Skąd się biorą dzieci?

TAK! Dzieci są przynoszone przez bociany!

Weź absolutnie pewne liczby, będące wynikiem absolutnie poważnych badań. Postaw całkiem poważne założenia. Przepuść to przez tę wspaniałą maszynę dedukcyjną, jaką jest nasz mózg. I co otrzymamy? Parodię rzeczywistości.

We Francji a właściwie w jednym z jej regionów (Alzacja), naukowo udowodniono, że bociany przynoszą dzieci. Jak to możliwe? To proste - wskazuje na to statystyka.

Liczby mówią same za siebie: w gminach, w których gniazdują bociany liczba urodzonych dzieci jest większa niż w całej Francji. Widać więc istnienie EWIDENTNEGO związku między bocianami i narodzinami dzieci.

Związek istnieje, ale nie jest to związek bezpośredni, czyli przyczynowo-skutkowy. Bociany, co jest zrozumiałe, zakładają gniazda częściej na wsi niż w wielkich miastach. A jeśli popatrzeć na statystyki narodzin, można zauważyć, że wszędzie na świecie więcej dzieci rodzi się na wsi niż w miastach. Dotyczy to nie tylko Alzacji, gdzie mieszkaja bociany, ale całej Europy, a prawdopodobnie tak samo jest na całym świecie. Również tam, gdzie bocianów nie ma. Nie ma żadnego związku zależności między tymi ptakami i liczbą narodzin.

Mamy tu do czynienia z głęboko zakorzenioną trendencją naszego umysłu do łączenia w związki przyczynowo skutkowe dwóch obserwowanych zjawisk, podczas gdy przyczyna jest gdzie indziej. Może nią być jakieś trzecie zjawisko, czy nawet wiele niezależnych zjawisk. Człowiek, próbując tłumaczyć sobie otaczający świat, często popełnia błędy w procesie logicznego rozumowania.

Poszukiwanie związków przyczynowo skutkowych jest celem nauki. Jednakże przejście od obserwacji do interpretacji wymaga od naukowca wielkiej ostrożności

Na początku XX wieku Alfred Binet, wynalazca testów na inteligencję, poprosił grafologów o ocenę inteligencji uczniów, którym zadano napisanie wypracowania. Pojawił się bardzo wyraźny związek między wynikami analizy grafologicznej i wynikami testów na inteligencję przeprowadzonych przez Bineta. Logiczną była więc konkluzja, że charakter pisma ukazuje poziom inteligencji piszącego.

Jednakże matematyk, Emil Borel, wpadł na pomysł przedstawienia tych samych tekstów do oceny czytelnikom gazety "Revue du Mois", tym razem jednak w formie nie manuskryptu lecz druku. Wyniki oceny czytelników były dokładnie takie same jak wyniki ocen grafologów. Oczywistym był więc wniosek, że to nie charakter pisma, lecz zawartośc tekstu zadecydowała o rezultacie badań inteligencji.

W początkach XX wieku, gdy gruźlica była bardzo rozpowszechniona, a prowadzono już dość dokładne badania statystyczne, opinię publiczną zbulwersował wynik jednego z nich. Otóż okazało się, że procentowo w stosunku do liczby mieszkańców, więcej osób umierało na gruźlicę w rejonach górskich niż w robotniczych dzielnicach miast, jak sądzono,  najbardziej dotkniętych tą chorobą. Oczywiście znalazło się wyjaśnienie tych sensacyjnych wyników badań - w górach więcej osób umierało na gruźlicę jedynie dlatego, że wysyłano tam do sanatoriów chorych mieszkańców miast, a wśród nich wielu w ostatniej fazie choroby.

We Francji obserwuje się ostatnio zwiększenie liczby przypadków kazirodztwa i gwałtów. Pierwszą reakcją na te informacje jest stwierdzenie, że nowoczesne społeczeństwo i brak zasad moralnych prowadzi do upadku obyczajów. A faktycznie jest wręcz odwrotnie. Gwałt i kazirodztwo były od wieków rozpowszechnione szczególnie na wsi, lecz były to tematy tabu i nie było donosów do władz. Rozwój cywilizacyjny doprowadził do obalenia tabu skąd coraz więcej informacji o takich przypadkach przedostaje sie do ogólnej wiadomości. Zapewne prowadzi to również do faktycznego zmniejszenia liczby takich zjawisk.

Często mamy trudności z odróżnieniem, czy to zjawisko X powoduje wydarzenie Y, czy też jest odwrotnie. Korelacja między ćwiczeniami fizycznymi i zdrowym sercem wielokrotnie była i jest podkreślana przez lekarzy. Automatycznie mamy tendencję do wnioskowania, że ćwiczenia fizyczne mają wpływ na zdrowie człowieka. Jednak dla niektórych statystyków wcale nie jest wykluczone, że osoby o silnym, zdrowym sercu częściej po prostu interesują się sportem, niż inni.

Statystycy mówią o korelacji pozytywnej gdy dwa zjawiska równolegle ewoluują w czasie, nawet jeśli nie mają ze sobą nic wspólnego. Można doprowadzić rozumowanie do absurdu odnotowując korelację między cenami czynszów w Nowym Jorku i liczbą sprzedanych magnetowidów w Polsce w ciągu ostatnich dziesięciu lat. Czy ktoś mógłby zaobserwować tu związek przyczynowo skutkowy?

Współczynnik korelacji jest liczbą, która wskazuje na współzależność dwóch zjawisk i wynosi od 0 do 1. Korelacja negatywna, zapisywana od 0 do -1, pojawia się gdy dwa zjawiska zmieniają się w sposób przeciwny. Na przykład występuje korelacja negatywna między ilością spożycia energii elektrycznej w Polsce i liczbą osób chorych na trąd w Egipcie. (Spożycie energii wzrasta, liczba chorych na trąd zmniejsza się).

Dwa zjawiska o zerowej korelacji są zupełnie niezależne - na przykład stopnie uczniów w szkole i wysokość drzew na szkolnym podwórku. Natomiast dwa zjawiska o korelacji równej 1 są w całkowitej zależności - na przykład natężenie prądu i ilość ciepła wydzielanego przez materiał, przez który ten prąd płynie.

Silna korelacja nie oznacza jednak związku przyczynowo-skutkowego. Mamy jednak tendencję do popełniania tutaj błędów logicznych. W książce "Attention statistiques" (éditions la Découverte, Paris) J.Klatzmann przedstawił analizę statystyczną przeprowadzoną kilka lat temu we Włoszech, która wykazywała bardzo wysoką korelację między liczbą rozwodów i sprzedażą komputerów osobistych. Wyjaśnienie wydaje się ewidentne - nadmierne zainteresowanie informatyką rozbija tradycyjne struktury rodzinne. Jednak statystycy przedstawili bardziej prawdopodobne wyjaśnienie.

Południowe Włochy, to biedny region o silnych tradycjach religijnych. Sprzedaż komputerów nie jest specjalnie wysoka na terenach słabo rozwiniętych gospodarczo, a rozwód jest rzadkością w środowiskach głęboko katolickich. Natomiast północne Włochy są dobrze rozwinięte ekonomicznie, a młodzi ludzie mają tam mentalność inną niż na południu. Widać więc tutaj wysoką korelację, ale nie związek przyczynowo skutkowy między sprzedażą komputerów i liczbą rozwodów.

Statystyki wykazują, że średnia długość życia w państwach, gdzie się je dużo mięsa jest wyższa. Można by na tej podstawie stwierdzić, że jedzenie mięsa przedłuża życie. A tak naprawdę w krajach, w których mieszkańcy mogą sobie pozwolić na kupowanie mięsa lepsze są warunki higieniczne i opieka medyczna. Spożycie mięsa jest tylko jednym ze zjawisk, które towarzyszą przedłużeniu średniej długości życia - nie jest jego przyczyną. Poważne badania epidemiologiczne, które porównywały to, co da się porównać, to znaczy populacje żyjące na tym samym poziomie ekonomicznym, natomiast różniące się dietą, wykazały, że konsumpcja mięsa nie przedłuża, lecz raczej skraca życie.

Nie należy również zapominać o roli zwykłego przypadku.

Takim klasycznym przypadkiem jest spadek dachówki na głowę przechodnia. Spadek dachówki i obecność przechodnia mają zupełnie odmienne, niezależne od siebie przyczyny. Pomimo tego nasz umysł próbuje znaleźć przyczynę tego całkiem przypadkowego zdarzenia - zaczyna się mowa o przeznaczeniu, złym losie itp. W ten sposób, dzięki swego rodzaju egzorcyzmom umysłowym, spadek dachówki na głowe staje się czymś zrozumiałym.

Przypadek jest z pewnością źródłem wielu przesądów. Wystarczy przecież jeden nieszczęśliwy wypadek, żeby stwierdzić, że jak się upada, to boli, a jak się dotknie gorącego, to parzy. Człowiek, który doświadczy czegoś nieprzyjemnego po spotkaniu z czarnym kotem w piątek, trzynastego, może opowiedzieć to znajomym, a później przesąd runie jak lawina.

Irracjonalizm rozpowszechnia się szybciej niż jakakolwiek sensowna argumentacja. Weźmy przykład tzw proroczych snów - miliardy ludzi śnią co noc. Statystycznie nie można uniknąć sytuacji, w której niektóre sny odpowiadają rzeczywistym wydarzeniom mającym miejsce następnego dnia. Osoby, które przeżyją choć raz takie doświadczenie mają tendencję do mówienia o ponadnaturalnym zjawisku proroczego snu zapominając o nizliczonych snach, które nigdy się nie zrealizowały w rzeczywistości.

Zdarza się również, że widzimy korelację zdarzeń tam, gdzie jej nie ma. Wynika to z braku zrozumienia praw statystyki. Często wierzymy w korelację pozytywną dwóch zjawisk, podczas gdy jej albo nie ma wcale, albo jest bliska 0, bądź też wręcz negatywna. Amatorzy gier hazardowych są często ofiarami takich iluzorycznych korelacji.

Na przykład przekonani są oni, że należy badać liczby, które mają największą szansę wyjścia w najbliższym losowaniu Toto Lotka. Opierają się na prawach wielkich liczb: skoro w tysiącach losowań liczby powinny pojawić się w wyraźnie zbliżonych proporcjach, co jest prawdą, logika wskazuje na to, że liczby wychodzące najczęściej mają najmniejszą szansę na ponowne wyjście w następnych losowaniach, co akurat jest rozumowaniem błędnym. Byłoby to poprawne rozumowanie, gdyby od początku w bębnie była taka sama liczba kul każdego rodzaju, i gdyby po każdym losowaniu kule, które wyszły nie wracały do bębna. W tym przypadku rzeczywiście każdy już raz wylosowany numer zmniejsza szansę ponownego wyjścia w kolejnym losowaniu.

Jednak wziąwszy pod uwagę fakt, że za każdym razem w bębnie jest tyle samo kul, każda z nich ma taką samą szansę na wyjście. Poprzednie losowania nie mają żadnego wpływu na następne. Statystycy twierdzą, że Toto Lotek nie ma pamięci, ale gracze wciąż probują tę pamięc kulkom w bębnie przypisać.

Mało kto rozumie logiką korelacji. Przykładem braku zrozumienia tego problemu może być eksperyment, który wykonano z pielęgniarkami. Dostały one zestaw 100 fiszek. Na każdej z nich zapisane były w górnej części +S lub -S (obecność bądź brak symptomów choroby) zaś w dolnej części +M lub -M (obecność lub brak choroby). Wśród 100 kart 37 zawierało +S i +M (obecność symptomów i obecność choroby), 33 zawierało -S i +M, 17 zawierało +S i -M, zaś na 13 było -S i -M. Zadaniem pielęgniarek było stwierdzenie, czy na podstawie takich danych można stwierdzić istnienie związku między symptomami choroby i chorobą. W większości (85%) odpowiedź była pozytywna, gdyż największa grupa jednakowych kart (37%) była oznakowana +S i +M. A przecież 50% kart wskazywało na korelację negatywną!

Przeprowadzono badania nad psychologicznymi mechanizmami wynajdywania fałszywych korelacji zjawisk w przypadku osób wierzących w zjawiska paranormalne, wśród których klasycznym był eksperyment telepatii na kartach Zenera. Po każdej próbie uczestnicy mieli określić czy ekseryment się powiódł. Wyniki były oczywiście za każdym razem rezultatem przypadku, jednak "nadawcy" i "odbiorcy" częściej mówili o sukcesie, gdy sami mogli wybrać talię kart i gdy "nadawca" sam je tasował. "Nadawcy" i "odbiorcy", którzy mieli możliwość rozgrzewki przed eksperymentem częściej mówili o pozytywnych wynikach niż ci, którzy przystępowali do badań "na zimno".

Wszystko wskazuje na to, że im bardziej ktoś wierzy w parapsychologię, tym częściej mówi o pozytywnych wynikach takich eksperymentów. Pojawia się wrażenie isnienia korelacji tam, gdzie mamy do czynienia z czystym przypadkiem.

Czy można nauczyć się wykrywać u siebie tego typu błędne rozumowanie? Przeprowadzono próby, które za pomocą nauki i badania prawdziwych i fałszywych korelacji miały wyuczyć umiejętności poprawnego myślenia. Niestety na próżno. Czy znaczy to, że ludzki mózg nie zgadza się na zdroworozsądkowe myślenie?

Adam Pietrasiewicz


Powrót do strony głównej