Cudowne skroplenie krwi św. Januarego czyli tajemnica świętej Hemoglobiny

Tajemnic "cudów" jest bardzo wiele. Jedną z nich jest krew św. Januarego (Gennaro), biskupa Neapolu, który miał być ścięty za cesarza Dioklecjana w roku 305 w Puzzoles, a którego krew i inne relikwie, przewiezione do Neapolu, przechowywane są do dziś w "kaplicy skarbów św. Januarego". Skrzepła krew skrapla się czasami, szczególnie 19 września, w rocznicę męczeństwa świętego. Jeśli się nie skropli, ma być to ponoć zły znak dla miasta, które może spodziewać się wielkich nieszczęść.

Możemy abstrahować od faktu, że w ogóle nie wiadomo, czy taka postać faktycznie istniała - dość bogate źródła, które posiadamy z tamtego okresu w ogóle nie wspominajš o takim biskupie, a legenda o jego śmierci zaczęła powstawać dopiero na przełomie V i VI wieku.

Badaniem "cudu" zajął się "największy współczesny badacz i specjalista parapsychologii" prof. Hans Bender. W jednym ze swych dzieł wydanych w latach siedemdziesiątych, prof Bender zaczyna swe rozważania na temat "cudownej krwi" od stwierdzenia, że cud nie jest uznany przez Kościól "z niejasnych przyczyn". Przyczyny te, jak mi się wydaje, niejasnymi są jedynie dla prof. Bendera, bo dla Kościoła z pewnością są całkiem jasne.

"Uczony parapsycholog" podjął się "poważnych studiów" nad relikwiami i zdecydowanie oddala hipotezę jakiegokolwiek oszustwa, bo "uczestnicząc wielokrotnie w ceremoniach i mogąc wielokrotnie obserwować zjawisko /../ stwierdzam, że jest to hipoteza nieprawdopodobna." Wielokrotność obserwacji i ceremonii, w których uczestniczył ogranicza się do dwóch (!), co sam przyznaje czternaście stron dalej.

Założywszy więc nieprawdopodobność oszustwa, co natychmiast przedstawione jest jako jego niemożliwość, prof Bender rzuca się w odmęty dywagacji na temat "pola uczuciowego", "analogii z poltergeistem" i "zjawiska, jako przepowiedni". Opisując zjawisko skroplenia krwi pisze tak:

"Czasami substancja skrapla się jakby w wyniku modlitw... innym razem natychmiast, zanim jeszcze wierni rozpoczną modły. Zjawisko pojawia się również gdy zawierająca substancję ampułka znajduje się w zakrystii, podczas robienia porządków czy jakichś napraw. /.../ Stopień płynności może zmieniać się: substancja czasami jest gęsta, szczególnie w maju, pozostając przyklejoną do szkła ampułki, czasami jest całkiem płynna, szczególnie we wrześniu. Jeśli wtedy przechylić czy odwrócić ampułkę, nie pozostają na jej ściankach żadne ślady, lecz wieczorem często znów się staje gęsta. /.../ W ciągu dnia, szczególnie w maju, substancja skrapla się czasami sama, skrapla się też pod pocałunkami wiernych. W maju, w czasie procesji skrapla się, ale czasami się nie skrapla. Zaobserwowano też, w 1631 roku, podczas wybuchu Wezuwiusza, skroplenie się substancji przez okres trzydziestu dni pod rząd./.../ zaobserwowano natomiast, że nie skrapla się ona nigdy w grudniu."

Zapewne znajdą się tacy, którzy zarzucą mi "skostniały materializm", ale chciałbym zwrócić uwagę na pewne fragmenty podanego cytatu. Bo czyż nie jest zadziwiające, że substancja skrapla się, ale wieczorem znów krzepnie, że skrapla się pod pocałunkami wiernych, że przez 30 dni, po wybuchu Wezuwiusza pozostawała płynna, że nie skrapla się w grudniu. Popełniłbym błąd logiczny, mówiąc w tym miejscu o związku przyczynowo skutkowym między skraplaniem się "krwi" i temperaturą w jakiej się ona znajduje. Myślę, że można jednak bez większych obaw zastanowić się nad niezwykłością tego zbiegu okoliczności... Prof Bender nie zwrócił na to uwagi, zadziwiające, jak na "największego badacza parapsychologii".

Wytłumaczenie cudu nie jest trudne. Oczywiście nikt nie miał nigdy dostępu do próbek substancji przechowywanej w Neapolu, informacje, które podam są więc jedynie możliwym wyjaśnieniem zjawiska. Ale, tak jak nakazuje nam zasada brzytwy Ockhama, jeśli dysponujemy wystarczającymi elementami, by wytłumaczyć jakieś zjawisko, nie należy "mnożyć bytów", czyli robić tego, o czym pisze prof. Bender, gdy wspomina o "polu uczuciowym" i innych "poltergeistach".

Nie zamierzam wdawać się w opisy szeregu związków chemicznych, które skraplają się w temperaturze nieco wyższej niż pokojowa, ale zapewniam, że jest ich bardzo wiele. I nie są to wcale substancje niezwykłe, jedną z nich jest na przykład tłuszcz wielorybi służący do wyrobu kosmetyków. I są to substancje znane od wielu wieków. Tak się składa, że zabarwiony tłuszcz wielorybi, z dodatkiem kilku innych czynników spełnia dokładnie warunki, jakie trzebaby postawić, by otrzymać "cudowną krew" św. Januarego. Zaznaczam ponownie, że nie jest to dowód na cokolwiek, jest to jedynie wskazanie na inne, niż cudowne, możliwości pojawiania się zjawisk, o których mówi prof. Bender. Jest to natomiast dowód na to, że prof Bender nieco pospiesznie stwierdza, że oszustwo jest nieprawdopodobne.

Jest natomiast wiele wskazówek, świadczących o tym, że "krew" skrapla się nie tylko w sposób całkiem cudowny. Pierre Larousse w swym Wielkim Słowniku Encyklopedycznym XIX w tak pisze o pewnej historii bezpośrednio odnoszącej się do "cudownej relikwi":

"Księża z Neapolu często posługiwali się tak zwanym cudem świętego Januarego, by wykorzystać go dla celów politycznych. Gdy Championnet na czele armii francuskiej zdobył Neapol w 1799 dowiedział się, że, aby wzburzyć przeciwko niemu ludność, cud się nie odbędzie. W dniu wystawienia krwi poszedł więc do katedry. Gdy nadszedł moment, krew nie skropliła się i lud zaczął szemrać. Republikański generał powiedział więc do jednego ze swych adiutantów: idź do księdza celebrującego uroczystości i powiedz mu, że jeśli krew się nie skropli za pięć minut, zbombarduję miasto. Nawet nie minęło pięć minut, gdy krew była płynna".

Pozwolę sobie zwrócić tu uwagę Czytelnika na pewien wymowny fakt. Historia, którą przytacza Larousse, w pewien sposób sugeruje, że krew skrapla się nie tylko w wyniku wrześniowego "cudu", ale, że pewni ludzie manipulują ampułkami tak, by skroplenie nastąpiło. Domyślam się, że Pierre Larousse był niedowiarkiem i za wszelką cenę chciał udowodnić, że krew św. Januarego nie skrapla się cudownie. Ale chyba za daleko poszedł w swych dywagacjach, czy też opisach, bo nie zdał sobie sprawy z jednej rzeczy.

Otóż świadomie, czy też nie, a myślę, że raczej nieświadomie, Pierre Larousse daje swoją historią dowód na "cudowność" krwi św. Januarego. Bo, przypominam, nieskroplenie się krwi ma świadczyć o czekających Neapol nieszczęściach. Koniec, kropka. Czy skroplenie jest cudowne, czy nie można uznać za bez znaczenia, bo historia przecież świadczy sama - gdyby w 1799 roku krew się nie skropliła, to miasto zostałoby zbombardowane, ale ponieważ miasto nie miało być zbombardowane, to krew się skropliła.

Jest to oczywiście, z pewnym wyprzedzeniem, przykład argumentacji, jaką mogliby przedstawić zwolennicy wszelkich cudowności i magii. Mogliby oni próbować nawet przekonywać, że mamy tu do czynienia z paradoksem, ktorego rozwiązać się nie da. Pewnie, że można pofilozofować sobie o paradoksach, ale w tym przypadku lepiej odwołać sie znów do brzytwy Ockhama, i przeciąć nią błędne koło, w które moglibyśmy wpaść prowadząc zbyt głębokie dyskusje.

Myślę, że najlepiej pozostać przy pierwotnej wersji historii francuskiego generała, w sensie takim, w jakim jest przekazana. I wyciągnąć wnioski, zastanowiwszy się może jedynie nad tym, co i jak adiutant dowódcy francuskiej armii musiał powiedzieć przerażonemu księdzu w katedrze, by krew św. Januarego skropliła się w takim tempie. I może jeszcze nad tym, co ten ksiądz musiał zrobić, by się to stało. Choć jeśli chodzi o to, to prawdopodobnie istnieje od dawna funkcjonujący mechanizm, bynajmniej nie działający na "poltergeisty", które ampułki z "krwią" św. Januarego rozgrzewa A może jest to znane jedynie prof. Benderowi "pole uczuciowe"?

Niewiele można tu jeszcze dodać. Może trochę zdziwienia, że o ile Kościól bardzo niechętnie i z niezwykłą ostrożnością podchodzi do spraw wszelkiego rodzaju cudów, o tyle wielu duchownych nie ma najmniejszych skrupułów, by wykorzystywać tak zwane cuda w różnych celach, wcale nie zawsze ad majorem Dei gloriam.

Adam Pietrasiewicz


Powrót do strony głównej