Nauka a sceptycyzm, czyli czy Murzyni są głupsi od Białych.

Niektórzy z czytelników Biuletynu Sceptycznego zarzucają mu prymitywne, ograniczone i scientystyczne podejście do poruszanych problemów. Że w pewien sposób podczas gdy niektórzy ślepo wierzą w astrologię czy psychokinezę, Biuletyn ślepo wierzy nauce i właściwie jest to to samo.

Podejście naukowe nie jest wiarą. Jest to stosowanie pewnych zasad, których zbyt głęboka wiara może być jedynie wrogiem. Podejście naukowe zawiera w sobie, przynajmniej teoretycznie, mechanizmy kontrolne pozwalające na uniknięcie błędu. Teoretycznie, bo w praktyce, jak to w praktyce, bywa różnie, i dla tych wszystkich, którzy po przeczytaniu historii o szarlatanach i szarlatanerii chcieliby jakiegoś dowodu na to, że to co przeczytali jest obiektywne, oto kilka słów o naukowcach-oszustach. A właściwie o jednym. Będzie to również okazja, by pomówić nieco o nauce.

Podstawą podejścia naukowego jest obiektywizm. Naukowiec powinien zająć się zbieraniem i opisywaniem zjawisk, sprawdzaniem hipotez, wszystko w całkowitym oderwaniu od własnych przekonań czy życzeń co do ewentualnego rezultatu. Dla przeciętnego zjadacza chleba obiektywizm jest właśnie tym, co wyróżnia naukę od innych przejawów działalności ludzkiej. Ma ona pozwolić na poznanie i opisanie świata takiego, jakim jest "naprawdę". Cudzysłów dlatego, że w rzeczywistości całkowicie obiektywne opisanie otaczającego nas świata jest po prostu niemożliwe. Wszystko, co stwierdzamy na temat tego, co nas otacza jest w większym lub mniejszym stopniu subiektywne chociażby dlatego, że opisujemy coś, czego jesteśmy częścią, więc w jakiś sposób "samoopisujemy" się co jest zawsze w jakimś stopniu subiektywne.

Niektórzy naukowcy traktują obiektywizm jako coś bez większego znaczenia czy wręcz świadomie nie biorą go pod uwagę. Przyczyn może być bardzo wiele czasami, skądinąd najczęściej, chodzi o pieniądze, innym razem wynika to z nawału pracy i niemożności przeprowadzenia wszystkich koniecznych działań w narzuconym przez hierarchię czasie. Jeszcze inną przyczyną jest głębokie przekonanie o słuszności własnych poglądów, co prowadzi do oszukiwania samego siebie i co najgorsze wszystkich naokoło.

Naukowiec dzięki autorytetowi, który posiada niejako "z urzędu", o wiele łatwiej może narzucić swoje własne przekonania niż zwykły demagog. Trudno jest laikowi, jakim jest zazwyczaj popularyzator nauki, podważyć wyniki badań wydrukowane w czasopismach zajmujących się publikacjami artykułów naukowych. A przecież nawet w najpoważniejszych pojawiają się od czasu do czasu informacje, które są wynikiem jeśli nie ewidentnych oszustw, to przynajmniej nieco "naciąganych" danych.

31 marca i 1 kwietnia 1981 Parlamentarna Komisja Nauki i Technologii USA pod kierownictwem Alberta Gore Jr., obecnego vice-prezydenta Stanów Zjednoczonych, przeprowadziła przesłuchania naukowców amerykańskich w ramach śledztwa w sprawie niedokładności i oszustw w publikowanych wynikach eksperymentów. Chodziło zarówno o plagiaty, jak i o naciąganie wyników. Śledztwo zostało przeprowadzone ze względu na wzrost ilości tych praktyk, a właściwie ze względu na zwiększenie liczby wykrytych przejawów nieuczciwości naukowej.

Zainteresowanie Kongresu USA patologią badań naukowych spotkało się z bardzo wrogą reakcją środowiska naukowców, jakby chodziło wręcz o bluźnierstwo. Przesłuchiwani profesorowie jak jeden mąż twierdzili, że problem nie istnieje, że są to sprawy marginalne, że nauka dysponuje wystarczającymi narzędziami, by każde oszustwo zawsze mogło być wykryte i zlikwidowane. W teorii rzeczywiście wydaje się, że naukowy system podejścia do badań czy w ogóle do rzeczywistości jest spójny i nie ma w nim miejsca na oszustwo. Ale czy jest tak rzeczywiście?

Oto na czym polegała argumentacja przesłuchiwanych. Przytaczali oni zasady wypływające z samej filozoficznej struktury nauki czyli:

1. Kognitywną strukturę nauki;

2. Weryfikowalność danych naukowych;

3. Kontrolę fachowców.

Przyjrzyjmy się nieco bliżej tym pojęciom, które mogą wydawać się niejasne, a są tak ważne dla dalszej części naszych rozważań.

Kognitywna struktura nauki

Wiedza naukowa zorganizowana jest w ramach hierarchii, którą filozofowie nazywają "strukturą kognitywną". W pierwszym rzędzie są fakty, które mogą zebrać na przykład botanicy obserwując owoce hodowli eksperymentalnych czy fizycy mierząc właściwości cząstek elementarnych. Na podstawie faktów naukowiec będzie starał się sformuować hipotezę wyjaśniającę takie czy inne obserwowane zjawisko. Hipoteza zostanie sprawdzona przy pomocy eksperymentu, który pozwoli na jej potwierdzenie lub zaprzeczenie. Łańcuch hipoteza-eksperyment jest podstawą metody naukowej. Wielokrotne potwierdzenie hipotezy przemienia ją w "prawo" naukowe, jak na przykład prawo powszechnej grawitacji czy prawa dziedziczności Mendla. Lecz nie wyjaśniają one zawsze faktów, które opisują. Prawo, które nakazuje elementom chemicznym łączyć się jedynie w określonych proporjach, jak na przykład dwa atomy wodoru z jednym atomem tlenu w przypadku wody, nie wyjaśnia dlaczego się tak dzieje, po prostu stwierdza fakt. Wyjaśnienie wymaga teorii naukowej.

Pojęcie teorii naukowej ma niewiele wspólnego z pojęciem teorii w mowie potocznej. Teoria naukowa wyjaśnia i porządkuje wiedzę naukową na jakiś temat, prawa i zjawiska od nich zależne. Jej mocą jest to, że poza tym przewiduje ona czasami istnienie praw i zjawisk, których nikt jeszcze nie zaobserwował. Doskonałym przykładem może być Ogólna Teoria Względności Einsteina, która przewidziała zjawisko zaobserwowane po raz pierwszy w cztery lata po jej ogłoszeniu. Przewidywała między innymi, że ciała niebieskie o bardzo wielkiej masie będą, poprzez bardzo silne pole grawitacyjne, oddziaływały na przebieg promieni świetlnych. Została opublikowana w 1915 i Artur Eddington, wielki astronom i popularyzator nauki sprawdził tę przepowiednię w 1919 roku, podczas całkowitego zaćmienia Słońca w Ameryce Południowej.

Struktura wiedzy naukowej rozwija się i powstają wciąż nowe hipotezy, które są bezpośrednim bądź pośrednim wynikiem istniejących już teori, albo są nasieniem dla nowych, jeszcze nie sformuowanych.

Weryfikowalność danych naukowych

Nauka jest częścia działalności publicznej prowadzoną przez wspólnotę specjalistów, którzy wzajemnie kontrolują i weryfikują wyniki swych prac. Naukowiec musi publikować rezultaty swych badań w wydawnictwach naukowych. Zanim jednak są one wydane wydawca przedstawia je krytykom naukowym, nazywanym referees, czyli recenzentom, których zadaniem jest stwierdzenie, czy artykuł jest nowatorski, czy poprawnie cytuje wyniki badań przeprowadzonych przez innych naukowców oraz czy metody i warunki przeprowadzonych i opisywanych eksperymentów są poprawne. Jest to pierwszy etap kontroli pracy naukowca. Drugim jest prawdziwa kontrola przedstawionych wyników badań - weryfikowalność przez innych naukowców. Każdy artykuł naukowy musi być sformuowany w taki sposób, by dać wszystkim zainteresowanym możliwość przeprowadzenia opisywanych w nim eksperymentów, których wyniki pokryją się oczywiście z tymi, które zostały w nim opisane.

Wiedza naukowa różni się od innych form wiedzy właśnie poprzez to, że jest weryfikowalna, bo nauka jest działalnością mającą na celu produkcję wiedzy, którą można sprawdzić.

Kontrola fachowców

Badania naukowe, w swej większości opierają się na funduszach pochodzących ze źródeł publicznych. Lecz zazwyczaj rząd wyznacza pewną ogólną sumę przeznaczoną na badania naukowe, natomiast szczegółami jej podziału zajmują się sami naukowcy, poprzez komisje Akademii Nauk. Komisje złożone z fachowców w poszczególnych dziedzinach określają wagę badań, które mają finansować. Naukowcy występujący o dotacje muszą udowodnić, że projekt prac, które mają być finansowane przez państwo są realne, sensowne i gwarantują poważne podejście do prezentowanego projektu.

Funkcjonowanie nauki opiera się w zasadzie na opisanych wyżej regułach, do których naukowcy wydają się być bardzo przywiązani. Tak bardzo, że czasami, gdy stają wobec kogoś, kto zachowując pozory naukowości całkowicie złamał jej podstawowe zasady, nie dopuszczają do siebie tej myśli. Tym bardziej, że złamanie zasad naukowości nie ma zazwyczaj (gdy chodzi o badania należące do kręgu nauki, a nie "paranauk") charakteru zwyczajnego zmyślenia wyników badań. Zmyślenie jest, jak się wydaje, zjawiskiem marginalnym wśród oszustw. Dużo częstszym, ale i trudniejszym do wykrycia, jest "poprawianie" wyników badań, albo selekcja wśród serii wyników jedynie tych, które wydają się odpowiadać wysuniętej hipotezie.

Historie oszustw i "niedokładności" naukowych możnaby mnożyć. Na przykład niedawna historia tzw "zimnej syntezy jądrowej" gdy amerykańscy naukowcy ogłosili wszem i wobec, że w warunkach laboratoryjnych doprowadzili do syntezy helu z wodoru. Okazało się potem, że tylko im się to udało i nikomu więcej, ale narobiło się wokół tego mnóstwo szumu

W przypadku fizyki jądrowej, chemii czy innych nauk ścisłych niedokładności, błędy i oszustwa nie mają jednak bezpośredniego, znaczącego wpływu na otaczający nas świat. Historia zimnej syntezy została stosunkowo szybko zbadana i świat naukowy przeszedł nad nią do porządku dziennego. Natomiast w niektórych innych dziedzinach wiedzy znaczenie publikowanych wyników badań może mieć ważkie znaczenie dla świata. Echa oszustw naukowych, nawet wykrytych, opisanych i skrytykowanych czasami odbijają się przez lata i bezpośrednio wpływają na świadomość ludzką. Oto przykład, który może być przestrogą dla tych, którzy najpierw coś stwierdzają, by następnie za wszelką cenę starać się to udowodnić.

Czy Murzyni są głupsi od białych?

Samuel G. Morton był znanym w Filadelfii lekarzem i uznanym naukowcem w epoce, w której żył. Między 1830 i 1851 zebrał ogromną kolekcję ponad tysiąca czaszek ludzkich, gdyż był przekonany, że wielkość mózgu jest bezpośrednim wskaźnikiem inteligencji . Ani wówczas, ani dziś nie ma żadnych dowodów na to, by ktoś o wielkim mózgu musiał być inteligentniejszy od kogoś o mózgu małym, przykłady można mnożyć. Lecz w XIX wieku pewne założenia nie podlegały dyskusji.

Czaszki, które zebrał posłużyły mu do klasyfikacji ras ludzkich według średniej wielkości czaszek. Oczywiście, jak nietrudno się domyślić Biali stanęli na pierwszym miejscu, Indianie Amerykańscy na drugim, a Czarni na samym dole. Wśród Białych Europejczycy Zachodni znaleźli się wyżej od Żydów. Rezultaty jego badań odpowiadały dokładnie dziewiętnastowiecznym przesądom, ale jakoś nikogo to nie zadziwiło, gdyż po prostu wyniki badań naukowych potwierdzały zjawisko, które było "ewidentne".

Nikt więc nie pofatygował się, przez ponad sto lat, by skontrolować badania Mortona. Dopiero w 1978 roku, paleontolog z Harvardu, Stephen Gould, sięgnął po notatki z obliczeniami filadelfijskiego lekarza, by stwierdzić, że wszystkie opublikowane wyniki były jednym, wielkim oszustwem. Gould oparł się na wynikach pomiarów Mortona, by stwierdzić, że wszystkie rasy ludzkie mają mniej więcej tę samą średnią pojemność czaszki, a Morton nie wziął pod uwagę faktu, że najważniejszym elementem wpływającym na wielkość głowy są rozmiary ciała, a nie inteligencja.

Metodę oszustwa, którą zastosował Morton możnaby określić jako prymitywną. Gdy chciał pomniejszyć średnią jakiejś grupy, dorzucał do niej podgrupę posiadającą małe czaszki, którą to podgrupę wyłączał z opisu, gdy średnią chciał podwyższyć. I tak do średniej Indian Północnoamerykańskich wliczono czaszki Inków, mających zazwyczaj małe mózgi, natomiast od średniej ludów kaukaskisch odjął podgrupę czaszek Hindusów o niewielkich głowach. Oczywiście w badaniach nie wziął również pod uwagę faktu, że kobiety mają zazwyczaj ciała nieco mniejsze od mężczyzn. Rezultatem było stwierdzenie na przykład, że średnia objętość mózgu Anglików wynosi 1574 cm sześciennych zaś Hotentotów 1230. Tyle, że w grupie czaszek Anglików były tylko czaszki mężczyzn, zaś Hottentotów kobiet. W obliczeniach nie zabrakło również zwykłych błędów w dodawaniu i odejmowaniu, co najdziwniejsze zawsze odpowiadających przekonaniom Mortona i pozwalających na potwierdzenie z góry założonych wyników.

Przez 125 lat tablice z wynikami badań Mortona nie zostały podważone przez nikogo i były źrodłem dla badań naukowych. Naukowcy są najpierw zwykłymi ludźmi i tak jak każdy mają swe przekonania, uprzedzenia, wierzą w coś lub w coś nie wierzą. Filozoficzna struktura nauki, w przypadku gdy chodzi o przekonania i wiarę może być oszukana.

Morton zmarł w 1851 roku będąc szanowanym naukowcem. Nie miał nic z chimerycznego ekscentryka czy samotnego, szalonego naukowca. Należał do śmietanki amerykańskiej nauki. W nekrologu w New York Tribune napisano o nim: "Nie ma prawdopodobnie w Ameryce naukowca cieszącego się większym poważaniem wśród uczonych świata niż dr.Morton". Był szanowany szczególnie za to, że "w miejsce bezpodstawnych spekulacji wstawił niepodważalne wyniki badań naukowych". Jego tablice pojemności czaszek były drukowane przez lata. Były stosowane jako podstawa i wytłumaczenie niewolnictwa. Charleston Medical Journal stwierdził po śmierci Mortona: "... my, z południa, powinniśmy traktować go jako naszego dobroczyńcę, który pomógł nam wyznaczyć czarnuchom wreszcie jasno statut niższej rasy".

Trudno dodać tu jakiś komentarz. W świetle tego, co robią głosiciele teorii paranormalnych Morton mógłby wydać się ich prekursorem i ojcem duchowym. Ale tak naprawdę problem jawi się nieco inaczej. Ani Morton ani parapsycholodzy nie muszą wcale być z góry określani jako oszuści. Manipulacja danymi eksperymentalnymi może być całkowicie nieświadoma, a jej źródel należy właśnie szukać w tak zwanym "głębokim przekonaniu", czyli po prostu w wierze, że coś jest tak, a nie inaczej. Morton wierzył w wyższość białych nad czarnymi, parapsycholodzy wierzą w psychokinezę, a Stowarzyszenie Przyjaciół Płaskiej Ziemi wierzy, że Ziemia jest płaska. Najczęściej, tak jak w przypadku formy naszej planety, wystarczy sprawdzić, czy głoszone idee są słuszne. Trzeba się tylko pofatygować, postarać się i nie mieć uprzedzeń. Po prostu nie wierzyć w nic, nie negując również niczego a priori.

Adam Pietrasiewicz


Powrót do strony głównej