Słodkie granulki są dobre na wszystko

            W związku z licznymi uwagami dotyczącymi homeopatii, które kierują do Redakcji czytelnicy, należy wyjaśnić, że gdy jest mowa o homeopatii to nie chodzi tu o ziołolecznictwo. To nie jest to samo. Leczenie ziołami jest bez żadnych wątpliwości jedną z uznanych i skutecznych metod terapeutycznych. Co do homeopatii, to zapraszam do artykułu...

Słodkie granulki, które sprzedawane są w aptekach pod nazwą " leki homeopatyczne " składają się z cukru i wody. Nie ma w nich nic, co by mogło nas uleczyć. Czy naprawdę tak jest? Jednego można być pewnym, są ludzie, którzy twierdzą, że te leki im pomogły. Ale czy jest to dowód na to, że pomógł jakiś składnik słodkiej granulki?

Zazwyczaj mówi się o homeopatii jako o "Medycynie naturalnej", lub "Medycynie tradycyjnej".

Warto zastanowić się nad określeniem "Medycyna naturalna". Pojęcie to opiera się na przekonaniu, powstałym jeszcze w czasach J.J. Rousseau, że natura jest dobra, natomiast ludzie są źli. Jak historia o potworze z Loch Ness wraca opowieść o dobrym dzikusie żyjącym w zgodzie z naturą. Zapomina się o zlikwidowaniu na świecie ospy, o opanowaniu chorób zakaźnych, o postępie w leczeniu nowotworów, o dzieciach, które nie mając odporności przeciwko chorobom, musiały żyć w wielkich, plastikowycjh kulach, zaś dzięki terapiom genowym mogą się z nich wydostać. Zapomina się, że ludy, które nie mogą korzystać z postępu medycyny żyją w skandalicznych warunkach mając o połowę mniejszą szansę na przeżycie niż my.

"Medycyna naturalna" opiera się na powszechnym przekonaniu, że to, co nie wychodzi z laboratorium jest dobre, zaś to co z niego wychodzi, jest złe. Abstrahując od faktu, że reklamowane jako "naturalne", niektóre specyfiki są wynikiem intensywnej obróbki laboratoryjnej, warto stwierdzić, że nie zawsze są one "dobre".

Jednym z irracjonalnych prądów w leczeniu jest aromatoterapia. Jest to bardzo modna ostatnio dziedzina, która próbuje leczyć zapachami. Używa się, między innymi, olejku z rozmarynu prowansalskiego, który ma łagodzący wpływ na problemy sercowe, ale zawiera również bardzo toksyczny dla wątroby alkaloid. Podobnie olejek z szałwii mający niewątpliwe właściwości używane przy zwalczaniu bezsenności, stymuluje wydzielanie estrogenów, które na dłuższą metę mogą powodować pojawienie się nowotworów hormono-zależnych.

Przeciwstawianie "medycyny naturalnej" medycynie nowoczesnej jest złym postawieniem problemu. Bardzo wiele nowoczesnych leków opiera się na składnikach pochodzących z natury. Przykładem niech będzie aspiryna, czy składniki leków przeciwrakowych.

Czy homeopatia jest medycyną tradycyjną? Odpowiedź jest prosta: homeopatia pojawiła się stosunkowo niedawno (pod koniec XVIII w) i jest wynikiem "iluminacji" jednego człowieka, co bardziej zbliża ją do sekciarstwa niż do wiekowych tradycji.

Nazwa homeopatia pochodzi z połączenia greckich słów 'homois' (podobny) i 'pathos' (ból, choroba).

Homeopatia opiera się na czterech zasadach. Są nimi podobieństwo, rozpuszczanie, dynamizacja, personalizacja. Jej pojawienie jest owocem wyobraźni Friedricha Hahnemanna, który urodził się w Saksonii w 1755 roku. Studiował medycynę, ale zaprzestał praktykowania w 1789 roku rozczarowany osiąganymi rezultatami. Ówczesna medycyna posiadała niewiele środków terapeutycznych, głównie lewatywy i spuszczanie krwi, a Hahnemann, i to mu się liczy na plus, naprawdę chciał leczyć chorych.

Dowiedziawszy się, że wyciąg z kory pewnego drzewa, chinina, poprawia stan zdrowia chorych na malarię Hahnemann sprawdził na sobie samym działanie leku. Odczuł wówczas objawy, które określił jako te same, które mają chorzy. Nastąpiło olśnienie. Hahnemann wyciągnął wnioski i przedstawił podstawową regułę homeopatii: Similia Similibus Curantur., podobne leczy się podobnym. Oznacza to, że produkt, który może spowodować u kogoś symptomy choroby, może z tej choroby wyleczyć.

Oznacza to, że Coffea powinna być najskuteczniejszym lekiem na bezsenność, bo opierając się na metodzie podobieństwa stwierdzamy, że kawa zwalcza senność u ludzi zdrowych.

Po serii eksperymentów z wieloma środkami i truciznami, które przeprowadził na sobie i na swoich uczniach, Hahnemann opublikował w 1819 roku "Organon sztuki leczenia", który stał się Biblią homeopatów.

Można przyjąć, że Hahnemann miał mnóstwo dobrej woli, wiedząc jak niewielka była wówczas wiedza naukowa. Lecz dziś postęp wiedzy na temat przyczyn chorób. jest taki, że nie ma w nim miejsca na zasady leczenia podobieństwami. Chorobę leczy się oddziaływując na jej przyczynę, a nie na objawy. Żaden naprawdę działający lek nigdy nie potwierdził zasady podobieństwa. Czyż antybiotyk powoduje u człowieka objawy choroby, którą ma leczyć?

Aby uniknąć szkodliwego działania używanych składników, Hahnemann dokonał rozpuszczenia. Stało się to regułą, której przyczyną jest oczywista konieczność. Zostanie ona uzasadniona post factum.

Homeopata rozpoczyna działania uzyskując podstawowy produkt poprzez namoczenie w wodzie na przykład ziaren kawy. Następnie jedną kroplę zawiesiny miesza z 99 kroplami rozpuszczalnika (wody lub rzadziej alkoholu). Uzyskuje się w ten sposób. rozcieńczenie określane jako 1CH. Następnie jedna kropla produktu mieszana jest z 99 kroplami rozpuszczalnika aby otrzymać 2CH. I tak dalej aż do 30CH, co jest obecnie granicą rozpuszczania preparatów homeopatycznych. W przypadku 30CH rozcieńczenie jest rzędu 10-60. Dla tych, którzy są nieco na bakier z matematyką, nie oznacza to nic. Dla zobrazowania można powiedzieć, że odpowiada to rozpuszczeniu jednej łyżeczki czegoś w objętości odpowiadającej mniej więcej basenowi o długości brzegu milion razy większej niż odległość Ziemi od Słońca.

Obliczając inaczej, w oparciu o zasady chemii organicznej, liczby Avogadro, można stwierdzić, że nawet przy założeniu, że substancja początkowa składa się wyłącznie z elementów aktywnych (co jest dalekie od rzeczywistości, bo składa się już ona głównie z rozpuszczalnika), to przy rozcieńczeniach powyżej 12CH w substancji NIE MA ANI JEDNEJ AKTYWNEJ MOLEKUłY. Twierdzenia, że nasza znajomość materii nie jest doskonała jest zwykłą demagogią bądź niekompetencją. Fizycy od dawna przekroczyli barierę molekuły i atomu, by badać cząstki elementarne. W dziedzinie biochemii, bo o tym jest mowa w homeopatii, nie potrzeba schodzić do poziomu cząstek elementarnych.

Za przykład niech nam posłuży słynny lek Occillococinum sprzedawany w aptekach w celu leczenia pierwszych objawów grypy i kataru. Rozpuszczany jest do poziomu 200 CH(!). Jego "elementem aktywnym" jest mieszanka serca i wątroby kaczki. Szansa trafienia na 1 molekułę "elementu aktywnego" wynosi 1/10-400. Odpowiada to szansie trafienia na JEDNĄ cząstkę wśród 10 000 000 000 000 000 000 000 000 000 000 000 000 000 000 000 000 000 000 000 000 000 000 000 000 000 000 000 000 000 000 000 000 000 000 000 000 000 000 000 000 000 000 000 000 000 000 000 000 000 000 000 000 000 000 000 000 000 000 000 000 000 000 000 000 000 000 000 000 000 000 000 000 000 000 000 000 000 000 000 000 000 000 000 000 000 000 000 000 000 000 000 000 000 000 000 000 000 000 000 000 000 000 000 000 000 000 000 000 000 000 000 000 000 000 000 000 000 000 000 000 000 000 000 000 000 000 000 000 000 000 000 000 000 innych cząstek.

Ta monstrualna liczba, jeden i czterysta zer to mniej więcej cztery razy więcej niż całkowita liczba cząstek we Wszechświecie. W wydaniu z 17 lutego 1997 "U.S. News & World Report" napisał, że jedna zabita kaczka wystarcza na wyprodukowanie specyfiku Occillococcinum w takich ilościach, że zostanie sprzedany za 20 milionów USD. Opłacalny interes.

Trudno mieć do Hahnemanna pretensje o niewiedzę na temat barier teoretycznych nieznanych w czasach, gdy żył. Zauważył on jednak niejasności wynikające z wielokrotnego rozcieńczania i stwierdził, że przy każdej operacji rozpuszczania produkt należy wstrząsać. Wstrząsać raz przy pierwszym rozcieńczeniu, dwa razy przy drugim i tak dalej, i tak dalej.

Wstrząsania kompensują brak składnika aktywnego w substancji. Dzięki nim w rozpuszczalniku pozostaje jej ślad. Możemy sobie darować wyjaśnianie absurdalności takiego podejścia, warto jednak zauważyć, że większość homeopatów twierdzi, że im bardziej produkt jest rozpuszczony, tym jest skuteczniejszy.

Kolejną zasadą homeopatii jest założenie, że przebieg choroby uzależniony jest od predyspozycji chorego. Nic dodać, nic ująć, jest to oczywiste dla każdego terapeuty. Odkrycia w dziedzinie genetyki jasno to potwierdzają. Tak jest, ludzie nie rodzą się równi wobec chorób. Tyle, że cechy charakteru badanej osoby często mają niewiele wspólnego z przyczynami i diagnozą choroby. Dają natomiast choremu fałszywe poczucie personalizacji jego przypadku.

Lecz przecież ci, którzy w to wierzą i tak powiedzą: gadać można dużo, bo najważniejsze, że to działa...

Co najśmieszniejsze skuteczność homeopatii uznana jest za stosunkowo ograniczoną nawet przez samych homeopatów. Otóż według nich samych, homeopatia jest metodą terapeutyczną, która leczy wszelkie schorzenia, pod warunkiem, że nie są to uszkodzenia fizjologiczne, choroby psychiczne i inne poważne patologie. Czyli jest to leczenie zdrowych, którzy myślą, że są chorzy. Oczywiście w takim przypadku to działa... Czemu działa? Działa dzięki efektowi placebo. Są oczywiście tacy homeopaci, którzy twierdzą, że ich metody leczą wszystko. Wszystko, to znaczy wszystko. U niemowląt: kolki, wyrzynanie zębów, łagodne infekcje i przeziębienia, u dorosłych nowotwory, zapalenia stawów, a w jednym z hospicjów londyńskich nawet AIDS. Leczy się również emocje przedegzaminacyjne i obawę przed lotem samolotem.

Wielu homeopatów twierdzi, że ludzi można podzielić na pdstawie kryteriów, które można by połączyć z rodzajami terapii homeopatycznych. Terapie te mają być skuteczne w bardzo wielu problemach zdrowotnych. Powinny więc być przepisywane odpowiednio do "podstawowego typu" pacjenta, trochę na zasadzie astrologicznych typów charakteru. Typ "Ignatia" na przykład, to osoba nerwowa, płaczliwa, nie tolerująca dymu papierosowego. Typ "Pulsatilla" to młoda kobieta, blondynka lub szatynka, o niebieskich oczach, delikatnych rysach, miła, płochliwa, romantyczna i czuła. Typ "Nux Vomica" ma być agresywny, ambitny i bardzo aktywny. Typ "Siarka" to człowiek niezależny itp, itd. "Typy" te odpowiadają nazwom specyfików homeopatycznych.

Kiedyś wszystko było proste. Z jednej strony było ciało, domena lekarza. Z drugiej strony dusza, domena psychiatry bądź księdza. Wynalazek chloroplazminy, pierwszego specyfiku psychotropowego zupełnie zmienił ten układ. Dusza jest również siedliskiem reakcji biochemicznych, a działanie różnorodnych neuroprzekaźników i neurohormonów (acetylocholiny, noradrenaliny, dopaminy, serotoniny itp.) determinuje nasz stan psychiczny. A okazuje się, że stan ducha wpływa na stan ciała. Stres może spowodować wrzód na żołądku i kamienie żółciowe. Ale działa to i w drugą stronę, duch może również leczyć. To jest właśnie efekt placebo. Według badań klinicznych potrafi on wyleczyć od 20 do 70% patologii.

W związku z tym po to aby lekarstwo mogło być uznane za skuteczne, musi przejść przez skomplikowaną procedurę testów. Pozwoli ona wykluczyć wpływ efektu placebo na wyleczenie. W trakcie testu pacjentów dzieli się na dwie grupy. Jedna dostaje badane lekarstwo, druga dostaje placebo. W obu przypadkach specyfik wygląda tak samo. Dodatkowo osoby, które mają kontakt z pacjentami nie wiedzą, co pacjent przyjmuje: placebo czy lek. To wiedzą jedynie członkowie ekipy badawczej nie mający kontaktu z pacjentami. Tę metodę eksperymentalną nazywa się podwójną ślepą próbą.

Literatura homeopatyczna, finansowana przez francuskie laboratoria Boiron i Dolissos pełna jest relacji z prób skuteczności. Żaden, podkreślmy to słowo, ŻADEN niezależny badacz nigdy nie powtórzył publikowanych badań. A przecież skuteczność metod naukowych musi być potwierdzona przez niezależnych badaczy po to, by mogły być uznane.

Gdy badacz realizuje coś, co uważa za postęp, proponuje uznanemu, międzynarodowemu wydawnictwu fachowemu opublikowanie wyników swych badań w formie artykułu naukowego. Publikacje takie mają skądinąd bezpośredni wpływ na przebieg kariery każdego naukowca. Niezależna grupa recenzentów, składająca się z poważnych naukowców czyta artykuł, przeprowadza ewentualnie kontrolę i decyduje, czy artykuł ma być opublikowany. Następnie, i to jest najważniejsze, laboratoria pracują nad tematem przeprowadzając oczywiście te same eksperymenty, by potwierdzić, bądź podważyć ich wyniki. Jeśli wyniki są obalone, kariera autora jest zakończona. W przeciwnym przypadku wszyscy zaczynają wykorzystywać jego badania w swoich programach naukowych. Postęp naukowy porusza się drogą wspólnych badań i wspólnej kontroli wyników. Jest to jedyna metoda obrony przed szarlatanami.

Pierwsza próba terapeutyczna homeopatii, oparta na, jak się wydaje, poprawnej metodzie badawczej, została przeprowadzona w czasach III Rzeszy. Rudof Hess powierzył doktorowi Fritzowi Donnerowi, homeopacie, zadanie kontroli programu badań, który, musimy być szczerzy, miał być obiektywny. Próby prowadzone na wielką skalę zostały przerwane w 1939 roku. Dr Donner zebrał i podsumował ich wyniki po wojnie. Napisał: "... nie udało się uzyskać w eksperymentach jakiegokolwiek sukcesu, który można by przypisać metodzie homeopatycznej, pomimo mimo przeznaczonych środków". Oczywiście żadne wydawnictwo homeopatyczne nie opublikowało tekstu dr Donnera.

Wiele jeszcze było prowadzonych badań i eksperymentów. Jednakże żadne z nich, jeśli tylko były przeprowadzone w satysfakcjonujących warunkach, nie dały spodziewanych wyników.

Między 1985 i 1987 we Francji przeprowadzony został eksperyment, którego inicjatorem była pani Georgina Dufoix, ówczesny minister zdrowia. 13 grudnia 1985 podczas konferencji prasowej pani minister zapowiedziała podjęcie działań, które powszechnie zostały uznane w kołach naukowych za skandal.

Po pierwsze został stworzony program naukowego zbadania skuteczności dwóch specyfików homeopatycznych.

Po drugie powołana miała zostać komisja której zadaniem będzie stworzenie programu nauki homeopatii i akupunktury.

Po trzecie miała zostać powołana fundacja terapii alternatywnych, która dysponująca własną kliniką.

Środowiska naukowe przyklasnęły pierwszej propozycji. Jednakże zaskakujące było to, jak można uczyć i praktykować za pomocą metod, które dopiero mają być zbadane...

Pomimo protestów pani minister przygotowała odpowiednie dekrety i zorganizowała komisję mającą przeprowadzić testy. Weszło do niej pięciu naukowców jawnie związanych z laboratoriami homeopatycznymi oraz jeden statystyk. Niezależni naukowcy, którzy zgłosili swoje kandydatury, nie zostali przyjęci.

Następca pani Dufoix, który zajął jej miejsce po wyborach w 1986 roku, wycofał dekrety dotyczące punktu drugiego i trzeciego, pozwolił jednak na realizację eksperymentów nad lekami homeopatycznymi.

Wyniki zostały opublikowane w 1988 roku w czasopiśmie The Lancet. Badanie polegało na sprawdzeniu efektów specyfików Opium i Raphanus na poprawę procesu trawienia u pacjentów, którzy przeszli operację jamy brzusznej. Sześciuset pacjentów w 12 szpitalach zostało podzielonych na 4 grupy. Grupa pierwsza dostawała opium i raphanus, druga opium i placebo, trzecia placebo i placebo zaś czwarta nic (była to grupa testowa).

Wyniki nie wykazały żadnej wyraźnej różnicy między czterema grupami. To znaczy, tak naprawdę wyniki wykazały, że dwie grupy, które dostawały lekarstwa homeopatyczne wypadły nieco gorzej, ale różnice nie wykraczały poza margines dopuszczalny przez statystykę. Członkowie grupy badawczej podpisali protokoły testów, dodając zastrzeżenie, że wyniki te nie mogą być bazą do osądzania o ogólnej skuteczności homeopatii.

Skoro efekty testów terapeutycznych były niepomyślne, homeopaci postanowili zaatakować na bazie teorii.

Wielokrotnie przeprowadzano próby naukowego wykazania skuteczności substancji wysoce rozcieńczonych. Szczególnym przypadkiem były działania dr Jacques'a Benveniste z francuskiego centrum badań naukowych.

30 czerwca 1988 znany angielski tygodnik Nature opublikował komunikat dr Benveniste i jego współpracowników. Rada naukowa Nature, która dostała artykuł już dwa lata wcześniej wyraziła jak najdalej idące zastrzeżenia co do jego wartości. Wydała jednak zgodę na publikację pod warunkiem, że opublikowane dane zostaną zweryfikowane. Wysłano komisję, która miała obserwować eksperymenty. 4 lipca przybyła ona do laboratorium dr Benveniste. Składała się z dwóch naukowców oraz iluzjonisty, Jamesa Randi. Obecność iluzjonisty spowodowana była podejrzeniem, że w laboratorium doszło do oszustwa.

Bazą eksperymentów dr Benveniste było twierdzenie, że wysoce rozcieńczone immunoglobuliny kozy oddziaływały na bazofile ludzkie. Miało to wykazać, że wysokie rozcieńczenie nie tylko nie osłabia działania immunoglobulin, lecz przeciwnie, wzmacnia je. A skoro nikt nie przeczy, że w tak wielkich rozcieńczeniach nie może być już ani odrobiny elementu aktywnego, oznacza to, że "woda zapamiętuje".

Prowadzone przez pięć dni, pod uważnym okiem ekspertów, eksperymenty zakończyły się całkowitym fiaskiem. 28 lipca Nature opublikowała raport pod tytułem "Eksperymenty na wysokich rozcieńczeniach są iluzoryczne". Później pojawiły się nawet oskarżenia o oszustwo. (Nature z 27 października 1988, str. 763)

Próby jednak były powtarzane, i nadal będą tak długo, jak długo będzie w tym wszystkim chodziło o ogromne pieniądze.

Jest w tym wszystkim jednak pewien problem. Niektórzy mogą powiedzieć, że skoro homeopatia jest bezskuteczna, to czemu tylu prawdziwych lekarzy ją praktykuje.

Wyjaśnienie tego zjawiska należy zacząć od stwierdzenia, że akademie medyczne nie uczą i nie wydają w dziedzinie homeopatii żadnych dyplomów. Homeopatii uczy się jedynie w prywatnych szkołach, finansowanych przez laboratoria homeopatyczne. Odbywa się to często w lokalach wynajmowanych od różnych szkół medycznych, co powoduje mnóstwo nieporozumień.

Natomiast jeśli chodzi o farmaceutów, to skoro sprzedają oni specyfiki homeopatyczne, trzeba dostarczyć im pewnej ilości "informacji". Homeopaci i ich poplecznicy korzystają z tego i pod pozorem merytorycznych wykładów dla niedoświadczonych studentów propagują wiarę w irracjonalne metody leczenia..

Jak jednak wytłumaczyć zainteresowanie homeopatią wśród lekarzy, którzy są przecież ludźmi nauki? Chyba jedynym wytłumaczeniem może być ekonomiczna strona ich zawodu. Każdy wie, że lekarze zarabiają mało, zbyt mało w stosunku do pracy, jaką wykonują. Homeopatia, a właściwie zainteresowanie, jakie wzbudza wśród coraz szerszych kręgów społeczeństwa dają szansę na dodatkowe zarobki. Wpisanie na tabliczce na drzwiach słów "Homeopatia, Naturoterapia, Aromatoterapia" i tym podobnych zapewnia znaczne zwiększenie dochodów. Nie należy jednak zakładać, że lekarz, określający się jako specjalista homeopata jest szarlatanem. Lekarz potrafi odróżnić pacjenta, który jest poważnie chory od pacjenta z katarem czy niegroźnym kaszlem. Pierwszy i tak będzie leczony metodą klasyczna, do której homeopata doda "zdynamizowane przez wstrząsanie" granulki. Gdy wyzdrowieje będzie oczywiście twierdził, że stało się tak dzięki homeopatii.

Dodajmy, że każdy lekarz ma prawo dopisać na drzwiach od gabinetu "Homeopata".

Co do farmaceutów problem jest podobny. We wszystkich witrynach aptek znajdujemy reklamy specyfików w granulkach, co zdecydowanie wpływa na zwiększenie obrotów. Obrotów, bo klienci leczą się sami bez żadnego ryzyka dla zdrowia. A reklama nie ogranicza się do witryn - robiona jest regularnie przez media, które najczęściej ze względu na niewiedzę promują irracjonalizm medyczny, nie zdając sobie sprawy jak wiele złego mogą w ten sposób zrobić.

Pisma kobiece na całym świecie są jednymi z głównych propagatorów irracjonalizmu. Trudno z tym walczyć, cuda zwiększają sprzedaż. Często są one dofinansowywane przez lobby homeopatyczne, które nie szczędzi wysiłków, aby zainteresować jak najszersze rzesze czytelniczek. Przecież to one, w przeważającej większości decydują o metodach leczenia w rodzinie.

Warto jednak zastanowić się nad rolą poważnych gazet, rozgłośni radiowych i telewizyjnych, które rzucają się jak sępy na wszelkie "cuda" medyczne nie zastanawiając się nad zastrzeżeniami świata nauki. Jeśli zaś po jakimś czasie prawda wychodzi na jaw, nikt już o tym nie mówi ani nie pisze. Można zrozumieć, że tajemnice i cuda bezpośrednio wpływają na liczbę sprzedanych egzemplarzy i na liczbę słuchaczy i widzów, ale można by się spodziewać więcej rozwagi ze strony poważnych środków masowego przekazu, szczególnie jeśli oszuści są demaskowani.

Powiedzmy sobie jasno: homeopaci, w przytłaczającej większości są ludźmi i lekarzami odpowiedzialnymi. Pacjentów, którzy pojawiają się u nich z poważnymi schorzeniami, kierują do specjalistów (co z pewnością wpływa na stosunkowo łagodny stosunek lekarzy specjalistów do homeopatii). Jednakże ich działania mogą opóźnić leczenie poważnych schorzeń. Wielu lekarzy zna przypadki pacjentów, którzy zbyt późno zabrali się za leczenie właśnie ze względu na stosowanie homeopatii i innych metod "naturalnych". Jest to szczególnie widoczne w przypadku specjalistów w najtrudniejszych dziedzinach, jak onkologia i hematologia oraz choroby oparte na zjawisku autoagresji.

Ponadto sam fakt istnienia "poważnych" homeopatów jest kaucją dla wszelkiej maści szarlatanów, od których roi się wszędzie.

Homeopatia rozwijała się szczególnie w XIX wieku, gdy nie było wielu skutecznych terapii. Dziś w Europie jej bastionem jest Francja, gdzie znajdują się największe laboratoria. Ich obroty liczone są w miliardach franków francuskich. Na pierwszym miejscu stoi Laboratorium Boiron, utworzone w 1932 roku przez Christiana Boiron. Szczodrze finansuje ono próby teoretycznego i eksperymentalnego udowodnienia skuteczności homeopatii. Zalewa media reklamami, finansuje popularną prasę paramedyczną. Laboratorium posunęło się nawet do oskarżenia francuskiego wydawnictwa popularno-naukowego Science et Vie o oszczerstwo za artykuł, który oceniło jako zbyt krytyczny. Sąd oddalił pozew, ale trzeba zaznaczyć, że była to chyba pierwsza w historii próba rozwiązania sporu naukowego przed sądem. Jednym z bardziej spektakularnych dokonań laboratorium było opublikowanie w 1994 roku w The Lancet artykułu Dr Davida Reilly pod tytułem "Czy można powtórzyć dowody na skuteczność homeopatii?". Zakończeniem artykułu było następujące zdane: "wyniki badań udowadniają, że homeopatia działa, choć w sposób jeszcze nie wyjaśniony". Dokładne zbadanie warunków eksperymentu, które zostało przeprowadzone przez Science et Vie pokazuje, że artykuł w Lancecie, opisujący działanie homeopatii na astmę oskrzelową, jest bezwartościowy. Oto dlaczego:

Po pierwsze badania przeprowadzone zostały na dwóch grupach 28 i 13 pacjentów, podczas gdy tablice statystyczne wykazują, że po to, by takie badanie mogło być miarodajne, potrzeba ponad 120 osób.

Wybrano chorych o bardzo niewielkiej astmie.

Astma jest chorobą niejednorodną etiologicznie, to znaczy nie jest to zawsze jedna i ta sama choroba u każdego pacjenta.

Autorzy badań nie podkreślili ogromnego wpływu stanu psychicznego na reaktywność oskrzeli. Astmatykowi wystarczy czasami niewielki stres, by dostał ataku, przekonanie zaś o leczeniu nowym specyfikiem może bardzo dodatnio wpłynąć na jego stan.

Statystyczna poprawa grupy opierała się na wynikach zaobserwowanych na jednym pacjencie.

Wszyscy pacjenci kontynuowali normalne leczenie.

Warto natomiast zbadać, kim jest dr Reilly i czemu Lancet opublikował tak wątpliwej jakości artykuł?

Okazuje się, że jest to homeopata, badania zaś zostały sfinansowane przez Fundację na Rzecz Badań Homeopatycznych (we współpracy z laboratorium Boiron) i King's Fund (fundację rodziny królewskiej, otwarcie popierającą homeopatię). Wyjaśnia to przy okazji dlaczego The Lancet opublikował artykuł bez przedstawienia go komitetowi recenzentów - chodziło po prostu o nie narażenie się rodzinie królewskiej.

Laboratorium Boiron niezmordowanie walczy o udowodnienie nieudowadnialnego posuwając się do przedstawiania sfałszowanych dowodów.

Jeśli ktoś ma ochotę udać się do szamana, bioenergoterapeuty, homeopaty, maga filipińskiego, czy innego cudotwórcy, jest to jego sprawa. Ważne jest jednak, by wiedział, co robi. Kościół przestał ostatnio wypowiadać się na temat cudownych uzdrowień i być może nowoczesny szamanizm zastępuje w naszych umysłach brak cudów i magii.

Homeopatia nie chce być traktowana jako magia. Stroi się w pióra szacowności, twierdzi, że jest medycyną. Jednakże jeśli przyjrzeć się jej bliżej, homeopatia ma w sobie cechy sekt. Jest guru - Hahnemann, kapłani - homeopaci, wierni, i oczywiście pieniądze.

Jeśli ktoś uzna, że jest to przesada, przypomnijmy, że to właśnie homeopata, Luc Jouret, był twórcą i guru Świątyni Słonecznej, której końcem były zbiorowe samobójstwa członków w Szwajcarii, Kanadzie i Francji.

Wychodząc z założenia, że lepiej wiedzieć, niż nie wiedzieć, zastanówmy się, zanim kupimy słodkie granulki. Ale jeśli komuś one odpowiadają, niech się nimi objada i niech mu pójdą na zdrowie. Pamiętajmy jedynie o tym, że można utyć, bo to jest cukier. I tylko cukier.

Tak więc z tą homeopatią to nie wszystko jest takie piękne, jakby niektórzy chcieli. Może to nawet być, jak widzieliśmy, szkodliwe. Papierosy też są szkodliwe. Ale na reklamach papierosów są zawsze napisy ostrzegające. Na niektórych lekach też. Czy nie warto byłoby więc doprowadzić do tego, że na tubkach homeopatycznych pojawiłyby się napisy w stylu:

"Branie tego specyfiku źle wpływa na zdrowy rozsądek".

"Nie należy nadużywać bez zasięgnięcia opinii dozorcy."

"Przed użyciem splunąć za siebie przez lewe ramię."

(Czekamy na dodatkowe pomysły)

Adam Pietrasiewicz  



 

Oto artykuł, który redakcja Biuletynu Sceptycznego znalazła na stronach WWW. Jest to pean na cześć homeopatii, który skomentowaliśmy w celu przybliżenia Czytelnikom problemu, aby mogli dobrze zrozumieć na czym polega to oszustwo. Komentarze Redakcji zapisane są kursywą.

Homeopatia - naturalny sposób leczenia


Przedstawiamy jedną z metod leczenia, jaką jest homeopatia. Jej zasady były znane już Grekom. Hipokrates, nazywany “ojcem medycyny”, pięć wieków przed Chrystusem wskazywał na istnienie podobieństwa pomiędzy działaniem toksycznym a terapeutycznym niektórych substancji.

Zasady homeopatii nigdy nie byly Grekom znane. Mamy tu do czynienia z czystym fałszerstwem historycznym. Homeopatia i jej zasady powstały w XIX wieku.

Jednak dopiero od ok. 200 lat stosuje się homeopatię jako praktyczny system leczenia. Niemiecki lekarz Chrystian S. Hahnemann odkrył na nowo i wyjaśnił podstawy oraz sformułował zasady medycyny homeopatycznej. W książce “Organon” wyłożył podstawy filozoficzne swojej metody leczenia.

Zasady leczenia, czyli terapia nie musi posiadać żadnych podstaw filozoficznych. Musi być skuteczna.

Słowo "homeopatia" zostało stworzone przez połączenie dwóch greckich słów : homoion- podobne i pathos- cierpienie. Jest to wyrażenie myśli, że “Podobne należy leczyć podobnym” (Similia similibus curantur). Ta podstawowa zasada zwana jest przez homeopatów prawem podobieństw. Oznacza ona, że każda substancja, która może zaszkodzić organizmowi, może mu również pomóc, pod warunkiem, że zażywa się ją w odpowiednio małych i przez to bezpiecznych dawkach.

Nigdy, nigdzie zasada Similia Similibus Curantur nie została udowodniona. Wrecz odwrotnie - tzw "prawo podobieństw" jest zwykłym wymysłem Hahnemanna nie podpartym żadnym dowodem ani badaniami.

Zgodnie z zasadami homeopatii każdy lek jest wielokrotnie rozcierany lub rozcieńczany i wstrząsany. Naprzemiennie lek się rozcieńcza i wstrząsa na każdym etapie jego przygotowania, nazywa się to potencjalizacją.

"Potencjalizacja" jest pojęciem nie mającym żadnego związku z czymkolwiek, poza homeopatią. Jest to piękny przykład tworzenia pseudonaukowego słownictwa w celu zrobienia wrażenia na pacjencie (kliencie).

Ostatecznie lek otrzymuje postać pigułki sporządzonej z obojętnej substancji nośnikowej, roztartej z lekiem o właściwej potencji.

Lek o "właściwej potencji"? Właściwej czemu?

Pojemniki z pigułkami opatrzone są etykietą z nazwą leku, liczbą i literą. Liczba oznacza ilość kolejnych rozcieńczeń, a litera proporcje, w jakich zostały one dokonane i, choć brzmi to paradoksalnie, im bardziej rozcieńczony lek, tym silniejsze jest jego działanie.

Oczywiście zwolennicy homeopatii przyjmują bezkrytycznie tego typu twierdzenia, ale wystarczy się tylko zastanowić, by zrozumieć absurdalnośc ostatniego twierdzenia. To nie brzmi paradoksalnie - to jest absurdalne.

W przypadku potencji rzędu 9 C lek może nie zawierać już ani jednej molekuły substancji wyjściowej. Oznacza to, że ich oddziaływanie wykracza poza plan fizyczny - w dziedzinę procesów czysto energetycznych.

Co to znaczy "w dziedzinę procesów energetycznych"? Nie ma takiego pojęcia, procesy energetyczne potrzebują nośnika, jeśli go nie ma, nie ma też żadnych procesów.

Leki homeopatyczne zawierają “pamięć” o właściwościach substancji wyjściowej, mającą charakter energetyczny.

W czym zapisana jest owa "pamięć"?

Pamięć leku oddziaływuje na coś w naszym ciele, co uruchamia zdolność organizmu do odzyskania zdrowia.

"Pamięć oddziaływuje".... "oddziaływuje na COŚ".... Bez komentarza.

Hahnemann tajemnicze “coś” nazwał siłą żywotną, energią duchową. Właściwe lekarstwo pomaga pobudzić od zewnątrz siłę żywotną organizmu i jego zdolność do samouzdrawiania. Struktura leku jest więc nośnikiem informacji dla psychiki organizmu.

Struktura leku, czyli glukoza bądź amidon. W specyfikach homeopatycznych nie ma niczego innego. Nie istnieje nic takiego, jak energia duchowa.

Zasadniczym znaczeniem dla homeopatii jest holistyczne podejście do leczenia. Każdy człowiek choruje inaczej, nawet jeśli nazwa choroby jest ta sama. Dobry homeopata uważnie obserwuje pacjenta, zwraca uwagę zarówno na objawy, jak i na to, w jaki sposób dany pacjent reaguje na nie. Bierze również pod uwagę naturę i osobowość chorego, co daje całościowy obraz choroby.

I co z tego? Przeciez KAŻDY dobry lekarz to robi.

Kurację homeopatyczną można całkowicie bezpiecznie łączyć z lekarstwem tradycyjnym, nie modyfikuje ona działania leku. Możliwa jest natomiast sytuacja odwrotna - tradycyjne leki mogą niwelować działanie środków homeopatycznych.

Bardzo dobrze jest łączyć kurację homeopatyczną z lekami tradycyjnymi, bo gdy chory wyzdrowieje, to zapewne powie, że to dzięki homeopatii, jeśli zaś nie wyzdrowieje, to homeopata powie, że to tradycyjne leki zlikwidowały działanie specyfiku homeopatycznego. Bardzo praktyczne, skuteczne podejście do sprawy. Homeopatia działa zawsze!

Homeopatia jest jedną z metod naturalnego leczenia. Homeopaci są przekonani, że jeśli jest to możliwe - organizm powinien wyleczyć się sam dzięki własnym siłom uzdrawiającym.

Wszyscy lekarze tak uważają.

Jeżeli tak się nie dzieje, homeopatia może być dodatkowym czynnikiem pobudzającym naturalne siły obronne organizmu. Umiejętnie stosowana może pomóc w uruchomieniu wewnętrznego, samoregulującego się procesu, który prowadzi do odzyskania zdrowia.

Homepatia w takim samym stopniu jak nakładanie rąk, pielgrzymka do Częstochowy czy do Lourdes, Medytacja Transcendentalna czy dieta bananowa. Efekt placebo jest ważnym zjawiskiem, o którym zwolennicy tzw "medycyn alternatywnych" wydają się wciąż zapominać.

Homeopatia jest uznaną przez medycynę konwencjonalną metodą leczenia i zdobywa coraz szersze grono lekarzy specjalistów praktykujących w tej dziedzinie.

Homeopatia NIE JEST UZNANĄ PRZEZ MEDYCYNĘ KONWENCJONALNĄ METODĄ LECZENIA! To jest kłamstwo!

Leki homeopatyczne są od wielu lat dopuszczone do obrotu aptecznego, można je kupić w trzech aptekach na terenie Wrocławia.

Oczywiście, że są dopuszczone, bo czemu nie dopuścić do sprzedaży cukrowych czy amidonowych kuleczek? To napewno nie zaszkodzi.

Krytykował

Adam Pietrasiewicz


Powrót do strony głównej