Magia myślenia i myślenie magiczne

Magia jest obecna w kulturze od zarania dziejów. Jej pojawienie się było prawdopodobnie równoległe do pojawienia się świadomości, która ukazała ogrom sił natury otaczających człowieka.

Prymitywny jaskiniowiec, widzący wokół siebie wydarzenia, których nie rozumiał, naturalnie przypisywał ich przyczynę działaniom istot jeszcze od niego wyższych. Bo prymitywny jaskiniowiec, gdy był już przedstawicielem gatunku homo sapiens sapiens nie był wcale taki prymitywny. Może nie potrafił jeszcze opanować otaczającego go świata w stopniu, w jakim my to robimy, ale miał świadomość tego, że jest inny, że stoi wyżej niż otaczające go zwierzęta.

Naturalnym więc było stwierdzenie, że jeśli potrafi dokonywać rzeczy niedostępnych jakiemukolwiek zwierzęciu, to zjawiska, których nie potrafi zrozumieć są spowodowane przez siły czy istoty od niego wyższe. Ale skoro mógł wybić się ponad świat zwierząt, to być może będzie mógł również sięgnąć po jeszcze wyższe moce. Drogą ku temu była magia. Magia w tym najszerszym tego słowa znaczeniu, obejmującym zarówno prymitywne religie, medycynę jak i przywoływanie deszczu czy słońca. Skądinąd w początkowym okresie dziedziny te były ze sobą silnie powiązane. Kapłan był lekarzem i zamawiaczem pogody, od kapłana zależało powodzenie grupy.

Świadomość różności życia ludzkiego od życia zwierząt spowodowała pojawienie się świadomości odrębności nie tylko własnej grupy, ale i odrębności jednostkowej. Początkowo odrębność ta odnosiła się szczególnie do przywódców, którzy byli elementem spajającym grupę. I tak magia stała się narzędziem, które miało służyć umocnieniu ich władzy, a co za tym idzie, umocnieniu grupy.

Jej rola przez wieki ewoluowała by zmieniając i rozwijając się dotrwać do czasów współczesnych, gdy w zupełnie już odmiennej, czasem zdegenerowanej formie, jawić się jako "naukowa astrologia", psychotronika, "ufologia", bioenergoterapia, wróżbiarstwo itp.

Są tacy, którzy zarzucają Biuletynowi Sceptycznemu jednostronność. Że nie przytacza wystarczającej liczby argumentów strony przeciwnej. Dobrym przykładem, do czego może prowadzić przekonanie o konieczności przyjmowania argumentacji obu stron jest historia, która przydarzyła mi się, gdy do jednego z największych naszych tygodników wysłałem artykuł o astrologii. Starałem się w nim na kilku stronach maszynopisu wyjaśnić bezpodstawność twierdzeń o "naukowości" tej sztuki. Jakież było moje zdziwienie, gdy dowiedziałem się, że choć materiał jest ciekawy, to przecież nie można do wszystkiego podchodzić tak jednostronnie, że dziennikarz musi przedstawić argumenty obu stron. Zadałem więc pytanie, na które nie otrzymałem odpowiedzi - "A czy przy horoskopach licznie drukowanych w gazetach ktokolwiek pisze, że są to bzdury?".

Przypomina mi to historię, która jeszcze nie zakończyła się, a dotyczy problemu nauki biologii w szkołach niektórych stanów USA. Otóż okazuje się, że są jeszcze tacy, którzy twierdzą, że w tezach Darwina o ewolucji nie ma ani słowa prawdy. Nazywa się ich "kreacjonistami", są to ludzie, którzy twierdzą, że Bóg stworzył człowieka z gliny i tak dalej, i tak dalej. Dyskusja, która jeszcze trwa w niektórych szkołach opiera się na bez wątpienia słusznej zasadzie prawa do wolności słowa. Tyle, że w tym przypadku prawo to jest nadużywane, jako, że kreacjoniści chcą, by uczyć w szkole, na lekcjach biologii, na równi tez "ewolucjonistów" co ich własnych. Prowadzi to do sytuacji, gdy wydawcy niektórych podręczników są sądownie zmuszani do publikowania twierdzeń nie mających nic wspólnego z nauką. Stało się tak na przykład w Luizjanie, gdzie w 1981 roku została przegłosowana ustawa nakazująca traktowanie obu tych podejść do spraw naszej genezy na równi. Ustawa ta została na szczęście uznana za sprzeczną z Konstytucją USA przez Sąd Najwyższy w 1987 roku. W Polsce też mamy kreacjonistów, którzy mają nawet własne strony internetowe.

Inną opinią, dosyć często wypowiadaną było twierdzenie, że postęp bierze się ze starcia różnych idei, i że należy zachować "otwartość umysłu", by móc rozsądnie i konstruktywnie popierać postęp nauk. To prawda, że otwarcie na nowe idee jest konieczne, że postęp pochodzi od tych, którzy właśnie starają się obalić istniejące, czasami zmurszałe, kanony myślenia. Tak było z Galileuszem, który postanowił sprawdzić coś, czego nikt nie sprawdził od czasów Arystotelesa. Otóż ten grecki filozof, w jednym ze swych rozważań na temat świata fizycznego stwierdził, że przedmiot ciężki spada szybciej niż lekki. Wydaje się to tak oczywiste, że nawet dziś każdy (no, powiedzmy, bardzo wielu...) stwierdzi, że ołowiana kulka będzie spadać zawsze szybciej niż plastikowa. A tak naprawdę, jak udowodnił to włoski uczony, oba przedmioty będą spadały z tą samą prędkością, ze względu na jednolite przyspieszenie. Oczywiście, proporcjonalnie do swej wagi, plastikowa kulka ma większą powierzchnię od ołowianej, więc większe jest tarcie powietrza, i tak naprawdę, spadając z wysokiej wieży, kulka ołowiana będzie na ziemi pierwsza. Ale w próżni spadłyby tak samo szybko. Galileusz to udowodnił, nikomu nie przyszło do głowy by wcześniej zrobić taki eksperyment.

Ale z tą "otwartością umysłu" to nie jest tak prosto, jakby się mogło wydawać. Bardzo pięknie podsumował to mój znajomy, zasłużony francuski dziennikarz i popularyzator wiedzy, Michel Rouzé. Otóż powiedział on kiedyś "A force d'avoir l'esprit ouvert, il arrive qu'il se vide" co można przetłumaczyć następująco - zbytnia otwartość umysłu może prowadzić do jego wypróżnienia...

Nie mamy na celu udowadniania nieistnienia czegokolwiek. Chcemy uświadomić Czytelnikowi, że nie wszystko, co czyta i słyszy na lewo i prawo w kwestii zjawisk paranormalnych, należy brać za dobrą monetę. Że czasami należy do zasłyszanych informacji podchodzić z jak największym sceptycyzmem. Tak jak Galileusz nie uwierzył temu, co pisał Arystoteles i po prostu sprawdził... W przypadku zjawisk paranormalnych i szerzej, całego myślenia magicznego, czasami też wystarczy sprawdzić. Okazuje się zazwyczaj, że jest tak, jak z Arystotelesem.

Czasami sprawdzić się nie da. Gdy mowa o astrologii, trudno jest udowodnić, że gwiazdy nie mają na nas żadnego wpływu. Oczywiście, gdy podejdziemy do sprawy z punktu widzenia filozofii czy wręcz kosmologii, łatwo powiedzieć, że gwiazdy mają na nas wpływ, że wręcz dzięki nim istniejemy. Ale czy ten wpływ jest tym, o czym mówią astrologowie? Z pewnością nie. Lecz udowodnić tego się nie da, bo naukowe podejście do problemu polega na udowadnianiu, opisywaniu i tłumaczeniu istnienia zjawisk, a nie ich nieistnienia. Podobnie może być z parapsychologią, medycynami magicznymi i całym szeregiem innych "potworów z Loch Ness" i UFO, o których rozpisują się od czasu do czasu niektóre gazety.

Biuletyn Sceptyczny to rozważania na temat konieczności rozsądku. Myślę, że będzie to ciekawy przyczynek dla tych, którzy wątpiąc w to, co opowiadają współcześni magowie, nie znajdują wytłumaczenia i argumentów, by prowadzić z nimi prawdziwą dyskusję. Bo dyskutować trzeba. Lecz nie wolno zapominać, że mają oni do czynienia z argumentacją opartą na wierze, a z taką dyskutować jest niezwykle trudno. Zawsze w rozmowie z tymi ludźmi dojdzie się do "muru", którego przekroczyć się nie da.

Argumentacja zwolenników wszelkiej paranormalności oparta jest na aksjomatach. Aksjomaty, są to zdania, których udowadniać nie trzeba, bo przyjmuje się je za prawdziwe, a które są bazą całości dalszego rozumowania. Dobrym przykładem aksjomatów są podstawy geometrii euklidesowej, tej samej, której uczyliśmy się wszyscy w szkole. Jeden z aksjomatów stwierdza, że przez dany punkt można przeprowadzić tylko jedną prostą równoległą do danej prostej, jest właśnie aksjomatem. Wydaje się to tak oczywiste, że rzeczywiście nikomu z nas w szkole nie przyszło do głowy zapytać "a dlaczego?". Tysiącom naukowców, aż do połowy XIX w to pytanie również nigdy nie przyszło do głowy. Ale przecież znaleźli się tacy, którzy udowodnili, że wcale nie zawsze tak być musi, i że można opisać taki system, w którym przez dwa punkty nie będzie można nigdy przeprowadzić dwóch linii równoległych, przyjmując inne założenie (aksjomat).

Aksjomaty Euklidesa opierały się na prostej obserwacji otaczającego go, "płaskiego" świata. Były oczywiste dla płaszczyzn. Ale gdy okazało się, że Wszechświat niekoniecznie musi być płaski, to straciły one swą wartość bezwzględną, stając się bazą nauki opisującej jedynie wycinek, jedną tylko część otaczającej nas rzeczywistości.

Aksjomaty, na których opierają się zwolennicy i głosiciele zjawisk paranormalnych i wszelkiego myślenia magicznego, można zawrzeć w jednym stwierdzeniu "świat pełen jest zjawisk nieznanych i niepoznanych, więc mogę twierdzić, że..." i tu następuje argumentacja. Oczywiście, jest to prawda. Istnieją oczywiście zjawiska, których wyjaśnić nie potrafimy. Ale nie upoważnia to nikogo do budowania na tych bazach fantastycznych teorii. A gdy już to następuje, to efekty są czasami śmieszne, czasami żałosne czasami zaś wręcz niebezpieczne. Szczególnie w przypadku wszystkiego, co ma jakiś związek z medycyną i tak zwanymi uzdrowicielami.

Ważnym elementem wszelkiej argumentacji głosicieli teorii parapsychologicznych jest odwoływanie się do fizyki i najnowszych odkryć naukowych. Mówi się na przykład, że otaczający nas świat jest światem "prawdopodobieństw", że w świecie cząstek elementarnych nic nie jest niemożliwe. Że można twierdzić, iż skoro nic nie jest niemożliwie w mikroświecie, to w makroświecie również wszystko jest możliwe.

Dla zobrazowania absurdalności tego typu rozumowania, przedstawię przykład. Otóż atom, ta podstawowa, choć nie elementarna, cząstka otaczającej nas rzeczywistości, składa się, w największym skrócie, z jądra, oraz otaczających je elektronów. Ale, gdy nieco inaczej nań spojrzeć stwierdzamy, że atom składa się głównie z... niczego. Jeśli wyobrazić sobie jądro atomu jako ziarnko piasku leżące po środku katedry gotyckiej, to elektrony znajdują się mniej więcej na wysokości sklepienia najwyższej nawy. Cała reszta, to pustka (oczywiście można dyskutować CZYM JEST PUSTKA, ale to temat na inny artykuł). I tak, klawisze w klawiaturze pozwalającej Ci pisać, biurko, na którym stoi twój mikrokomputer, podłoga, na której stoi biurko, Ziemia, na której stoi Twój dom, wszystko to jest głównie niczym. A jednak jakoś to wszystko działa i nie zapadamy się w pustkę. Tak więc twierdzenia o "symetryczności" świata cząstek elementarnych i makroświata nie zawsze odpowiadają prawdzie.

Jak przebiega rozumowanie zwolennika teorii paranormalności? Przytoczę tu dialog, który Dennis Flannagan, będący przez 37 lat redaktorem naczelnym Scientific American przedstawia w swej wspaniałej książce, której francuskie wydanie nosi tytuł "Le connu, l'nconnu et l'incompréhensible". Jest to rozmowa sceptyka z osobą przekonaną o istnieniu zjawisk paranormalnych:

Sceptyk: Wierzy pan w postrzeganie pozazmysłowe?

Przekonany: Ależ oczywiście, moja żona jest medium.

Sceptyk: Jak to?

Przekonany: Teściowa telefonuje do nas o najbardziej nieprawdopodobnych godzinach dnia i nocy. Ale zawsze przed jej telefonem moja żona mówi: “Mama zaraz do nas zadzwoni” i nie myli się nigdy.

Sceptyk: Bardzo interesujące, ale może po prostu pańska żona lepiej niż myśli poznała zwyczaje swojej matki. Czy słyszał pan już o naukowym dowodzie na istnienie zjawisk postrzegania pozazmysłowego?

Przekonany: Oczywiście! No, był ten, jak mu tam było... Rhine. Przecież wszystko udowodnił.

Sceptyk: A jeśli powiedziałbym panu, że od czasów, gdy J.B. Rhine rozpoczął swoje eksperymenty odczytywania zakrytych kart, setki osób spróbowało powtórzyć je bez najmniejszego sukcesu.

Przekonany: Naprawdę? Ale przecież on to udowodnił, nie?

Sceptyk: Proszę posłuchać. Każda idea w naukach empirycznych opiera się na fakcie, że dokonany został eksperyment. Nikt nie każe panu wierzyć na słowo. Może pan samemu powtórzyć eksperyment i sprawdzić, czy rezultat jest taki sam. Jeśli tak nie jest, to należy pozostać sceptykiem. Powtarzalność eksperymentów jest podstawą nauki...

Przekonany: Pewnie ma pan rację. Ale, w każdym razie, moja żona jest medium.

Dopóki jest to śmieszne czy żałosne, problemu nie ma. Gdy dochodzimy do spraw zdrowia czy życia ludzkiego, wszystko zaczyna wyglądać inaczej. Tu już nie wolno opuścić rąk i ze spokojem patrzyć jak wszelkiej maści uzdrawiacze odciągają chorych od klasycznych dróg leczenia, by obiecując im wyzdrowienie prowadzić, w większości przypadków do pogorszenia stanu ich zdrowia.

Poszukiwanie niezwykłości jest naturalnym dążeniem każdego. Szybko przyzwyczajamy się do zwyczajności otaczającego nas świata i zaczynamy się nudzić. Parapsychologia, spirytyzm, magia, to pojęcia pozwalające na ucieczkę od otaczającej nas codzienności. Pozwalają pomarzyć nie wysilając się zbytnio, przerabiając przetrawioną przez innych pseudo-naukową papkę. I nie jest tak jedynie w przypadku ludzi o niewielkim przygotowaniu szkolnym. Ludzie światli, intelektualiści wręcz, łączą się w swych wierzeniach z przeciętnymi "zjadaczami chleba". Tak samo jak wszyscy budują sobie system oparty na trudnych do przyjęcia aksjomatach i bronią go do upadłego stawiając mur za każdym razem, gdy fakty przeczą ich przekonaniom.

Bardzo charakterystyczną cechą ludzi uprawiających myślenie magiczne jest przyjmowanie en bloc wszelkich, najbardziej nawet nieprawdopodobnych twierdzeń. Bardzo często ktoś, kto wierzy w radiestezję, będzie wierzył w astrologię, UFO, wszelkie medycyny magiczne, telepatię i tym podobne. Nie jest przypadkiem, że na przykład PIMAT, papierowy karton, który ze względu na znane jedynie radiestetom tzw "promieniowanie kształtu" pomaga w leczeniu wszystkich chorób, posiada atest Polskiego Towarzystwa Psychotronicznego. Poznański producent tego specyfiku zarabia prawdopodobnie grube miliony sprzedając naiwnym białe kartoniki z czerwonymi kółeczkami, których jedynym namacalnym działaniem jest zmniejszanie objętości portmonetki.

Bo, gdy mowa o wszelkich zjawiskach paranormalnych, to w większości przypadków, w którymś momencie dochodzimy do kwestii pieniędzy. We Francji, rocznie, obroty wszelkiej maści nowoczesnych magów osiągają zawrotną sumę 21,3 miliardów franków, czyli prawie 4 miliardy dolarów. Gołe liczby czasami niewiele mówią, ale oto porównanie. Francuzi uważani są za naród hipochondryków, w całej Unii Europejskiej właśnie oni wydają najwięcej pieniędzy na leczenie. Otóż ich wydatki na wróżki i innych astrologów są 3 razy wyższe niż na konsultacje w gabinetach internistów!

24% dorosłych Francuzów, u schyłku XX wieku wierzy we wróżki. 55% wierzy w moc magnetyzerów leczących dotykiem. 46% wierzy w znaczenie znaków zodiaku dla przeznaczenia osobistego. Niektórzy "planują" narodziny dziecka tak, by przyszło na świat "pod" jakimś znakiem. 35% wierzy w prorocze sny, a nawet, choć mogłoby się to wydawać nieprawdopodobne, co dziesiąty wierzy jeszcze w duchy, w rozumieniu wampirów, demonów i powracających na ziemię, błądzących dusz.

Największa ilość zwolenników paranormalności, według badań przeprowadzonych w Europie zachodniej, pochodzi ze środowisk młodzieży, kobiet, bojowników o zdrowe środowisko i... intelektualistów. Bo im więcej mamy dyplomów, tym poważniejsze zadajemy sobie pytania dotyczące niedoskonałości "oficjalnej" nauki. Do wróżki czy astrologa idziemy dlatego, że jesteśmy sami, bo mamy problemy, których nie potrafimy rozwiązać, ale tak naprawdę idziemy dlatego, że szukamy kogoś, kto zechce nas wysłuchać, choć raz spojrzeć na nas, jak na człowieka, a nie na numer ewidencyjny czy interesanta. I płacimy! Płacimy drogo, w Warszawie konsultacja będzie kosztowała około 100 PLN, a nawet więcej. Zaczynamy dościgać zachód i w tej dziedzinie.

Potrzeba wiary w niezwykłe rzeczy jest naturalna. Wynika z poczucia szarości otaczającego nas świata i pozwala na ucieczkę od smutnej rzeczywistości. Nie jest jedynie przywilejem osób, jak to się mówi, "prostych". Mój znajomy, lekarz chirurg, zdecydowany przeciwnik medycyn magicznych i astrologii, w samochodzie, na siedzeniu, wozi PIMAT i twierdzi, że jest mu z nim dobrze. Nie chce zastanawiać się nad tym, czy jest mu dobrze dlatego, że ma ochotę wierzyć w PIMAT, czy też dlatego, że "promieniowanie kształtu" dobrze wpływa na jego fizjologię. Woli nie myśleć. Biuletyn Sceptyczny ma za zadanie wykazać, że myślenie magiczne opiera się na pustych i bezpodstawnych twierdzeniach pewnych ludzi, którzy przez brak rozsądku lub przez wyrachowanie sięgają do najgłębszych pokładów naszej świadomości, by bawić, zaskakiwać lub, niestety bardzo często, oszukiwać.

A przecież myśląc racjonalnie i tak właśnie podchodząc do życia, też można marzyć. Gdy zagłębić się w historię współczesnej nauki, gdy poczytać nieco o historii Wszechświata, którą zajmuje się kosmologia, trafia się na tak wielkie ilości ciekawej wiedzy, że wystarczy jej na marzenia i dyskusje na wszystkie zimowe wieczory całego świata. Ale po to, by się tym zająć, trzeba dokonać pewnego wysiłku intelektualnego, wysiłku do którego namawiam wszystkich.

Adam Pietrasiewicz


Powrót do strony głównej