Echa listy dyskusyjnej

Oto, o czym dyskutujemy na liście dyskusyjnej - oto kilka fragmentów dyskusji, w celu zachęcenia Czytelników do przyłączenia się do naszej listy.



>To prosze zacznij od wyjasnienia kim jest sceptyk. Czy sceptyk
>to ktos kto tylko zajmuje sie podwazaniem sensu magii, zjawisk
>paranormalnych, astrologii, UFO itp...? Jak daleko moze posunac
>sie w swoim sceptycyzmie sceptyk, aby nadal byc sceptykiem, a
>nie stac sie tym kogo zwalcza: jakims wyznawca zabobonow? Czy
>jesli powatpiewam w to, czy ludzie naprawde byli na Ksiezycu
>(sa teorie, ze to byla mistyfikacja), to jestem sceptykiem czy
 >tez jestem podobny to tych co wierza w UFO?

Moj sceptycyzm odnosi sie, jak mozna zauwazyc w Biuletynie Sceptycznym, glownie do wierzen zwiazanych ze zjawiskami tzw paranormalnymi. Nie mam nic przeciwko temu, zeby ktos inny uznawal za sceptycyzm cos innego.

Napisalem definicje (jak ja to widze) sceptyka w Biuletynie - jest to czlowiek, ktory uwaza, ze jesli ktos twierdzi, ze istnieja jakies niezwykle zjawiska, to musi przeprowadzic dowod tego, co twierdzi. I dowod musi byc tym bardzij mocny, im bardziej zjawisko ma byc niezwykle.

Co do pobytu ludzi na Ksiezycu, moim skromnym zdaniem dowod zostal przeprowadzony. Ale jesli masz inne informacje na ten temat - bardzo prosze, jestem ciekaw.

> Jak ktos nam opowie, ze widzial ducha, czy UFO, to latwo nam mu
> nie uwierzyc. Byc takim sceptykiem to nie sztuka. Ale jak ktos
> nam opowie, ze rozmawial z czlowiekiem, ktory zrobil cos
> prawdopodobnego (np. kapal sie 5 min w przereblu), to raczej mu
> wierzymy. I wtedy zazwyczaj wpadamy w duzo bardziej szkodliwa
> pulapke niz gdybysmy uwierzyli temu pierwszemu, ze widzial
> ducha, czy UFO.

Problem w tym, ze mnostwo ludzi wierzy w to, ze duchy istnieja. A kapiacych sie w przereblu widzialem (tak jak i chodzacych po rozzarzonych weglach), wiec uwazam, ze nie musze w to wierzyc. A co do innych roznych zjawisk, to ja bym chcial, zeby mi to pokazano.

Na przyklad wplyw pelni ksiezyca na zwiekszenie liczby zbrodni. (Akurat to zbadalem - nie ma zadnego).

> Reasumujac: czy sceptycy nie powinni raczej zajac sie
> powatpiewaniem i sprawdzaniem roznych danych sluzacych do
> uzasadniania roznych rozwiazan prawnych czy politycznych, niz
> podwazaniem wiary w duchy czy w UFO?
(...)
Nie do konca jestem o tym przekonany. Sadze, ze upowszechnienie zdrowego rozsadku bedzie mialo wplyw na calosc naszego podejscia do swiata.

> Wiara w duchy, UFO, zjawiska paranormalne itp... to niegroznie
> dziwactwo - w zasadzie niczym sie nie rozni od zbierania
> znaczkow, czy sklejania modeli samolotow - takie hobby.
> Natomiast wiara w socjalizm i rozne falszywe dane uzasadniajace
> go jest realnym niebezpieczenstwem.

Niegrozne dziwactwo, powiadasz?

Nie sadze. Jest ono w pewien sposob podstawa rowniez wiary w socjalizm - przyjmujemy na wiare pewne zdania, ktore na pierwszy rzut oka wydaja sie oczywiste.

Przeciez tak oczywistym wydaje sie, ze ubogim powinno pomagac panstwo, ze panstwo powinno zapewnic prace ludziom itp, itd. Przekonanie o tym upowszechnilo sie dlatego, ze wszyscy tak mowia i ciagle to mowia.

To tak samo jak z UFO, astrologia, telepatia i tak dalej.

Sadze, ze jedno wiarze sie z drugim - ciagle wraca gdzies chec pozbycia sie odpowiedzialnosci za wlasny los - wiara w astrologie, to przekonanie, ze rzadza nami inne, wielkie sily, wiara w koniecznosc zapewnienia przez panstwo pracy dla wszystkich, to wynik checi pozbycia sie odpowiedzialnosci za wlasne zycie zawodowe.

> Czyli sceptyk w Twoim znaczeniu to ktos, kto powatpiewa w jakies
> zjawiska jesli nie przedstawi sie silnych dowodow. No ale jest
> wiele zjawisk na swiecie, w ktore sie wierzy bez uzasadnienia.
> Wszystkie media dzialaja w ten sposob: informacje podaje sie
> jako fakty i nie dowodzi sie ich. Dlaczego zatem domagasz sie
> dowodu jak slyszysz, ze ktos widzial ducha czy UFO, a nie
> przeszkadza Ci informacja o katastrofie kolejowej w Gwatemali
> podana bez dowodu? Rozumiem, ze kluczowe jest tu to slowo
> "niezwykle". No ale ludzie czesciej widza duchy niz leca na
> Ksiezyc. Dlaczego zatem lot na Ksiezyc mialby byc mniej
> niezwykly niz spotkanie z duchem?

Wydaje mi sie, ze nie do konca jest tak, jak piszesz. Otoz pobyt ludzi na Ksiezycu byl wynikiem pewnego procesu - obserwowalismy go, albo nasi rodzice go obserwowali, i byl to dosc naturalny proces zwiazany z rozwojem nauki i technologii. Dlatego tez sadze, ze mozna przyjac, ze ludzie tam byli.

W moim przekonaniu zaprzeczanie temu byloby, tak jak w przypadku UFO, wyznawaniem teorii spisku, ktory obejmuje ogromna liczbe osob. Trudno jest mi przyjac taka teorie.
(...)

> To samo moglo byc z wyprawa na Ksiezyc. Tylko kilka osob bylo na
> Ksiezycu, reszta - sterujaca tym wszystkim z Ziemi mogla zostac
> zmanipulowana. Czy istnieja silniejsze dowody na to, ze
> czlowiek byl na Ksiezycu, niz uwierzenie jakims ludziom?

Patrzac na otaczajacy mnie swiat zakladam, ze gdybym mial wystarczajace srodki materialne moglbym sam poleciec na Ksiezyc. To mi wystarczy. Skoro moge w dwie godziny poleciec do Brukseli na przyklad.

> Mysle, ze kluczowe w ocenie tych spraw jest zbadanie ewentualnej
> motywacji kogos kto oszukuje. Dlaczego ktos mialby oszukiwac,
> ze widzial duchy, albo byl na Ksiezycu? Jesli ma powod do
> oszukiwania, to mozna powatpiewac w jego swiadectwo - nalezy
> tym bardziej powatpiewac im wiecej jakichkolwiek korzysci odnosi
> ktos, kto nam o czyms opowiada, albo im wiecej szkod mozemy
> miec z uwierzenia mu.

Mysle, ze masz zbytnia tendencje do sprowadzania wszystkiego do bezposrednich korzysci materialnych. Sadze, ze ludzmi kieruja rowniez inne przyczyny - poza materialne, psychologiczne. Na przyklad przekonanie o swojej niezwyklosci - vide uzdrowiciele, przekonanie o swojej znikomosci - astrologowie, itp, itd.

Co do szkod, to jest podobnie - szkody moga byc materialne, albo pozameterialne.
(...)

> No i w tym caly problem. Sceptycy w Twoim znaczeniu zadaja
> dowodow na zjawiska niezwykle. Ale wszystko inne nie wymaga
> dowodu. Moge opowiadac dowolne, byle prawdopodobne, historie i
> nikt nie bedzie zadal dowodow.

Nalezy zwracac uwage na takie sytuacje. Jesli zauwazasz jakies stwierdzenie, ktore jest niezwykle, to trzeba je zbadac.

> A ja nie zadam dowodu ze wzgledu na niezwyklosc zjawiska, ale ze
> wzgledu na ewentualne korzysci albo straty zwiazane z
> uwierzeniem komus. Jesli ktos mi mowi, ze widzial ducha i nic
> mnie nie bedzie kosztowalo uwierzenie mu, to uwierze. Ale jesli
> ktos opowie mi rzecz prawdopodobna, ale skutkujaca jakimis
> kosztami dla mnie, to bede zadal dowodu.

Jak wyzej - problem w tym, ze koszty moga byc roznego rodzaju - tak samo materialne, jak i inne. Przywodcy sekt bardzo czesto powoluja sie na rozne nadprzyrodzone moce w celu zniewolenia ludzi. Udaje sie to, choc na pierwszy rzut oka trudno dopatrzyc sie tu korzysci materialnych. Oczywiscie koniec koncow, w 99% przypadkow chodzi o szmal, ale nie jest tak zawsze.

Sa ludzie, dla ktorych manipulacja innymi jest wystarczajaca nagroda.

Ja uwazam to za gorsze od wyciagniecia mi z kieszeni portfela przez kieszonkowca - pieniadze moge odzyskac, odpracowac, zas zdrowy rozsadek mozna stracic raz na zawsze.
 

> > Na przyklad wplyw pelni ksiezyca na zwiekszenie liczby
> > zbrodni. (Akurat to zbadalem - nie ma zadnego).
>
> No ale jakie praktyczne skutki ma taka teoria? Moze miec taka,
> ze w czasie pelni policja zwiekszy patrole. No i dobrze. A
> teoria, ze na liczbe zbrodni wplywa tylko wykrywalnosc, a nie
> surowosc kar, skutkuje obnizaniem kar. Jesli ta teoria jest
> falszywa to powoduje zwiekszenie ilosci zbrodni - co mi zagraza
> bezposrednio. A wiec taka teoria duzo bardziej zasluguje na
> zbadanie i na powatpiewanie w nia.

Tu chodzi o pewna ogolna tendencje - moim zdaniem rozpowszechnianie wiary w zjawiska niezwykle prowadzi koniec koncow do odmozdzenia. Mi sie to nie podoba sadze ze w tym samym stopniu jak Tobie manipulacja w celu zdobywania korzysci materialnych (np. w polityce). Koniec koncow efekt jest ten sam - ludzie przestaja myslec, a mysla za nich inni.
(...)
 

> Zgoda. Problem w tym, ze gdy walczysz ze zjawiskami
> paranormalnymi, to jest to walka miekka - przeciwnik nie bedzie
> sie ostro bronil - a nawet rozne wrozki moga widziec w Tobie
> sojusznika, ktory przez krytyke propaguje zjawiska
> paranormalne.

Och, tutaj musze Cie zapewnic, ze sie mylisz. Prowadze te walke, na wieksza czy mniejsza skale, od lat. Chadzalem swego czasu na rozne konferencje i wyklady wrozek i innych bioenergoterapeutow. (To jeszcze gdy mieszkalem we Francji. Skadinad chyba bede musial zaczac to robic w Warszawie - czy sa chetni do takich wypraw?)

Otoz na tych konferencjach w sposob jak najbardziej kulturalny, w czasie przewidzianym na pytania i dyskusje, zadawalem pytania, z ktorys dosc jasno wynikalo, ze ja mam trudnosci z uwierzeniem w to, co sie tu mowi.

Tak gwaltownych atakow, wlacznie z rekoczynami, nie spodziewalem sie zupelnie (na poczatku). Zastalem okrzykniety faszysta, idiota, itp, itd.

Jedna z wrozek, ktora organizowala konferencje, wezwala policje zeby mnie (i dwie osoby z naszego stowarzyszenia) usunac z sali. (Skadinad absolutnie bezprawnie, co nam przyznal sad). W kolejnych zapowiedziach swoich konferencji pisala, ze jest to konferencja prywatna i nie zyczy sobie ona imiennie naszej obecnosci - mam gdzies jeszcze wycinki z gazet.

Tak wiec sila emocji, jakie wiarza sie z paranormalnoscia moze byc bardzo wielka.

> W UFO malo kto wierzy szczerze.
> Nawet jesli z sondazy w USA wynika, ze 60% Amerykanow wierzy w
> UFO, to i tak nie jest to szczera wiara - z pewnoscia pokrajac
> by sie za to nie dali. A za socjalizm daliby sie pokrajac.

A wez czlonkow sekt? Totalnie odmozdzonych ludzi, ktorzy sa gotowi popelniac samobojstwo na bazie zapewnien guru?

Sadze, ze jedno jest warte drugiego.
(...)

> Zgoda. Jest tu pewne podobienstwo. Ale jest tez pewna roznica.
> Za socjalizm ludzie gotowi sa oddac zycie w walce, a za
> astrologie nie. Watpie czy w dzisiejszych czasach dalo by sie
> zorganizowac armie, ktora bylaby sklonna bronic wiary w
> astrologie. Dlatego wlasnie uwazam, ze astrologia to niegrozne
> dziwactwo.

Czy jest to dziwactwo? Z pewnoscia. Czy niegrozne? Nie jestem pewien. Laczy sie to na przyklad wiara w rozne takie zjawiska w medycynie, a to juz jest moim zdaniem grozne.

Moi znajomi lecza swoje dzieci homeopatia, i tylko homeopatia. W ten sposob jej dzieciaki na przeziebienie siedza w domu dwa tygodnie, podczas gdy inne dzieciaki dwa dni.

To jest grozne moim zdaniem.
====================================================================================
 
> Problem w tym, ze ja z kolei nie wierze, ze ludzie masowo
> szczerze wierza w duchy, astrologie, UFO itd... (...)

OOOOOO! Tu sie chyba mylisz. jestem uczestnikiem listy astrologia - widze, co ci ludzie pisza, i oczom nie wierze czasami. Chadzalem na spotkania wrozek i roznych takich - ci ludzie naprawde sprawiaja wrazenie ABSOLUTNIE przekonanych o swoich prawdach. Zarowno ci, ktorzy mowili o tym, jak i ci, ktorzy sluchali. Sadze, ze wiara w rozne, niezwykle zjawiska jest naprawde gleboka.
===================================================================================== > Chcialbym poprosic Pana [= = =] o pare slow na temat tego, jak
> widzi on przesady w sprawach medycznych.

(...) W tej chwili napisze wiec bardzo krótko jedna rzecz z wlasnych obserwacji: ludzie chorzy staja sie bardziej przes[on]dni niz wczesniej, gdy byli zdrowi.

Dzis uslyszalem od pacjenta rewelacyjna (choc smutna) opowiesc: zapytal sie mnie czy mozna sie zarazic smiercia od umarlego ! Pytanie zwalilo mnie z nog ;-)

Pacjent wyjasnil: jego szwagierka (40 lat) myla zwloki zmarlego ojca, i podczas tej czynnosci z ust trupa wyplynely "soki zoladkowe" i pobrudzily reke kobiety. W miesiac pozniej kobieta zmarla na raka(?) pluc. Z kolei jej zwloki dotylal moj pacjent (dwa dni temu) i tak sie przejal mozliwoscia "zarazenia" smiercia, ze poczul sie zle i przybiegl do przychodni przebadac sie. Podczas rozmowy udalo mi sie ustalic, ze zmarla szwagierka miala kontakt z azbestem! Co za ulga! ;-)

Gorzej, ze kontakt z tym samym azbestem mial tez moj pacjent..... :-(
=====================================================================================

> Teoria wzglednosci Einsteina i fizyka kwantowa Plancka tak
> bardzo przebudowaly podstawowe pojecia filozoficzne takie jak
> czas, przestrzen, oddzialywanie, przyczynowosc itd..., ze
> pojecia te przestaly byc intuicyjne i zdroworozsadkowe. W tym
> momencie astrologia nie tylko jest latwiejsza do zrozumienia,
> ale jest bardziej zdroworozsadkowa niz fizyka kwantowa czy
> teoria wzglednosci.

To prawda, ze nastapily zmiany. Natomiast co do "tajemniczosci" wspolczsnej nauki, to przyczyny tego nalezy szukac w trudnosci wyjasnienia nowoczesnych konceptow. Teorii Wzglednosci wyjasnic sie nie da przecietnemu zjadaczowi chleba - to zwykly problem jezyka. Wspolczsna nauka posluguje sie jezykiem, ktorego wlasciwie nie da sie przetlumaczyc na jezyk "ludzki". W tym kontekscie rzeczywiscie astrologia moze byc latwiejsza do zrozumienia.

> Powiesz, ze fizyka lepiej przewiduje przyszlosc niz astrologia.
> No, ale to jest tylko "lepszosc" statystyczna. Teoria
> wzglednosci tez lepiej przewiduje rozne zjawiska niz teoria
> Newtona, ale mimo to nie odrzucamy teorii Newtona, tylko
> mowimy, ze jest ona gorszym przyblizeniem rzeczywistosci. No to
> powinnismy to samo zrobic z astrologia - nie odrzucac jej
> calkowicie, tylko stwierdzic, ze duzo gorzej przewiduje
> przyszlosc niz wspolczesna nauka. No ale jakos przewiduje i
> jakis sens ma. Czyz nie?

To jest kwestia sporna - nie jest jasno okreslone co astrologia "moze". To zalezy od szkol, od trendow, od poszczegolnych astrologow. Jestem od roku czlonkiem listy "astrologia". Czytam sobie to, co tam pisza ludzie parajacy sie tym procederem. Nie ma zadnej zgody miedzy nimi na ten temat - sa rozne szkoly - astrologia zodiakalna, tropikalna itp. Niektorzy stosuja ja do grania w toto lotka, inni twierdza, ze jesli da sie cos przewidziec, to najwyzej ogolne tendencje. Ostatnio prosilem jednego z nich o zrobienie mi horoskopu. Dostalem bardzo dlugi tekst, z ogromna iloscia szczegolow, ktore po chwili analizy okazuja sie szczegolami bardzo ogolnikowymi. Astrologowie odmawiaja przedstawienia mi jakiegokolwiek eksperymentu, dzieki ktoremu mozna by cokolwiek sprawdzic. Czy astrologia ma sens? Zapewne tak - z pewnoscia w niektorych przypadkach astrolog moze pomoc swojemu klientowi - tak jak moze mu pomoc psychiatra czy psycholog - dajac nieco pewnosci siebie. Ale na Boga! Nie wolno dopuscic do tego, by ludzie zaczeli wierzyc, ze mamy do czynienia z NAUKA (przez duze NA).

=====================================================================================

> Jesli psychologia czy socjologia jest nauka, to astrologia tez.
> W kazdym razie dla mnie sa to dziedziny porownywalne co do
> metod dzialania i co do metnosci twierdzen, ktore glosza. Albo
> wszystko to jest nauka, albo nic. Ale na pewno nie mozna
> odmawiac naukowosci astrologii i jednoczesnie uznawac za nauke
> psychologie czy socjologie.
>
Astrologie mozna uznac za dzial filozofii. Czy filozofia to
> NAUKA (przez duze NA)?
Otoz nie.

Astrolodzy maja tendencje do przedstawiania swojej sztuki jako NAUKE SCISLA. To znaczy podporzadkowana pewnym, scisle opisanym regulom. Astrologia opiera sie na aksjomatach (np. szczegolny wplyw zodiaku i planet w momencie urodzin).

To nie ma NIC wspolnego z psychologia.

Nie chodzi mi o to, ze uwazam psychologie za nauke w tym samym stopniu co fizyke. Ale w psychologii mozna: obserwowac - notowac - porzadkowac - wyciagac wnioski - stawiac hipotezy - weryfikowac hipotezy - przedstawiac teorie - weryfikowac teorie.

Wezmy na przyklad odruch Pawlowa. (Jak sie pies slinil, to dzwonil dzwonek...) :-)

W astrologii, jak narazie, nie daje sie przeprowadzic badan, ktore mozna by okreslic jako obserwacje. Istnieja zalozenia, istnieja "wnioski", istnieja hipotezy, istnieja teorie, ale to wszystko nijak nie jest powiazane.

Najwazniejsze jest to, ze astrolodzy absolutnie odmawiaja odpowiedzi na pytanie - DLACZEGO.

Astrologowie, ktorych spotkalem, zgodni sa co do jednego - horoskopy z gazet to nie astrologia.

=====================================================================================

> A fizycy odpowiadaja na takie pytania? Dlaczego prawa fizyki sa > takie jakie sa?

Tu siegasz do samych fundamentow nauki. Oczywiscie, ze fizycy NIE WIEDZA dlaczego prawa nauki sa, takie, jakie sa, ale wiedza jakie mozna wyciagac wnioski z istniejacych praw. Potrafia je rowniez w sposob spojny opisac. Czyli w zasadzie obracaja sie w spojnym systemie, ktory poznaja.

Akurat trudno tu porownywac astrologie do fizyki - w astrologii nie sa opisane zadne spojne prawa - istnieja rozne astrologie w zaleznosci od kultur.

Czy slyszales kiedys o hinduskiej fizyce i chinskiej biologii?

> To co napisales, to nie jest zaden zarzut w stosunku do
> astrologow. Astrologia wykryla zaleznosci charakteru i losu
> czlowieka od ukladu planet i tyle. A dlaczego tak jest to jest
> inny problem.

Nie wykryla - astrologia zaklada te zaleznosc. Nie ma zadnych badan (statystycznych czy jakichkolwiek innych), ktore w sposob jednoznaczny ukazywaly by taka zaleznosc.
 
> Sam fakt, ze nie potrafie wyjasnic dlaczego jakies zjawiska
> grupuja sie nie swiadczy, ze te zjawiska nie grupuja sie.

Ale no to mi pokaz, ze sie grupuja - zapewniam, ze jedyne badania (Gaucquelin, na poczatku XXw) cierpia na jeden, bardzo powazny brak - zostaly zrobione na absolutnie nie reprezentatywnych grupach osob.

> Czy jesli nie bede potrafil wytlumaczyc dlaczego w czasie burzy
> najpierw widze blysk, a potem slysze huk, to nalezy powatpiewac
> w pioruny?

Wracam wciaz do tego samego - w przypadku piorunow mozna zbadac zwiazek przyczynowo skutkowy. W przypadku astrologii nie ma udowodnionego takiego zwiazku.
=====================================================================================

> to nalezaloby rowniez zwalczac wiare w krasnoludki, gnomy,
> elfy, smoki, sw. Mikolaja itd... A z tym sie juz nie zgadzam.
>Ta walka NIE powinna polegac np. na zniszczeniu badan
> i wiedzy astrologow, ale na tym, zeby odpowiednie rzeczy
> powkladac do odpowiednich szufladek. Czyli cala wiedze
> astrologiczna nalezy wlozyc do szufladki z napisem "bajki" i
> wystarczy.

I wlasnie o to chodzi! Przeciez my (a przynajmniej ja osobiscie) nie mamy zamiaru zmiesc homeopatii i homeopatow z powierzchi Ziemi! Nie chcemy ich wsadzac do wiezienia, torturowac (zwlaszcza, ze znam kilku i lubie), ani nawet palic ich ksiazek!

Tak jak sam Pan napisal - chcemy aby ich ksiazki trafily na wlasciwe polki w ksiegarnich, czyli na polki z oznaczeniem: "Fantastyka" lub "Basnie".

Poki co jednak stoja sobie one spokojnie pod szyldem "Medycyna", lub "Medycyna Naturalna".

[ dygresja: Czy to znaczy ze klasyczna medycyna jest "nienaturalna?" moze "nienormalna?" a moze "nad-naturalna" czy "pod-naturalna?" ;-) ... koniec dygresji ]

>Nadal twierdze, ze radiestezja, parapsychologia, astrologia
>itd... to niegrozne hobby tak jak zbieranie znaczkow czy
>klejenie modeli samolotow.

Nie moge sie zgodzic! Jesli ktos sobie zbiera znaczki to jego problem, jego pieniadze. Nie wyludza on od ludzi "kasy", mowiac: "Przyjdz, zobaczymy co dzis *mowia znaczki*, zaplacisz 100zl i powiem Ci co Cie czeka...."

A tak wlasnie robia te posepne panie "wrozki"!

Nie wsponinajac o homeopatii! Koncerny homeopatyczne, to nie grupka przyjaciol, ktorych laczy wspolne hobby! To ludzie wyciagajacy grube miliony (dolarow) od naiwnych, czesto chorych ludzi, sprzedajac im falszywa nadzieje pod postacia cukrowych granulek!

Jesli kilka takich koncernow zostaje hojnymi reklamodawcami w medycznym pismie, to chyba nie dziwi fakt, ze pismo takie baaaardzo niechetnie wydrukuje artykul krytycznie do homeopatii nastawiony.

>Po pierwsze odpowiednie zaklasyfikowanie roznych dziedzin
>wiedzy. Astrologia tak jak badanie zycia krasnoludkow jest
>wiedza - ale zupelnie inna wiedza niz fizyka. Jest wiedza
>bajkowa i jest wiedza naukowa. Trzeba odpowiednie rzeczy
>odpowiednio nazwac.

No wlasnie! Nikt nie uwaza krasnoludkow za realne obiekty badan naukowych (no, moze z wyjatkiem kilku osob, ktore mialem przyjemnosc poznac podczas praktyk w oddziale psychiatrycznym) ale niestety coraz wiecej ludzi nie odroznia lekow homeopatycznych od ziolowych lub nawet "klasycznych".

>Jest jeszcze drugi aspekt tego problemu: jest wiele ludzi,
>ktorzy nie interesuja sie poznaniem prawdy, nie sa dociekliwi i
>nie dysponuja mozliwosciami intelektualnymi pozwalajacymi
>odroznic rzeczywistosc od fikcji.

Nie chce nikogo urazic, ale takich jest chyba 90%! (Jako lekarz mam na co dzien dosc pelny przekroj spoleczny w gabinecie) - na argument "zalezy od gabinetu" - odpowidam, owszem, ale mialem przyjemnosc pracowac lub raczej szkolic sie w ogromnej ilosci roznych gabinetow w roznych miejscach.


Powrót do strony głównej