Jak i dlaczego dajemy sie podejść?

Tak jak iluzjoniści są tylko prestidigitatorami, tak i zwolennicy paranormalności uprawiają swoistą prestidigitację umysłową, serwując nam sztuczki, w których czasami trudno jest się połapać. W cyrku, który niedawno odwiedziłem z moimi dziećmi, widziałem iluzjonistę, który nie dość, że przeciął piłą na trzy części zamkniętą w skrzyni kobietę, to jeszcze rozdzielił te części tak, by pokazać, że "rzeczywiście" jest ona pokrojona. Moja młodsza, ośmioletnia córka, z nadzieją w głosie zadała mi pytanie, na które niestety odpowiedzieć nie potrafiłem: "Tatusiu, a jak on to robi?". Tak jak i ona siedziałem z rozdziawioną buzią i patrzyłem. Mój ojcowski autorytet zachwiał się nieco... Wiem oczywiście, że była to jedynie sztuczka iluzjonisty, ale nie potrafię, i chyba nigdy nie będę potrafił powiedzieć, jak on to zrobił.
Iluzjonista, który pokazywał w cyrku wielokrotnie przetrenowaną sztuczkę oparł się na mej niewiedzy, na braku spostrzegawczości, oparł się na mym przekonaniu, że widzę to co chcę widzieć, że obserwując jestem w stanie zobaczyć. I oczywiście wiedział, jak bardzo się mylę w mych przekonaniach, wykorzystał to i zebrał zasłużone oklaski. Wyprowadził w pole moje zmysły, do których wiarygodności przyzwyczaiłem się przez lata korzystania z ich usług.
Prestidigitatorzy intelektualni robią to samo. Ale tu odrobina zdrowego rozsądku i chwila refleksji, wystarczą czasem, by odpowiedzieć sobie na pytanie "jak on to robi?". Bo, praktycznie za każdym razem, w rozumowaniu tych ludzi jest jakaś sztuczka, iluzjonistyczny chwyt, na który dajemy się nabrać zupełnie nie zdając sobie z tego sprawy. Tym razem jednak to nie zmysły, lecz zdrowy rozsądek jest mamiony, lecz czasami łatwiej jest dzięki temu odkryć tajemnicę przedstawianej sztuczki. Bo o ile zmysły mają swoje ograniczenia, o tyle myślenie granic nie ma. Oto kilka sztuczek, które stosują, świadomie lub nie, by wyprowadzić nas w pole, czyli po prostu zrobić w konia.
Efekt wycieraczki

Sztuczka intelektualno-prestidigitatorska polegać może na przykład na tym, że poprzez manipulację słowem, pojęciami i automatyzmem pewnych funkcji myślowych, niektórym rzeczom nadaje się znaczenie słowem, które odnosi się do czegoś zupełnie innego. Jest to zjawisko na tyle rozpowszechnione w naszym codziennym życiu, że bez zastrzeżeń przyjmujemy je, gdy odwołują się do niego wszelkiej maści szarlatani.
Jest to efekt wycieraczki. Nazwa ta bierze się stąd, że czasami, przed wejściem do domu, pani domu, czy mama, mówi - wytrzyj nogi, wskazując na wycieraczkę. Oczywiście nikomu nie przyjdzie w tym momencie do głowy, by zdjąć buty, skarpetki i wytrzeć sobie nogi o słomiankę. Wycieramy buty.
Oto kilka przykładów, czego można dokonać dzięki "efektowi wycieraczki".
Po pierwsze, zatrzymać bicie serca. A jakże! Na praktycznie dowolny okres.
Wystarczy wziąć laną piłkę z miękkiej gumy wielkości nieco mniejszej od piłki do tenisa. Umieścić ją pod lewą pachą, stosunkowo mocno przycisnąć ramieniem, tak, by zablokować tętnicę doprowadzającą krew. Następnie, wciąż zaciskając piłkę podać komukolwiek rękę do zbadania pulsu. Wykaże on, ze pozostając w jak najlepszej formie, zatrzymaliśmy pracę serca.
Efekt wycieraczki bierze się stąd, że badający puls, sprawdza jedynie puls. Nic więcej. W powszechnym rozumieniu, zbadanie pulsu oznacza zbadanie pracy serca, ale przecież tak nie jest. Aby sprawdzić, czy serce bije, należy przyłożyć ucho, bądź stetoskop do lewej strony klatki piersiowej. Tu już trudniej byłoby wykazać brak pracy serca.
Ale, dla przeciętnego odbiorcy, brak wyczuwalnego pulsu jest wystarczającym "dowodem" na brak pracy serca.
Podobnie bywało z medium, które sprowadzały w początkach naszego wieku duchy do salonów spirytystycznych. Bywało, że dla dodania wagi seansowi, zapraszano notariusza, którego wiarygodność nie mogła być podważona. Notariusz siadał naprzeciwko medium, na jej nogach stawiał swoje, na jej rękach kładł swoje, tak, aby medium nie mogło poruszyć członkami, a mimo tego, postawiony obok stołu dzwoneczek dzwonił, gdy "pojawiał się duch".
Duch może się i pojawiał. Ale to nie on dzwonił. Notariusz padał ofiarą efektu wycieraczki, jego nogi stały nie na nogach medium, lecz na jego butach. Wystarczyło wysunąć wytrenowanym gestem nogę z buta, który wzmocniony metalową płytką nie zmieniał swego kształtu, i potrącać dzwoneczek do woli. Notariusz potwierdzi wszystko, bo, jak każdy, również chadzał do cyrku i z rozdziawioną buzią patrzył na króliki z kapelusza i rozkrajane kobiety.
Ale najbardziej spektakularnym efektem wycieraczki może być doświadczenie, którego dokonać może każdy, a które, przy odrobinie szczęścia, może spowodować nieco zamieszania. Otóż wyjawię teraz, jak przepowiadać przyszłość. Eksperyment ten był już dokonywany kilkakrotnie, w wielu państwach, ale naiwność ludzka nie zna granic, więc dlaczego i Czytelnik nie mogłby się zabawić?
Sztuczka polega na tym, że redakcja jakiejkolwiek, lokalnej bądź centralnej, gazety, albo rozgłośni radiowej otrzyma list przepowiadający wydarzenia, które nastąpiły bez żadnej wątpliwości już po jego wysłaniu. Notariusz, policjant albo i ksiądz proboszcz potwierdzą, że żadnego oszustwa nie ma.
Potrzeba nam będzie do tego koperty, znaczka, etykietki samoprzylepnej i kartki papieru. Załóżmy, że zaczynamy przeprowadzać eksperyment 10 lipca. Tak więc tego właśnie dnia na kopercie naklejamy etykietkę samoprzylepną z naszym własnym imieniem, nazwiskiem i adresem. Dobrze byłoby znaleźć taką etykietkę, którą następnie da się odkleić. Nie zaklejając koperty, wkładamy do niej pustą kartkę papieru, żeby wygładało, że coś w niej jest i pędzimy na pocztę, by nadać list.
Przy odrobinie szczęścia dostaniemy go już nazajutrz. Jest więc 11 lipca i mamy w ręku kopertę ze stemplem pocztowym noszącym datę 10 lipca. Odklejamy etykietkę samoprzylepną, wyjmujemy pustą kartkę papieru i zapisujemy na niej wszystko, co usłyszymy w telewizji, radiu i przeczytamy w gazecie. Możemy nawet zapisać numery z losowania totolotka. Wkładamy kartkę do koperty, zaklejamy, zapisujemy na niej adres redakcji najbliższej gazety czy lokalnej stacji radiowej i 12 lipca rano stawiamy się przed wejściem pod zapisanym adresem, w oczekiwaniu na listonosza. Następuje teraz najtrudniejszy moment operacji, bo trzeba doprowadzić do sytuacji, w której list znajdzie się w skrzynce, lub zostanie odebrany przez pracownika tak, by wyglądało na to, że przyniósł go listonosz. W tym miejscu trudno jest mi dać jakieś wskazówki, wierzę w pomysłowość Czytelników, którzy zechcą zrobić taki dowcip.
Jeśli im się to uda, nie muszą nic więcej robić. Wystarczy poczekać na reakcję. Do koperty najlepiej jeszcze włożyć list wyjaśniający, że chodzi o eksperyment jasnowidztwa, czy coś w tym rodzaju. Jeżeli na kopercie, która w tym przypadku będzie musiała być odpowiednio duża, umieścimy napis w stylu: UWAGA, EKSPERYMENT JASNOWIDZTWA, OTWORZYĆ JEDYNIE W OBECNOŚCI NOTARIUSZA, to efekt jest murowany.
Redakcja, tak jak każdy, da się nabrać na wagę stempla pocztowego, zakładając, zupełnie niesłusznie, że jest to data wysłania listu. Mamy tu do czynienia z podwójnym efektem wycieraczki, to koperta, a nie list - to jest pierwszy efekt - została opieczętowana, a nie wysłana - drugi efekt. Wszyscy dają się na to nabrać, nawet poważne urzędy, które niejednokrotnie informują, że o wartości jakiejś przesyłki zadecyduje data stempla pocztowego.
W kopercie będą więc "przepowiednie" wydarzeń z 11 lipca, "nadane" listem 10 lipca. Nikt nie będzie miał żadnych wątpliwości, a dowcipny Czytelnik będzie mógł uzyskać sławę wielkiej klasy jasnowidza. Życzę powodzenia.

Wartość słów

Gdy powiedzieliśmy już o doborze słów, jak ma to miejsce w omówionym wyżej przykładzie "efektu wycieraczki", trzeba omówić również wagę słów, których używają prestidigitatorzy intelektualni. To znaczy, jak się to określa w żargonie językoznawców, o konotacji. W dziedzinie paranormalności konotacja ma wielkie znaczenie w procesie nadawania wagi idei, w sposób nieco odmienny od stanu faktycznego.
I tak, gdy zadaję nam ktoś pytanie: Co myślisz o Niezydentifikowanych Obiektach Latających (NOL, UFO)?, jakby automatycznie rozumiemy, że za pytaniem tym kryje się inne: Czy myślisz, że inteligentne istoty z innej planety odwiedzają Ziemię? A przecież nie chodzi tu o to samo. Oczywiście interpretacja pierwszego pytania następuje w wyniku obrazu, który środki masowego przekazu przedstawiają nam na temat UFO. Jednakże poszerzenie zakresu pytania spowodowane jest także, jeśli nie przede wszystkim, przez konotację użytych w pytaniu słów.
Słowo obiekt posiada konotację czegoś naprawdę realnego, dotykalnego, rzeczywistego. Określa coś, co ma jasno sprecyzowane granice. Weźmy przykład popielniczki i kółka z dymu papierosowego. Słowo obiekt w sposób naturalny odniesione zostanie, automatycznie, do popielniczki, a nie do dymu. Bo przecież dymu nikt nie nazwie obiektem.
Przymiotnik latający, może w nieco inny sposób, ale podobnie, odnosi się do czegoś konkretnego, dotykalnego. Ptak lata, samolot lata, ale chmura czy światło reflektora samochodowego przecież nie lata.
Co do pojęcia identyfikacji również można mieć wątpliwości odnoszące się do jego konotacji. Można zidentyfikować samolot, balon, rzadziej identyfikuje się coś nienamacalnego, jak na przykład zjonizowany gaz.
Czy podobnie poszerzalibyśmy znaczenie pytania postawionego na początku, gdyby zostało przedstawione na przykład tak: Co myślisz o Niewyjaśnionych Zjawiskach Atmosferycznych (NZA)?

Efekt studni

Mechanika kwantowa przedstawia nam efekt tunelu. Chodzi mniej więcej o to, że pewne cząsteczki elementarne jakby przekopują "tunele", by poruszać się w otaczającej je, energetycznej rzeczywistości. Zjawisko to opisał George Gamow budując teorię Big Bangu, jako początku naszego Wszechświata. Nie zajmiemy się jednak badaniem cząstek elementarnych, tylko formą wypowiedzi zwolenników tez paranormalności. Opierają się one często na "efekcie studni".
Zasada jest prosta: im bardziej wypowiedź jest głęboka, ale głeboka w sensie pustki, jaką w sobie niesie, tym łatwiej słuchacz "zrozumie" jej sens. Psychologowie przeprowadzili eksperymenty wykazujące, że ogólnikowe, niejasne stwierdzenia mają większy wpływ na słuchacza, łatwiej przekonują, niż konkretne, oparte na dowodach przykłady.
Dobrym przykładem efektu studni był eksperyment, który francuski miesięcznik Science et Vie przeprowadził kilka lat temu, by sprawdzić, w jaki sposób odbierane są horoskopy. W kilku popularnych tygodnikach umieszczone zostały reklamy "grupy astrologów", którzy proponowali wystawienie za darmo horoskopu czytelnikom, którzy prześlą swą datę, miejsce i godzinę urodzenia. Jednocześnie "horoskopobiorcy" zobowiązywali się odesłać opinię na temat przesłanego im opracowania astrologicznego.
Odpowiedzi przyszło mnóstwo. "Grupa astrologów", którą była redakcja Science et Vie, przesłała wszystkim dokładnie ten sam horoskop i z niecierpliwością oczekiwała odpowiedzi. Przyszło ich ponad 250. W ponad 70% opinie były wręcz entuzjastyczne, przesłany horoskop "dokładnie" przedstawiał osobowość...
Jeden z respondentów napisał tak: pierwszy raz spotkałem się z tak dokładnym horoskopem, za który bardzo dziękuję. Gdy pokazałem go żonie i znajomym, nie mówiąc nawet o czyj horoskop chodzi, bez wahania rozpoznali mnie...
Smaczku całej historii dodaje fakt, że wysłany amatorom astrologii horoskop, był nie byle jakim horoskopem. Otóż był to horoskop niejakiego Dr. Petiot, który w czasie okupacji hitlerowskiej zamordował ponad 50 Żydów, ograbiając ich z dóbr, za co został w 1948 roku zgilotynowany.
Efekt studni spotykamy na codzień, nie tylko w opracowaniach astrologów. Ale właśnie w tej dziedzinie paranormalności jest on najczęściej wykorzystywany. Miałem okazję sprawdzić to w przypadku wspomnianej już w rozdziale o astrologii książki Susan White, Nowa, podwójna astrologia. Tak się złożyło, że gdy ją kupiłem, byłem na wakacjach z przyjaciółmi nad jeziorem. A nad jeziorem, szczególnie gdy pada deszcz, potrafi być bardzo nudno. Siedliśmy więc przy stoliku, i, z butelką piwa w ręku, zaczęliśmy czytać. Okazało się, że jeden z moich przyjaciół urodził się dokładnie cztery dni przede mną, więc jesteśmy spod tego samego znaku. Według Susan White, jesteśmy obaj Rybami-Psami. Bardzo to było zabawne, gdy czytaliśmy dotyczące nas strony, tego dzieła. Jesteśmy tak zupełnie od siebie różni, nasze drogi życiowe tak zupełnie inaczej potoczyły się, że bardzo było zabawnym wyszukiwanie w horoskopie naszych wspólnych cech. I znaleźliśmy, a jakże!
Na przykład obaj "mamy czułe miejsca, których dotykać można jedynie z największą delikatnością", a także "czasami nie wytrzymują nam nerwy i pojawia się stress". Susan White jak widać wykazuje się ogromną przenikliwością. Stwierdza jeszcze, że ten kto urodził się pod znakiem Ryby-Psa, zazwyczaj jest żonaty, i że więzy małżeńskie zapewniają mu poczucie bezpieczeństwa. Jeszcze, na dodatek, i tu trzeba przyznać amerykańskiej astrolożce nadzwyczajny dar czytania gwiazd, Ryba-Pies może mieszkać właściwie wszędzie! Otóż tak się złożyło, że ja mieszkałem wówczas we Francji, a mój przyjaciel w Polsce! Czyż nie jest to nadzwyczajne?

Efekt kuli śnieżnej

Ktoś stwierdza, że Ktośtam powiedział, że dowiedział się od Jednego takiego, że... i tu następuje opisanie historii, o których wspominałem w rozdziale o legendach miejskich. Świadectwo z kolejnej ręki zapewnia minimalną wartość, pozwala natomiast do woli dorzucać i zmieniać elementy historii. Tak jak często słyszy się, że wszystkie laboratoria potwierdzają, że rośliny odczuwa˛ja obecność człowieka, podobnie opowiadało się kiedyś historie o radiu Erewań.
Pytanie do radia Erewań: czy to prawda, że na rynku w Baku amerykańskie samochody rozdawane są za darmo?
Odpowiedź radia Erewań: Tak jest, jest to prawda. Ale należy jedynie sprostować, że nie na rynku, tylko na Placu Centralnym, i nie w Baku, tylko w Leningradzie, i nie amerykańskie samochody, tylko radzieckie rowery, i nie rozdawane za darmo, tylko regularnie kradzione.
Efekt kuli śnieżnej powstaje, gdy wielokrotnie powtarzane informacje, poza ogólną strukturą, tracą zupełnie swój oryginalny przekaz. Każdy powtarzający dodaje coś od siebie i w końcu powtarzana historia nie ma nic wspólnego z początkowym przekazem.

Efekt błędnego koła

Efekt błędnego koła polega na tym, że popełniany jest poważny błąd logiczny polegający na przyjęciu za pewnik, założenia, które chcemy udowodnić. Przykład może być bardzo prosty: Uri Geller, łamacz łyżeczek siłą woli.
a. Najpierw zakłada się, że Uri Geller nie oszukuje (bardzo często tego typu "hipoteza" jawi się jedynie w domyśle).
b. Niestety Uri Gellerowi nie udało się wygiąć łyżeczki, gdy stała kamera, bo nie mógł się skoncentrować.
c. Gdy zabrano kamerę, i gdy mógł się skoncentrować, łyżeczka wygięła się.
d. Wniosek: łyżeczka wygięła się dzieki sile woli Uri Gellera, i jego zdolnościom psi.
e. Następny wniosek: Uri Geller nie oszukuje.

Efekt bociana przynoszącego dzieci

O ile bociany są czymś zupełnie powszednim w Polsce, w Europie zachodniej zaczynają zanikać. Alzacja, francuski region położony na wschodzie, przy granicy niemieckej, jest ostatnim we Francji, w którym te sympatyczne ptaki jeszcze się gnieżdżą. Efekt bociana przynoszącego dzieci wiąże się ze zjawiskami, niezwykłymi zjawiskami, które działy się w Sztrasburgu, stolicy Alzacji.
Otóż okazało się, że ilość mieszkańców tego miasta zwiększała się w takich samych proporcjach, co ilość jawiących się na alzackim niebie bocianów. Stąd prosty wniosek, że bociany przynoszą dzieci.
Mamy tu do czynienia z pomieszaniem pojęć. Chodzi o to, że równoczesność jakichś zdarzeń nie oznacza żadnego związku przyczynowo skutkowego między nimi. Parapsycholodzy, opierając się na statystykach, bardzo często popełniają właśnie ten błąd. Popełniają go również astrolodzy.
Francuscy rolnicy często mówią, że światło Księżyca ma wpływ na jakość zbiorów. Że jeśli na początku kwietnia wyraźnie widać Księżyc na niebie, zbiory będą złe. Światło naszego satelity powoduje czerwienienie pąków młodych roślin... Lecz zanim zaczniemy zastanawiać się nad złowieszczym wpływem światła, warto zwrócić uwagę na pewne fakty:
Gdy niebo jest bezchmurne, promieniowanie podłoża i roślin w jego kierunku jest bardzo silne, bo nic go nie ogranicza. Utrata ciepła przez rośliny może doprowadzić nawet do ich zamarznięcia.
Gdy na niebie są chmury, a więc gdy nie widać Księżyca, ziemia i rośliny słabiej wypromieniowywują ciepło i przymrozków nie ma.
A to, że w pierwszym przypadku Księżyc pięknie świeci, a w drugim go nie widać, spowodowane jest jedynie warstwą chmur. I nie jest on w żaden sposób odpowiedzialny za zamarzanie roślin, jest tylko wskaźnikiem bezchmurnego nieba.

Efekt uśrednienia

Gdy nie mamy podstaw, by uważać, że jakieś twierdzenie jest prawdziwe albo fałszywe, mamy automatycznie tendencję do nadania obu tym możliwościom tego samego prawdopodobieństwa. Jest to często popełniany błąd prowadzący do sprzeczności logicznych i absurdów. Wiąże się z nim paradoks, znany jako paradoks średniego sześcianu. Oto on:
Sześcian, którego bok ma między 2 i 4 cm w naszej wyobraźni, jakby automatycznie pojawi się jako sześcian o boku 3 cm. Bo to przecież jest właśnie "między 2 i 4 cm". Oto pierwszy efekt uśrednienia. Teraz przedstawimy problem nieco inaczej: oto sześcian o objętości między 8 cm3 (2 do potęgi 3) i 64 cm3 (4 do potęgi 3). Jaka będzie naszym zdaniem jego objętość.? Nie mamy podstaw, by twierdzić, że będzie większa czy mniejsza od 36 cm3 (to znaczy 8+64 podzielone przez 2, średnia). Stwierdzimy więc, że z niewielkim marginesem błędu można ocenić objętość sześcianu na 36 cm3. Jeśli jeszcze raz przeczytamy tekst obu zadań, to stwierdzimy, że mamy sześcian, o boku 3 cm i o objętości 36 cm3. W szkole za takie obliczenia dostawało się dwóję. Jest to doskonały przykład, na to, że prawda wcale nie zawsze leży po środku.

Efekt dowodu na istnienie Boga

Dowodem na istnienie Boga jest, drogi Czytelniku, fakt że istnieję. Tak jest, moje istnienie ma bez żadnych wątpliwości nadnaturalne przyczyny, a świadczy o tym jak najbardziej naukowy rachunek prawdopodobieństwa. Otóż rachunek prawdopodobieństwa wykazuje, że kombinacja genów, które spowodowały, że mogę pisać teraz te słowa jest równa jednej szansie na 1010000. Czyli jedności do jedynki z dziesięcioma tysiącami zer. Jest to chyba wystarczający "dowód" na me nadnaturalne powstanie, prawda?
Jest to przykład fałszywego rozumowania, a posteriori, który już wielokrotnie doprowadził do wyciągania zupełnie fałszywych wniosków. Fred Hoyle, jeden z najbardziej znanych i zasłużonych dla kosmologii astronomów też nie uniknął popełnienia tego błędu, co doprowadziło go do utworzenia antropicznej teorii historii wszechświata, według której wszystko, co nas otacza istnieje tylko po to, byśmy mogli to obserwować. My, jako ludzie. Stwierdził on, że skoro Wszechświat jest dokładnie taki, jaki odpowiada istnieniu człowieka, należy zastanowić się nad miliardami przypadków, które spowodowały taki właśnie, a nie inny jego wygląd. Można więc medytować nad koniecznością interwencji sił wyższych, czy Boga, w jego tworzenie.
Współczesna fizyka pokazuje, że, zgodnie z zasadą nieoznaczoności Heisenberga, gdy mówimy o pewnych zjawiskach, możemy jedynie wypowiadać się w pojęciach prawdopodobieństwa. Na przykład nagłe zgaśnięcie Słońca, teraz, w tej chwili, jest mało prawdopodobne. Nawet praktycznie niemożliwe. Ale istnieje jednak minimalna szansa, by to nastąpiło.
Nie zapominajmy jednak, że prawdopodobieństwo nastąpienia jakiegoś zjawiska może być bliskie zeru, ale gdy już nastąpiło, to po prostu równe jest 100%.
Aby zakończyć, podam dowód na zrealizowany boski zamiar:
Są tacy, którzy twierdzą, że latanie w powietrzu nie jest rzeczą naturalną. Że gdyby Bóg chciał, byśmy latali, to dałby nam skrzydła. Pójdźmy więc dalej w tym rozumowaniu, i poprzez symetrię, stwierdźmy, że istnienie spodni jest dowodem na fakt, że Bóg chciał, byśmy byli istotami dwunożnymi.

Adam Pietrasiewicz


Powrót do strony głównej