Skrytka pocztowa Biuletynu Sceptycznego

Biuletyn Sceptyczny istnieje od niedawna, ale Redakcja otrzymuje już nieco listów od czytelników. Postanowiliśmy publikować co ciekawsze wypowiedzi razem z naszą odpowiedzią. Nie publikujemy listów, w których czytelnicy piszą jedynie Tak Trzymać. Dziękujemy za słowa poparcia, ale najważniejsze są jednak sprawy merytoryczne. Nie zmienia to faktu, ze potrzebujemy poparcia i oczekujemy go jak najbardziej.
Zasada listów do redakcji jest prosta, taka sama jak w programach mailowych. To co pisał czytelnik jest oznaczone znakiem "", a odpowiedź nie jest oznaczona.
O homeopatii:
Jest to medycyna która zwiększa odporność organizmu.
Wcale nic nie zwiększa, bo nie ma niczego, co mogłoby zwiększyć cokolwiek. Zjadając "lekarstwa" homeopatyczne, wcinamy cukier i tyle. Wpływ tzw ilości śladowych na nasz organizm jest bzdurą, tym bardziej, że w specyfikach homeopatycznych o rozcieńczeniach ponad dziewięciokrotnych nie ma nawet ilości śladowych.
Problem, że to się nie podoba ubezpieczalniom i wielkim producentom narkotyków, bo medycyny homeopatyczne są tańsze i nie są produkowane przez Bayera, Pfizera, Polfę czy innych monopolistów na medycynę. Ubezpieczalnie są w większości opanowane przez te firmy i nowe leki homeopatyczne są dla nich powazną konkurencją.
Problem pieniędzy w homeopatii jest dokładnie odwrotny. Laboratoria Dolissos i Boiron, najwięksi potentaci, mają dokładnie gdzieś firmy ubezpieczeniowe. I tak zarabiaja miliony sprzedając ludziom cukrowe granulki. To jest gigantyczny obecnie rynek i rozwija się on bez względu na stanowisko firm ubezpieczeniowych. A skoro Bayer, Pfizer czy Polfa tego nie robią, to albo:
a. Menagerami w tych firmach sa frajerzy, którzy nie wiedzą jak zarobić ogromne pieniądze na wspaniałych lekarstwach
b. Homeopatia nie działa lepiej niż jakiekolwiek placebo, a poważne firmy farmaceutyczne nie zajmują się sprzedażą cukru.
Osobiście skłaniam się ku temu drugiemu rozwiązaniu. WSZYSTKIE próby badań klinicznych specyfików homeopatycznych zakończyły się fiaskiem. I to jest przyczyną niechęci firm ubezpieczeniowych i wielkich laboratoriów. Choć nie zapominajmy, że Boiron i Dolissos są monstrualnymi firmami właśnie dzięki homeopatii. Ta magia przynosi kupę forsy! A twierdzenie, że komuś coś tam się nie podoba zakrawa nieco na paranoidalną teorię spisku. Poważne laboratoria potrafiłyby produkować specyfiki homeopatyczne, gdyby były one skuteczne. Ale nie są, więc tego nie robią.
Homeopatia jest to zbyt poważna dziedzina wiedzy aby ją wrzucać do kubła razem z magią i czarnoksiężnictwem. To tak jakbyś powiedział że ziołolecznictwo to magia.
Homeopatia nie jest żadną dziedziną wiedzy. Zasady, na których się opiera są puste. Simili Similibus Curantur, to zasada sprzed 2 tysięcy lat, z czasów, gdy człowiek nie wiedział skąd się biorą choroby. Dziś wiemy i stosowanie jej jest bzdurą, bo nijak nie wykazuje ona skuteczności. Ziołolecznictwo nie jest żadną magią, natomiast homeopatia ma jej symptomy. Bo zioła wpływaja na procesy fizjologiczne, natomiast homeopatia jedynie na nasza psyche.
Homeopatia nie jest nawet uznaną dziedziną medycyny, kursy i staże dla lekarzy organizowane są przez laboratoria homeopatyczne, które wykładaja, uczą, wydają dyplomy i sprzedają słodkie granulki cukru dzięki współpracy niektórych lekarzy.
A odnośnie wpływu ciał pozaziemskich na biologię, to zwróć uwagę, np. na wpływ faz księżyca na rozrodczość u ssaków albo u koralowców. Że nie wspomnę o wpływie słońca - największej gwiazdy - na szereg procesów biologicznych
Co do wpływu ciał niebieskich, to to, co piszesz jest klasycznym argumentem wszelkiej maści astrologów. Ale spójrzmy na to poważnie. To, że wszyscy jesteśmy dziećmi gwiazd jest faktem. Faktem, dlatego, że każdy atom naszego ciała był kiedyś utworzony w sercu gwiazd. Ale na tym kończy się jakikolwiek wpływ gwiazd na nasz los. Mówię o losie ludzkim, charakterze człowieka itp. Bo astrologowie twierdzą, że układ gwiazd w pewnych momentach naszego życia oddziaływuje na nasz charakter i nasze losy. Czy trzeba udowadniać, że to bzdura?
W Warszawie jest wyższa uczelnia (filia Moskiewska zresztą) zajmująca się wyłącznie takimi rzeczami jak astrologia, leczeniem cudownymi metodami itp. Najpierw myślałem sobie, co za głupki, kto na to pójdzie, a później, przez przypadek dowiedziałem się, z pierwszej ręki, ile kosztuje postawienie "fachowego" horoskopu i, co może ważniejsze, jaki jest na to popyt. Może napiszę to w ten sposób: na miesięczne stypendium doktoranta musiałbym pracować najwyżej dwa dni, po ok. 4-5 godz. Tym samym, astrolodzy zasługuja moim zdaniem na pełny szacunek, w przeciwieństwie do tych, którzy do nich chodzą.
I tu jest pies pogrzebany. Wszystkie magie kręca się wokół pieniędzy! Zawsze chodzi o pieniądze, wyjątkow jest naprawdę niewiele. Żerowanie na ludzkiej naiwności zawsze było zajeciem lukratywnym, historia daje nam tego przykłady. Myślę, że choć niektórzy zarzucają mi walkę z wiatrakami, trzeba działać, bo może choć jeden naiwny stanie się dzięki temu mniej naiwny.
Zgadzam się eze nie ma naukowych dowodów na wpływ gwiazd na nasz charakter i nasze losy. Dlatego o gwiazdach i ich układach się nie wypowiadam. I w ogóle nie jestem zwolennikiem astrologii. Natomiast wpływ księżyca i słońca na nasze codzienne życie jest faktem. Ale to nie ma nic wspólnego z astrologią, bo nie wyobrażam sobie jak możnaby z ksieżyca i słońca wyczytywać przyszłość? W ogóle po co? Przecież rozumiemy ich cykliczność i nie ma w nich żadnej tajemnicy.
Co do wpływu Księżyca i Słońca na nasze życie, to pewnie jakieś tam jest. Bez nich byłoby marnie. Ale nie należy przesadzać mowiąc o tym wpływie. Oczywistym jest, że gdyby nie było Słońca, to byłoby ciemno i zimno. Bez Księżyca, według niektórych badaczy, nie powstałoby życie na Ziemi. Tyle, że niektórzy twierdzą, że Księżyc bezpośrednio wpływa na nasze zachowanie. I tu już posuwają się zbyt daleko. Francuskie stowarzyszenie Cercle Zététique przeprowadziło badania wpływu pełni Księżyca na zachowania agresywne. No bo przecież wszyscy wiedzą, że jak jest pełnia Księżyca, to policja ma kupę roboty. Badania statystyczne zostały przeprowadzone na 10 latach archiwów policji w miejscowości Metz. Przez kilka tygodni spisywaliśmy wszystkie wyjazdy i interwencje policji, ich daty i godziny, do bójek, awantur, morderstw, pijatyk itp. Następnie nasz uczony statystyk przemielił to wszystko i okazało się, że NIE MA żadnego związku liczby interwencji policji z fazami Księżyca. Skądinąd emerytowany policjant, który wpuszczał nas do archiwów powiedział nam to już gdy zaczynaliśmy pracę: "Panowie, dajcie sobie spokój. Ja pracowałem w brygadzie interwencyjnej przez 30 lat i zapewniam was, że ludzie tłuka się po mordach bez względu na fazy Księżyca.
Moja córka (obecnie ma 3 lata) była bardzo silnym alergikiem (alergia pokarmowa i wziewna). Po rozpoczęciu leczenia homeopatycznego alergia stopniowo ustąpiła. Można by sądzić że to przypadek, ale przed rokiem córka kilkakrotnie chorowała na wszelkiego rodzaju zapalenia, grypy, anginy co zwykle kończyło się antybiotykiem. Od roku nie było potrzeby stosowania antybiotyków,
Chciałbym zwrócić Pańską uwagę na pewien błąd, który popełnia Pan opisując te przypadki. Jest to skądinąd bardzo częsty błąd logiczny popełniany przez bardzo wiele osób., w bardzo róćnych sytuacjach. Otóż przedstawianie poszczególnych przypadków nie jest dowodem na cokolwiek. Chodzi o to, że Pan wyprowadza pewien związek przyczynowo skutkowy, który może wcale nim nie być. Fakt, że po wizycie u homeopaty stan chorego się porawił nie oznacza, że poprawa nastąpiła ze względu na homeopatię. Chodzi o to, że w przypadku badania skuteczności lekarstw stosuje się jasne metody eksperymentalne, które są jedynymi pozwalającymi na wykazanie skuteczności bądź bezskuteczności jakiegoś specyfiku. Protokół eksperymentalny jest jasny, ewidentny i co najważniejsze, skuteczny. Specyfiki homeopatyczne były poddawane tego typu eksperymentom i NIGDY nie okazały się skuteczniejsze od placebo. Mam na myśli eksperymenty przeprowadzone w niezależnych instytucjach, nie zaś tych, które są finansowane przez laboratoria homeopatyczne. Opieranie przekonania o skuteczności jakiegoś leku na poszczególnych przypadkach czasami spektakularnych ozdrowień jest błędem. Proszę zwrocić uwagę, że wszyscy bioenergoterapeuci, magowie filipińscy operujacy golymi rękami, magowie tybetańscy i im podobni mają w swych archiwach mnóstwo przypadków wyleczeń. Osoby te przychodzą nawet do telewizji świadczyć o skuteczności tych metod. Ale to nie jest dowód na nic. Właściwie w przypadku każdej choroby, nawet nowotworowej, istnieją przypadki samowyleczeń. Organizm ludzki jest na tyle sprawną maszynerią, że czasami potrafi poradzić sobie z chorobą, nawet ciężką. Proszę przemyśleć następujacy przykład: Weźmy 100 osób chorych na raka jelit. Tych sto osób będzie leczyło się specyfikami homeopatycznymi (abstrahujmy od faktu, że nie są to specyfiki przepisywane w takich przypadkach). Wśród nich, po roku, przy życiu pozostanie 15 osób. Z tych piętnastu osób ośmiu stan się nie poprawi, pięciu osobom poprawi się, natomiast ostatnie dwie osoby wyzdrowieją. Wyzdrowieją, bo ich organizm poradzi sobie z chorobą. I poradziłby sobie, gdyby nie łykały słodkich granulek. Proszę mi powiedzieć, które z tych osób będą następnie wszem i wobec nawoływały do leczenia raka jelit specyfikami homeopatycznymi? Pańskie rozumowanie, które jest naturalnym, porównam jeszcze do następujacego: od trzech dni mój samochód nie chce rano zapalać. Muszę stosować różne metody (głównie pchanie), by pojechać do pracy. Jednocześnie od trzech dni zauważyłem, że wokół kół, zderzaków i w dolnych partiach drzwi znajduje się coraz to grubsza warstwa brudu składającego się głównie z piasku i z soli. Dziś w nocy spadł deszcz, który zmył warstwę błota i samochód odpalił. Otóż dlaczego nie miałbym wyciągnąć nastepującego wniosku: warstwa soli i piasku na kołach, zderzakach i w dolnych partiach drzwi utrudnia uruchomienie samochodu. Ja WIEM, że samochód odpalił, bo zrobiło się cieplej i mój akumulator mniej cierpiał w nocy od mrozu. Wiem też, że deszcz mogł spaść tylko dlatego, że zrobiło się cieplej. Ale w zasadzie tworzenie bezpośredniego związku przyczynowo-skutkowego między błotem i odpalaniem samochodu mogłoby być zrozumiałe. Na wyzdrowienie Pańskich bliskich mogło wpłynąć mnóstwo czynników. Życzę im dużo zdrowia, a jeśli granulki homeopatyczne poprawiają komuś samopoczucie, to niech ich zjada ile wlezie. (Uwaga jedynie na otyłość, to jest cukier).
Co do homeopatii to oczywiście ma Pan rację. Ale zasada Simili Similibus Curantur jakby nie patrzeć pasuje do szczepionek.
Szczepionki nie mają nic wspólnego z zasadą Simili Similibus Curantur. Skądinąd homeopaci w swej przeważajacej większosci (mówię szczególnie o tych, którzy nie są lekarzami, bo jak wiadomo KAŻDY KTO CHCE może sobie nakleić na drzwiach tabliczkę "HOMEOPATA"), otóż homeopaci są przeciwni szczepionkom. TAK JEST! Prowadzę aktualnie prywatne "śledztwo" w sprawie pewnego homeopaty, który zaleca naiwnym rodzicom odmawianie zaszczepienia dzieci na chorobę Heinego-Medina. Szczepionki niczego nie leczą. Szczepionki powodują powstanie w naszych organizmach przeciwciał, które ochronią nas przed wirusami w przypadku infekcji. Homeopaci natomiast twierdzą, że ich specyfiki leczą konkretne symptomy chorobowe. To naprawdę nie jest tym samym. Ponadto nie zapominajmy o jednej rzeczy: w szczepionkach do organizmu dostają się osłabione wirusy, które nie powodując choroby pozwalają na wytwotrzenie przez organizm przeciwciał. W specyfikach homeopatycznych jest cukier, który najwyżej moze spowodować zgagę.
Ciąża trwająca od września do maja przebiega w zupełnie innych warunkach świetlnych niż ciąża trwająca od marca do października. W związku z tym płód przebywa w innym stężeniu hormonów których wydzielanie zależy od ilości światła.
Z pewnością ma pan racje. Ale właściwie niewiele wnosi to do naszej wiedzy o ludzkim charakterze, bo jeśli nawet próbowalibyśmy to badać, to trudno byłoby wytypować jakąkolwiek jednorodną grupę ludzi. Niesposób zbadać zachowanie matki w czasie ciąży po kilku latach. Niesposób prześledzić jej wyjazdy, niesposób śledzić dzień po dniu ilość światła, która do niej docierała, ani wpływu tegoż na poziom hormonów w jej krwi. Tak więc takie badanie jest praktycznie nie wykonalne, chyba że ktoś znajdzie jakąś metodę ominięcia tych (i innych problemów).
A historia uczy, że w wielu zjawiskach uważanych za przesądy lub zabobony po dokładniejszym zbadaniu znajdywano racjonalne ziarenka.
Być może zarzuci mi Pan wyrywanie zdań z kontekstu, ale chciałbym w tym momencie zwrócić uwagę na fakt, że w sprawach, o których jest mowa w astrologii, nie ma potrzeby przeprowadzania badań i udowadniania czegokolwiek. Nasza wiedza na te tematy jest już zupełnie wystarczająca.
ludziom potrzeba irracjonalizmu z tych samych powodów co religii.
Tu zareaguję gwałtownie. To, co Pan pisze jest propagowaniem filozofii opuszczonych rąk. Po pierwsze koniecznym jest przekazywanie wiedzy, którą sie nabyło. Jeśli wyjdziemy z założenia, że lepiej jest wiedzieć, niż nie wiedzieć, to niejako automatycznie (moim zdaniem) nasuwa sie potrzeba, żeby coś robić. Bo lepiej jest robić, niż nie robić. Po drugie celem organizacji stowarzyszenia sceptykow jest, poza informacją, badanie twierdzen tych, którzy uważają, że posiadają umiejętności paranormalne. Po prostu sądzę, że jest to ciekawe. Gdy ktoś twierdzi, że potrafi siłą woli zginać łyżeczki, to samo w sobie jest to ciekawe i warto to zbadać. Ale zbadać okiem sceptyka, bo rzeczywiście trudno w coś takiego uwierzyć bez sprawdzenia.
Proszę zrobić coś takiego. Przestać jeść mięso, żarcie z puszek, pić alkohol, palić papierosy, brać narkotyki, oglądać telewizję, słuchać radia, chodzić do stresujacej pracy, mieć za mało czasu, wyjechać z miasta na łono natury i pożyć tam przez kilka miesięcy. Na pewno odczuje Pan wpływ Księżyca na swe życie. Oczywiście jeśli odrzuci Pan sceptymizm i nauczy się słuchać swego ciała, serca i przyrody.
Bądźmy realistami. To, o czym pan mowi, to wzywanie do tzw. powrotu do natury. Czy naprawdę można jeszcze wzywać do powrotu do narury? Zabawna jest ślepota tych, którzy nawołują do powrotu na łono (natury). Proszę mi powiedzieć, które ludy, historyczne lub współczesne, nie jedzą mięsa? Przecież nawet te najbardziej prymitywne polują. Prawdą jest natomiast, że nie jedzą z puszek. W większosci piją alkohol, ale nie palą (choć niektórzy palą). Natomiast biorą narkotyki, jak najbardziej. Telewizji nie ogladają, radia nie słuchają, nie chodzą do stresującej pracy, nie mają za mało czasu. Nie wyjeżdżaja z miasta, bo nigdy tam nie wjeżdżali. Ponadto nie biorą żadnych szkodliwych lekarstw, trujących antybiotyków, nie zatruwają organizmu szczepionkami. Żyją w zgodzie z natura przez całe swoje życie. I jakże dobrze się mają, prawda. Nie będziemy zwracali uwagi na takie detale, jak 10% (i wiecej) śmiertelnosci wśród niemowląt, średnia życia ok 35 lat, na fakt, ze zapalenie oskrzeli jest śmiertelne w 70% (komplikacje prowadzące do zapalenia płuc). Niech żyje powrót do natury!
Astrologia nie powstała 20 lat temu. Wiedza ta jest najstarszą dziedziną naukową jaką się ludzie zajmowali. Wcześniej nie było odgraniczenia na astronomię czy astrologię - była tylko astrologia.
Przedtem nie było różnicy między alchemią i chemią, a jakoś niewielu utrzymuje jeszcze że z ołowiu można zrobić złoto.
Astrologia jest tak stara jak świat i człowiek. Gwiazdy były pierwszą rzeczą jaką człowiek zobaczył, gdy spojrzał do góry. W dawnych czasach ludzie byli bardziej "sensitive", potrafili odczuwać swą więź z przyrodą i wszechświatem jak i swe wnętrze. (Teraz cywilizacja doskonała zabiła to). Lata analiz, obserwacji nieba i świata dały podstawy powstania astrologii. Oczywiście - można wszystko wrzucić do jednego worka i negować (jak Pan). Ale proszę zauważyć, że neguje pan spuściznę wielu pokoleń ludzkich na wielu kontynentach (np czy wie Pan, że istnieje astrologia wedyjska - rodem z Indii mająca ładnych kilka tysięcy lat - bardzo różniąca się od astrologii świata zachodniego - a jednak ostateczny rezultat jest taki sam).
Owszem, wiem, że istnieją różne astrologie. Świadczy to o tym, że nie jest to nauka, bo nie istnieje astronomia indyjska i chemia organiczna japońska. Polemizowałbym jednak, czy jest to najstarsza dziedzina. Ale to szczegół. Ważne jest to, że obserwacje nieba, prowadzone przed tysiącami lat doprowadziły do powstania astrologii. Doprowadziły również do ptolomejskiego systemu geocentrycznego, na którym opiera się astrologia. Jeśli ktoś powie, że Ziemia jest centrum Wszechświata, to co powie względnie wykształcony człowiek? Że to bzdura? A przecież juz 1600 lat temu szczegółowo opisany został system słoneczny, jest to odwieczna wiedza i należy ją szanować. To, że coś robiono 2 tysiące lat temu nie świadczy w żaden sposób o wadze tego, co bylo robione. Astrologia opiera się w swych obliczeniach na systemie geocentrycznym, radośnie ignoruje wszelkie osiągniecia nauki i wypowiada zdania, których nie uzasadnia w żaden sposób. Pisze pan o latach analiz. Spójrzmy prawdzie w oczy - jest to nieprawda. Astrolodzy radośnie wykorzystują w swoich horoskopach Plutona, ktory został odkryty w 1930 roku. Przez ten czas nie przeszedł nawet jednej trzeciej zodiaku. Aby zrobić dokładny horoskop, trzeba znać dokładną datę i godzinę urodzenia człowieka. Co do minuty! Przed 150 laty praktycznie nikt nie był w stanie podać dokładnej godziny urodzin.
Dobry astrolog nie używa komputera. On przyspiesza pracę - fakt, ale jak się wszystko liczy - to się wkłada siebie do tej pracy. Moja znajoma nigdy nie będzie pracowała z komputerem. Efemerydy planet i kartka papieru to wszystko z czego korzysta. A jeżeli dla Pana bzdurną jest wlozona do komputera pana data urodzenia - to przykro mi.
Oczywiscie, ze tak. Moja data urodzenia jest tak samo bzdurna po włożeniu do komputera, jak moje nazwisko, moj adres czy cokolwiek innego.
Co chce pan, żeby panu oni udowodnili? To że na przykład potrafią powiedzieć o panu dużo więcej niż pan by chciał, lub że potrafią poznać pana przeszłość? A może chce pan, żeby astrolog spowodował, że krzesło zacznie latać i zmieni się w białego gołębia?
Ależ ja nie wiem, co oni mają udowodnić. To oni twierdza, że potrafią robić coś, czego inaczej niż ich metodami nie da się zrobić. Tak więc to oni muszą powiedzieć, co pokażą. Jeśli potrafią spowodować latanie krzesła, to ja bardzo proszę, chętnie to zobaczę.
>A czemu Pan nie chce badać na przykład psychologów? Oni też biorą pieniądze za pomoc. A czy pomagają? Jak pan zbada ich kwalifikacje i zdolności. Czy posiadanie dyplomu wystarczy? Proszę nie zapominać, że dobry astrolog czy tarocista musi być też niezłym psychologiem, bo bez tego ani rusz.
Jeśli dobry astrolog musi być psychologiem, bo bez tego ani rusz (tu się z Panem zgadzam) to w takim razie uznaje pan, że psychologia jest coś warta. Prawda? Ja nie muszę badać psychologów, bo psychologowie nie wysuwaja niezwykłych twierdzeń. Nie przepowiadają przyszłości, nie mowią mi o mojej przeszłości na podstawie układu gwiazd. Oni po prostu pomagają ludziom poznać siebie samych.

Adam Pietrasiewicz


Powrót do strony głównej