właśnie to pozwoliło na przeprowadzenie wszystkich sztuczek iluzjonistycznych, które nazwano następnie "psychokinezą". Wszelkie zmiany w protokołach eksperymentalnych, wszelkie sytuacje, w których mogło dojść (i dochodziło) do oszustw, uznawane były za zupełnie naturalne i miarodajne. Dzień w dzień laboratorium McDonnell publikowało "protokoły", które przedostawszy się do prasy utwierdzały w wierze w istnienie mocy psychokinetycznych.

Steve i Mike przychodzili do laboratorium przez 3 lata. W tym czasie James Randi wielokrotnie pisał do prof. Philipsa listy, proponując swój udział w eksperymentach. Dyrektor laboratorium nie przyjął propozycji.

W lipcu 1981 roku na kongresie iluzjonistów w Pittsburghu Randi wspomniał nieco na temat projektu Alfa, i po jedenastu dniach dowiedział się, że pogłoski dotarły do laboratorium McDonnella. Chodziło o zwrócenie uwagi parapsychologom. Pogłoski zostały przekazane Stevowi i Mikeowi jako... dowcip i anegdota. Nikt nie zadał im nawet pytania, czy coś na ten temat wiedzą.

Ale prof. Philips zareagował jednak, prosząc Randiego o dostarczenie mu taśmy video z nagraniem "fałszywych" zjawisk PK (psychokinetycznych), z komentarzem na temat metod dokonania oszustw. Philips chciał pokazać nagranie na kongresie parapsychologicznym w Syracuse. Randi przesłał mu taśmę, na której nagrane zostały sztuczki magiczne mogące być uznane za efekt PK. Poprosił natomiast parapsychologa o przesłanie mu taśmy z nagraniem eksperymentów w laboratorium McDonnell. W czasie kongresu Philips pokazał obie taśmy i... został oskarżony o kolaborację z Randim w celu dyskredytacji Stowarzyszenia Parapsychologicznego.

Po kongresie Randi przycisnął Philipsa do muru i zmusił do przyznania, że taśma z nagrań w laboratorium zawiera ewidentne przykłady oszustw. Philips podziękował za zwrócenie uwagi i obiecał poprawienie kontroli przeprowadzanych doświadczeń. Randi uprzedził natomiast Edwardsa i Shawa, że Projekt Alfa prawdopodobnie dobiega do końca.

Po powrocie do laboratorium Steven i Michael zorientowali się, że dokonano wielkich zmian w protokołach eksperymentalnych doświadczeń, którym byli poddawani. Przedmioty zostały wyraźnie oznakowane, zgodnie ze wskazówkami Randiego. Wobec niezwykłych osiągnięć "obiektów psi" z laboratorium McDonnella wielu parapsychologów chciało też móc przeprowadzić z nimi doświadczenia. Dwóch znakomitych specjalistów w tej dziedzinie, Dr Berthold Schwartz i prof. Walter Uphoff wypowiadali bardzo wiele pochlebnych opinii na ich temat. Dr Schwartz wydrukował nawet artykuł o objętości ponad pięćdziesięciu stron pod tytułem "Udomowienie Poltergeista, obserwacje kliniczne telekinezy Stevena Shawa". Mówi w nim o "nadzwyczajnych" wynikach doświadczeń, które przeprowadził w swym laboratorium w National Institute for Rehabilitation Engeneering (NIRE) w Butler w New Jersey.

Tak naprawdę obiektem doświadczeń był Schwartz, a Steven był eksperymentatorem. Sprawdzał, na ile poważny członek kół naukowych jest w stanie dać się oszukać zwykłemu iluzjoniście.

Lista doświadczeń jest zbyt długa, by ją przytoczyć w całości. Jednym z bardziej "niezwykłych", było doświadczenie z kamerą, którą Steven miał sfilmować dyrektora NIRE. Po wywołaniu filmu okazało się, że jakby woalka czy zmiana ostrości mąci obraz. Schwartz odkrył w tej woalce ruchome twarze dzieci, portret Jezusa, UFO... i jeszcze wiele innych niezwykłych zjawisk. Figury te nie mogły oczywiście pojawić się na filmie w sposób naturalny... Jak to zwykle jednak bywa, wytłumaczenie było proste, Steve napluł w obiektyw!

Podczas niektórych doświadczeń młodzi iluzjoniści mieli okazję obserwować w działaniu Johna Thomasa Richardsa, "medium" pracujące ze znanym skądinąd w środowiskach parapsychologicznych Wiliamem E. Coxem. Mieli trudności by powstrzymać się od nagłego ataku śmiechu, gdy widzieli pojawiające się "zjawiska paranormalne". Zjawiska, które sami potrafili wywoływać przy pomocy prostych sztuczek iluzjonistycznych. Wszystkie zjawiska objawiane przez Richardsa uznane oczywiście zostały za jak najbardziej poważne i naukowo udowodnione.

Inny badacz zjawisk paranormalnych, prof. Otto H. Schmitt z Minnesoty również miał okazję otrzeć się o Projekt Alfa. Dał Mikeowi i Steveowi skądinąd okazję do dokonania niezwykłej sztuczki. Otóż wręczając im dwa zegarki elektroniczne zatopione w plastiku poprosił, by wpłynęli na ich bieg samą siłą woli. Mike skorzystał z przerwy na obiad w stołówce studenckiej, by, włożywszy zegarek do swego hamburgera, umieścić go w kuchence mikrofalowej. Zegarek oczywiście zwariował i media, dzięki prof. Schmittowi, dowiedziały się o jeszcze bardziej niezwykłych mocach psychokinetycznych młodego człowieka.

Zabawa trwała jeszcze kilka miesięcy. Steve i Mike jeździli na różne kongresy parapsychologiczne i, czasami w towarzystwie innych "obiektów psi", pokazywali zwykłe sztuczki iluzjonistyczne. Prasa rozpisywała się na ich temat i przez pewien czas byli jednymi z najbardziej znanych postaci pojawiających się na pierwszych stronach pewnego rodzaju gazet. Następnie, 28 stycznia 1983 nastąpiła konferencja prasowa i Projekt Alfa został zakończony.

James Randi uważa, że jeśli Projekt Alfa pozwolił parapsychologom stwierdzić, że ich też można oszukać, to osiągnął zamierzony cel. Niektórzy "specjaliści" zaczęli jednak wytaczać argumenty, o których aż wstyd czasem mówić: "Steve et Mike byli “obiektami psi” przez cały czas i kłamią, twierdząc, że oszukiwali" albo "skąd mamy mieć pewność, że oszukiwali?". Naprawdę, nieprawdopodobnym jest, jak bardzo chęć wiary potrafi zasłonić wizję rzeczywistości.

Inni parapsychologowie uciekają się do twierdzeń typu: "nie publikowałem żadnych poważnych prac na ten temat, jedynie notatki z mych obserwacji i raporty..." co, jeśli dobrze się zastanowić, sprowadza się do stwierdzenia, że "mogę mówić i rozpowszechniać idiotyzmy i głupstwa, bo nie publikowałem prac naukowych".

Jednak pojawiają się też głosy, że Projekt Alfa był doświadczeniem koniecznym, oczyszczającym, użytecznym. Tyle, że można wówczas zadać sobie pytanie - skoro tak, to dlaczego parapsychologowie nie zrobili tego wcześniej sami?

Czy parapsychologowie zdali sobie wreszcie sprawę z konieczności zmiany ich podejścia do obiektu prac? Mogłoby się tak wydawać, skoro prof. Philips był pierwszym, który napisał do Jamesa Randiego by pogratulować mu "dobrze zorganizowanego i przeprowadzonego" doświadczenia, zapewniając, że "jest pełen szacunku dla formy, w jakiej Projekt Alfa został przeprowadzony". Ale przecież już podczas konferencji zorganizowanej w październiku 1983 w Nowojorskim Uniwersytecie Stanowym w Buffalo na temat "Nauka, sceptycyzm i paranormalność" ten sam prof. Philips w dość nieprzyjemnej notatce rozpowszechniał twierdzenia, że James Randi złamał zasady etyki naukowej wprowadzając do laboratorium ludzi, którzy podawali się za kogoś, kim nie byli. Rzymianie mówili w takich sytuacjach perseverare diabolicum...

A przecież właśnie szczególnie w dziedzinie PK (psychokinezy) dokładność i szczegółowość kontroli jest tak ważna. Po pierwsze dlatego, że niezwykłe twierdzenia wymagają bardzo poważnych dowodów. Po drugie dlatego, że cała domena PK skażona jest oszustwem.

Wykrzywianie metodami paranormalnymi prętów metalowych stanowi tak wielkie pogwałcenie znanych praw fizyki, że aby móc w ogóle przeprowadzać eksperymenty, należy najpierw sprawdzić, czy badany obiekt nie oszukuje. Aby nieco uogólnić, wystarczy powiedzieć, że bez podpisu obecnego w czasie eksperymentu dyplomowanego iluzjonisty, żaden protokół nie powinien być brany na poważnie. Jest to jedna z lekcji, jakich Randi udzielił parapsychologom.

Najśmieszniejsze w tej całej historii jest to, że Projekt Alfa jest tryumfem naukowych metod eksperymentowania, i że był to eksperyment przeprowadzony na naukowcach, którzy właśnie tych metod nie stosowali. Parapsychologowie wierzą i chcą by im wierzono, że stosują naukowe metody i uciekają się do mizernych tłumaczeń, gdy okazuje się, że tak nie jest.

A warto pomedytować nad następującym stwierdzeniem : to nie sceptycy mają udowodnić nieistnienie zjawisk paranormalnych, to parapsychologowie mają udowodnić ich istnienie.

Próbują to robić jak narazie bez skutku. Ukazanie, być może w sposób nieco brutalny niekompetencji badaczy "świata psi" jest wielkim krokiem w podejściu do naukowego badania pewnych zjawisk. Oczywiście wiadomo, że nie podważy to wiary setek zatwardziałych zwolenników sił paranormalnych, zrzeszonych na przykład w Polskim Towarzystwie Psychotronicznym. Pozwoli jednak tym, którzy chcieliby móc wyrobić sobie na ten temat zdanie, na zrozumienie wielkiej pustki, która otacza tę nowoczesną domenę spirytyzmu. Bo choć słowo parapsychologia czy psychotronika brzmią może poważniej niż spirytyzm i duchy, to tak naprawdę gdzie jest różnica?

Adam Pietrasiewicz


Powrót do strony głównej