Co są warte prace dr Pająka?


Od jakiegoś czasu w internecie niezwykłą aktywnością wykazuje się niejaki dr Jan Pająk, który jest autorem szeregu dzieł mających, jego zdaniem, zrewolucjonizować nasze widzenie nauki i świata. Od pewnego czasu ten "naukowiec" zabrał się nawet za filozofowanie, tworząc "pierwszą, opartą na podstawach naukowych, filozofię" czyli Totalizm. Abstrahując od faktu, że pierwszym, to chyba był jednak Marks - i niestety wiemy, jak się to skończyło, mamy tutaj wspaniały przykład tego, jak można, starując z gruntu naukowego, wylądować na zupełnym marginesie.

Ciekawym jest jednak, że dr Pająk znajduje zwolenników, którzy traktują jego słowa jak objawienie i gotowi są na wszystko, by je propagować wokół siebie.

Zdaniem Redakcji, w przypadku dr Pająka mamy do czynienia z klinicznym przypadkiem schizofrenii okraszonej licznymi urojeniami. Aby się o tym przekonać wystarczy poczytać jego wypowiedzi i prace. Skądinąd zamierzamy w najbliższym czasie opublikować część tych wypowiedzi.

Dr Pająk jest jednym z elementów bogatego świata, które jednym słowem możnaby określić jako świat "paranormalny". Zaliczamy do niego zwolenników kontaktów z UFO, z duchami, astrologów, radiestetów, szarlatanów medycznych i wielu, wielu innych. Jednak tak jak wszędzie, i ten świat jest bardzo zróżnicowany. Dr Pająk jest, nawet w jego ramach marginesem i skrajnością. Niestety jego niezwykła aktywność wskazuje na to, że może się stać niebezpieczny, gdyż zwolennicy jego teorii zaczynają traktować go jak guru, a jego niewątpliwie bardzo wysokie poczucie własnej wartości wzmacnia jedynie tę tendencję. Z takimi zjawiskami, zdaniem Redakcji należy walczyć, gdyż prowadzą one w prostej linii do powstawania sekt piorących ludziom mózgi i pozbawiających umiejętności i możliwości samodzielnego myślenia.

Redakcja poprosiła Pana Sławomira Stachniewicza, aby zechciał zrecenzować jedną z prac dr. Pajaka. Recenzja ukazała się na Liście Dyskusyjnej Sceptyków, na którą serdecznie wszystkich zapraszamy. Ciekawostką niech będzie fakt, że Pan Stachniewicz jest astrologiem i aktywnym uczestnikiem naszej Listy Dyskusyjnej.

Adam Pietrasiewicz




Recenzja

z pracy prof. dr inż. Jana Pająka Zaawansowane urządzenia magnetyczne.Tom 3, Rozdział H "Koncept dipolarnej grawitacji". Dunedin, Nowa Zelandia, 1998 rok.

Motto rozdziału brzmi "Poprawne jest zawsze proste, błędne obrasta komplikacjami". Sprawdźmy więc, na ile Autor się wywiązał ze swego zadania.

Na początku dr Pająk wprowadza czytelnika w tematykę. Twierdzi, że dotychczasowe pojmowanie pola grawitacyjnego było obarczone ogromnym błędem a rozwiązaniem jest właśnie wspomniany Koncept Dipolarnej Grawitacji. Twierdzi, że w szczególności to pozwala wyjaśnić tzw. zjawiska nadprzyrodzone, co miałoby pozwolić na zaklasyfikowanie parapsychologii jako działu fizyki. Co więcej, według dr Pająka można go uważać "za urzeczywistnienie poszukiwanej już od dawna przez licznych naukowców i filozofów tzw. <> [...]". Krótko opisuje historię powstania Konceptu i przedstawia rozliczne korzyści, jakie (zdaniem Autora) teoria ze sobą niesie.

W podrozdziale H1 "Dlaczego Koncept Dipolarnej Grawitacji został sformułowany" dr Pająk pisze:

"Koncept monopolarnej grawitacji" dotychczas był jedynym konceptem rozpatrywanym przez naszą naukę. Pole grawitacyjne jest w nim zaklasyfikowane do pól monopolarnych istniejąych w naturze [...] Podobnie jak istnieją pozytywne i negatywne ładunki elektryczne, nasza nauka zakłada też istnienie "materii" - jaka produkuje przyciągające oddziaływania grawitacyjne (tj. grawitację) oraz "antymaterii" - jaka jakoby ma produkować odpychające oddziaływania grawitacyjne (t.j. "antygrawitację").

Komentarz:

Powyższe słowa przeczytałem z wielkim zdumieniem. Jestem fizykiem- teoretykiem, moją specjalnością jest astrofizyka i (ostatnio) trochę kosmologia, ale po raz pierwszy się spotkałem z postulatem, jakoby antymateria miałaby powodować antygrawitację. Ujemną grawitację (czyli antygrawitację) mogłaby produkować wyłącznie ujemna masa, zaś we wszystkich znanych mi modelach antycząstki mają masę dodatnią. Jeśli miałyby masę ujemną, w wyniku anihilacji cząstki i antycząstki nie powstawałoby nic - podczas, gdy w rzeczywistości powstaje para fotonów o łącznej energii równej sumie całkowitych energii cząstki i antycząstki (co widać np. w zderzeniach par elektron-pozyton). Tak naprawdę, to opisany proces może być bardziej skomplikowany i w zależności od mas, energii i pędów cząstek, lokalnych pól itd. może powstać cała kaskada cząstek, antycząstek (m. in. neutrin i antyneutrin) oraz fotonów, ale to już zostawmy fizykom wysokich energii.

Dalej Autor kontynuuje:

Ponieważ koncept monopolarnej grawitacji sugeruje, że materia i antymateria muszą nawzajem się odpychać, substancje te powinny separować się od siebie i przemieszczać do przeciwstawnych końców Wszechświata formując tzw. "świat" oraz "antyświat". Stąd też zwolennicy konceptu monopolarnej grawitacji nieustannie obserwują galaktyki w poszukiwaniu "antyświata" w którym owa antymateria byłaby zgrupowana.

Komentarz:

Wniosek najzupełniej logiczny, ale chyba nikt nic takiego nie zakłada, zaś galaktyki są obserwowane z zupełnie innych powodów (np. w poszukiwaniu brakującej masy czyli tzw. ciemnej materii - barionowej i niebarionowej). I jeszcze uwaga: w myśl obowiązujących modeli kosmologicznych nie istnieje coś takiego jak "końce Wszechświata" - należałoby raczej mówić o odosobnionych, czy też izolowanych rejonach Wszechświata.

I znów dr Pająk:

Dotychczasowe badania niestety nie dostarczyły nawet najmniejszego dowodu na poprawność konceptu monopolarnej grawitacji (np. na przekór intensywnych poszukiwań antyświat ani też antymateria nigdy nie zostały znalezione). Wprost przeciwnie, ujawniły one fakty jakie silnie go negują (np. patrz dowody dyskutowane w następnej części tego rozdziału).

Komentarz:

Antyświat, czy też rejon Wszechświata zbudowany z antymaterii rzeczywiście nie został znaleziony - zresztą, na jego pograniczu musiałaby zachodzić wzmożona anihilacja cząstek i antycząstek, co stanowiłoby pokaźne źródło energii i musiałoby być wykryte przez istniejące przyrządy. Zresztą, zgodnie ze stanem wiedzy na temat wczesnego Wszechświata, formacji struktur kosmologicznych itd. samo uformowanie się takiego rejonu byłoby niemożliwe. Dlatego tzw. Standardowy Model Kosmologiczny zakłada, że w pewnym momencie w wyniku asymetrii między materią a antymaterią powstała nadwyżka materii (miała to być różnica rzędu 10^-8) i tylko ona pozostała, reszta anihilowała (czyli została zamieniona na promieniowanie). Asymetria między materią i antymaterią jest faktem (świadczy o tym łamanie symetrii CP stwierdzone w niektórych rozpadach), są tylko pewne problemy ilościowe - z tego co pamiętam, jeśli zastosować obecnie obowiązujący Model Standardowy cząstek elementarnych, otrzymuje się różnicę rzędu 10^-16. Między innymi stąd nieustanne poszukiwanie rozszerzeń Modelu Standardowego, z których chyba najbardziej popularnym są tzw. modele supersymetryczne (zakładające symetrię między bozonami i fermionami i uzasadniające istnienie tzw. niebarionowej ciemnej materii).

Natomiast nieprawdą jest jakoby nie znaleziono antymaterii. Antycząstki elektronu (czyli pozytony) istnieją w przyrodzie, jako produkty rozpadu niektórych pierwiastków (tzw. rozpad beta +) - tyle, że od razu zderzają się z elektronami i anihilują. Antyprotony, antyneutrony i bardzo wiele innych antycząstek wytworzono w eksperymentach akceleratorowych, są też obecne w tzw. promieniowaniu kosmicznym. Bodaj, czy nie wytworzono antyjąder helu 4 (2 antyprotony i 2 antyneutrony), wytworzenie bardziej skomplikowanych antyjąder to tylko kwestia odpowiedniej aparatury, rozwiązania pewnych problemów technicznych oraz (a może przede wszystkim)... pieniędzy.

Następny akapit dr Pająk zaczyna w sposób następujący:

Każda bardziej szczegółowa analiza konceptu monopolarnej grawitacji musi prowadzić do wniosku, że zamiast odpowiadać, zaprzecza on DeBroglie'owskiej Zasadzie Symetryczności Natury.

Komentarz:

To bardzo ciekawe (i jednocześnie mocne) stwierdzenie. Widać ani ja ani żaden z moich kolegów, wykładowców itd. nie analizował tego wystarczająco szczegółowo. Dlatego byłbym wdzięczny, gdyby dr Pająk mógł mnie w tej materii oświecić.

I w tym samym akapicie:

W tym koncepcie autora, grawitacja wykazuje podobieństwo do wszystkich pól dipolarnych jak pole magnetyczne czy pole hydrauliczne (np. przepływ płynów).

Komentarz:

Po raz pierwszy się zetknąłem z terminem "pole hydrauliczne". Mniemam, że jest to pole na tej samej zasadzie, co "siła tarcia" siłą - w rzeczywistości "siła tarcia" jest efektem działania sił wiążących materię, a więc głównie elektromagnetycznych.

Następnie Autor przystępuje do opisania samej koncepcji Dipolarnej Grawitacji. Mianowicie, w polu grawitacyjnym są dwa bieguny, N i S. Z powodu czegoś, co dr Pająk nazywa "koncentryczną naturą grawitacji", jeden biegun jest skierowany na zewnątrz (co zapewne odpowiada "zwykłej" grawitacji) a drugi do wewnątrz "i wyłania się dopiero w odrębnym świecie, istniejącym równolegle do świata rozpoznawalnego przez nasze zmysły". Ten drugi świat miałby być dostępny dla tzw. postrzegania ponadzmysłowego.

Szczególnie mnie zastanowiła ta "koncentryczna natura grawitacji". Otóż, w rzeczywistości pole grawitacyjne jest zupełnie niepodobne do pola magnetycznego - jest źródłowe (niezerowa dywergencja) i bezwirowe (zerowa rotacja), w przeciwieństwie do pola magnetycznego (choć niektórzy postulowali istnienie tzw. monopoli magnetycznych; były próby ich detekcji, ale jak dotąd wszystkie były nieudane - z wyjątkiem jednego sygnału, mogącego być zwykłym "szumem"; niektórzy dowcipnisie twierdzili, że wykryto "ten jedyny monopol magnetyczny we Wszechświecie" - nb. istnienie takiego monopolu byłoby cenne dla teoretyków gdyż pozwoliłoby uzasadnić, dlaczego ładunek elektryczny jest skwantowany). Analogiczne cechy ma pole elektrostatyczne, przy czym tak naprawdę ono oraz pole magnetyczne stanowią składowe pola elektromagnetycznego.

Dalej dr Pająk prezentuje "najistotniejsze fakty które silnie zaprzeczają konceptowi monopolarnej grawitacji".

Pierwszym z nich ma być to, że nośniki pola grawitacyjnego (tj. "cząsteczki i zgrupowania materii" - w rzeczywistości należałoby pisać o obiektach obdarzonych niezerową masą spoczynkową) "zdają się przyciągać nawzajem" (!). Autor twierdzi, że we wszystkich polach MONOPOLARNYCH ten sam rodzaj nośników pola odpycha się nawzajem od siebie
.
Komentarz: we "wszystkich jednym", czyli polu elektrostatycznym. A w grawitacyjnym jest, jak widać, inaczej. Na dodatek, nie istnieją (a przynajmniej takowych nie zaobserwowano) ujemne masy (czyli "ujemne ładunki grawitacyjne"). Nie wiem, skąd dr Pająk bierze swoją pewność, że pole "monopolarne" musi być odpychające. Dalej podaje przykłady odpychających się jednoimiennych ładunków elektrycznych (np. elektronów) oraz cząsteczek gazu formujących pola ciśnień (np. tendencja sprężonego gazu do dekompresji). To pierwsze jest oczywiste, zaś to drugie można z łatwością wyjaśnić na gruncie fizyki statystycznej i przytaczanie tego faktu w tym miejscu świadczy o niezrozumieniu istoty zjawiska. Podobnie w przypadku innych zjawisk hydrodynamicznych przytaczanych przez Autora - w rzeczywistości, są one wypadkową działania wielu pól.

Drugim ma być "całkowity brak dowodów na istnienie dwóch odmiennych monopoli grawitacji, połączony z jednoczesnym zatrzęsieniem dowodów potwierdzających istnienie grawitacyjnego dipola".

Faktycznie, nie ma dowodów na istnienie ujemnych ładunków grawitacyjnych, ale chyba nikomu nie są "do szczęścia potrzebne" - co więcej: ich istnienie spowodowałoby niemały popłoch wśród fizyków, zwłaszcza teoretyków...

Kawałek dalej dr Pająk pisze:

gdyby grawitacja posiadała MONOPOLARNY charakter, jej drugi (przeciwstawny do materii) nośnik powinien zostać znaleziony. Jednakże jak dotychczas nasze wyrafinowane eksperymenty nuklearne ujawniły jedynie cząsteczki i antycząsteczki jakie różnią się od siebie elektrycznie jednakże są identyczne w grawitacyjnym zrozumieniu ich cech. Stąd, wszystkie znane nam cząsteczki i antycząsteczki reprezentują jedynie dwa główne składniki tej samej materii i nie stanowią przeciwstawnych monopoli grawitacji. Nasza nauka nieustannie zawodzi w poszukiwaniach monopoli grawitacyjnych. To zaś może oznaczać że monopole takie po prostu nie istnieją.

Komentarz:

Pod większą częścią przytoczonego fragmentu mógłbym się podpisać - z wyjątkiem przedostatniego zdania (nie podoba mi się słowo "zawodzi" - po prostu ich nie szuka) oraz z pierwszym, które jest przejawem widzimisię Autora. Pole grawitacyjne jest polem bardzo szczególnym, gdyż jego "źródłem" jest masa - zwłaszcza, że bynajmniej nie ma potrzeby jego wprowadzania: jeśli zastosować Ogólną Teorię Względności, to daje się sprowadzić do zakrzywień czasoprzestrzeni wokół obiektów obdarzonych niezerową masą. Problem istnienia lub nieistnienia ujemnych "ładunków grawitacyjnych" to problem istnienia (lub nie) ujemnej masy.

W następnym akapicie czytamy:

w DIPOLARNEJ grawitacji, nasz wszechświat skomponowany byłby z dwóch oddzielnych przestrzeni, albo światów, w których panowałyby dwa przeciwstawne rodzaje oddziaływań grawitacyjnych (tj. przyciąganie w naszym świecie, oraz odpychanie w tym drugim świecie). Stąd, te same prawa i zjawiska, tyle tylko że obserwowane w każdym z tych dwóch światów, także wykazywałyby drastyczne różnice, zależnie od tego po której stronie grawitacyjnego dipola by się manifestowały. I faktycznie, już obecnie znamy z fizyki przykłady takiego dualnego zachowania. Są one opisywane pod nazwą "falowo-cząsteczkowa dualność natury".

Komentarz:

Jeśli chodzi o odmienne zachowanie praw w obydwu światach, to jest to nieprawda. Wprawdzie odmienne byłoby zachowanie tzw. cząstki próbnej (przy założeniu, że miałaby ten sam ładunek), ale wzajemne oddziaływanie "biegunów" byłoby identyczne w obydwu światach - tak, jak wzajemne oddziaływanie dwóch biegunów S jest identyczne do wzajemnego oddziaływania dwóch biegunów N. Powoływanie się na dualizm korpuskularno -falowy jest bez sensu, gdyż on obowiązuje w jednym i tym samym świecie. Dlatego kompletnym nieporozumieniem jest stwierdzenie "Zależnie od tego, w którym z tych dwóch światów światło jest obserwowane, będzie ono manifestowało albo korpuskularną albo też falową naturę" - ono to robi w tym samym świecie, tylko to zależy od warunków obserwacji. Przypominam, że wcześniej nie kto inny jak dr Pająk napisał (chyba, że to była dywersja ze strony UFO), że ten drugi świat byłby niedostępny dla naszych przyrządów, tak więc zachowanie światła w tamtym świecie nie miałoby wpływu na jego zachowanie w tym.

Trzecim dowodem ma być fakt, że nie wykryto "antyświata" monopolarnego zaś czwartym, że nie wykryto "antymaterii" rozumianej jako materia o przeciwnej grawitacji. W rzeczywistości nie są to żadne dodatkowe dowody tylko niektóre szczególne aspekty drugiego, więc nie będę się nad nimi rozwodził.

Pod koniec podrozdziału autor stwierdza, że to nie są bynajmniej wszystkie dowody i odsyła po nie do religii, parapsychologii, medycyny, ornitologii itd. Przyznam, że trochę interesuję się parapsychologią i jak dotąd nie zauważyłem żadnych sprzeczności z grawitacją - przyjmuję, że jeśli to nie są jakieś omamy czy wytwory umysłu (jak twierdzą sceptycy) to po prostu nie znamy natury tych zjawisk i mówienie o ich sprzeczności z grawitacją jest przesadą.

Drugi podrozdział traktuje o budowie Wszechświata w Koncepcji Dipolarnej Grawitacji. Autor powtarza swoje twierdzenie o świecie i przeciw-świecie oraz zauważa, że ten drugi "musi być dokładnym odzwierciedleniem naszego świata" i z tym ostatnim stwierdzeniem muszę się zgodzić - rzecz jasna, jeśli przyjmiemy wymienione wcześniej założenia. Natomiast nie rozumiem, dlaczego "prawa natury jakie w nim [tym drugim świecie] obowiązują muszą być dokładnym przeciwieństwem czy odwróceniem praw obowiązujących w naszym świecie". Przecież, jak już stwierdziłem, dwa bieguny S oddziaływują ze sobą w dokładnie ten sam sposób, co dwa bieguny N (czyli się odpychają), więc o żadnej przeciwstawności nie może być mowy! Natomiast dr Pająk brnie dalej i twierdzi, że "przeciw-świat" jest odpowiednikiem "historycznie doskonale znanego (lecz obecnie całkowicie ignorowanego) konceptu <>". I słusznie, że ignorowanego - całkowity kłam koncepcji eteru zadała einsteinowska Szczególna Teoria Względności, a wcześniej jej pozycja została nadwątlona przez równania Maxwella opisujące zjawiska elektromagnetyczne. Następujące dalej stwierdzenie, że "przeciw-materialne duplikaty obiektów lub substancji które w naszym świecie pochłaniają światło w przeciw-świecie muszą wydzielać światło" i na odwrót w świetle tego, co pisałem o cząstkach próbnych wydaje się być logiczne, ale tylko na pierwszy rzut oka. Na przykład, jeśli w naszym świecie elektron aby zejść na niższy poziom energetyczny musi wyemitować foton, to w "przeciw-świecie" "przeciw-elektron" musiałby go zaabsorbować i na odwrót. Problem w tym, że w "przeciw-świecie" zapewne występowałyby nie fotony, tylko "przeciw-fotony" (w przeciwnym razie "przeciw-świat" byłby dostępny dla istniejących przyrządów), a te musiałyby się zachowywać identycznie jak fotony w naszym.

Dalej Autor snuje rozważania na temat dwoistości świata i zestawia komputerowy hardware (sprzęt) z software (oprogramowaniem), doszukując się analogii ze światem (hardware) i przeciw-światem (software). O ile może to być dobry temat dla tzw. filozofów kawiarnianych, nie jest to żaden dowód naukowy i na dodatek każdy może widzieć te sprawy inaczej. Analogie bywają pomocne, ale bywają też mylące. Zaś stwierdzenie, że aby odczytywać informacje z "przeciw-świata" należałoby zbudować aparaturę, która byłaby w stanie to robić, nie jest niczym odkrywczym - jeśli weźmiemy pod uwagę, że obecna aparatura tego nie może...

Pod koniec podrozdziału Autor przytacza wierzenie jakiegoś plemienia żyjącego na Borneo, w myśl którego na "tamtym świecie" "wszystkie rzeczy są odwrócone i czarne wzory tatuażu świecą się oślepiająco w ciemności" oraz relację "jednego z UFO abductees" którego "przeciw-materialny duplikat" miał być zabrany na przelot wehikułem po "przeciw-świecie" i "niemal wszystkie obiekty w nocy wydzielały światło. Najsilniej przy tym świeciły te, które w naszym świecie są zawsze czarne lub ciemne". To by znaczyło, że opisywane światy, jeśli istnieją, bynajmniej nie są tożsame z "przeciw-światem" wymyślonym przez dr Pająka, gdyż on byłby dokładnym odbiciem naszego.

Kolejny podrozdział nosi tytuł "Myśląca substancja z przeciw-świata". Na początku Autor powtarza po raz n-ty swe stwierdzenie, że w przypadku istnienia dipola grawitacyjnego istniałyby dwie odrębne przestrzenie i że panowałyby tam drastycznie odmienne warunki grawitacyjne. Notabene, gdyby tak było, to nie mogłyby się tam uformować żadne zwarte obiekty, gdyż wszystkie cząstki by się odpychały i "przeciw-materia" byłaby rozprowadzona równomiernie po "przeciw-świecie".

W pewnym momencie dr Pająk stwierdza, co następuje:

Substancja panująca w naszym świecie jest już dobrze poznana przez dotychczasową naukę. referujemy do niej pod nazwą "materia". Jej fundamentalne własności obejmują masę, inercję, tarcie, itp.

[tu uwaga: jak już stwierdziłem wcześniej, tarcie bynajmniej nie jest fundamentalną własnością materii tylko efektem nałożenia się efektów oddziaływań głównie elektromagnetycznych pochodzących od związanych układów bardzo wielu atomów]

Substancja panująca w przeciw-świecie nie była dotychczas jeszcze przez nikogo formalnie badana. Przedstawione tu opisy są więc pierwszą naukową [Sic!] analizą jej cech. W niniejszej monografii nazywana ona jest "przeciw-materią" - dla jej wyraźnego odróżnienia od antymaterii ze starego konceptu monopolarnej grawitacji. W sensie fizykalnym musi ona wykazywać własności które są dokładną odwrotnością naszej materii, tj. musi być bezważka (tj. nie posiadać masy), samo-mobilna (tj. wykazywać odwrotność inercji), idealnie sprężysta, wolna od tarcia itd.

Komentarz:

Ostatnie zdanie jest kompletną bzdurą i obnaża całkowitą ignorancję Autora w odniesieniu do podstaw fizyki. Być może dr Pająk posiada bogatą wiedzę w zakresie techniki - tego nie mogę ocenić - ale nie dość, że myli podstawowe oddziaływania (znane są cztery: silne, słabe, elektromagnetyczne i grawitacyjne) z efektami wprawdzie występującymi w przyrodzie (jak tarcie) ale będące dalekim pokłosiem podstawowych oddziaływań, to jeszcze ma całkowicie mylne wyobrażenie o tym, w jaki sposób te podstawowe oddziaływania wpływają na tzw. układy rzeczywiste - widzi to w sposób niesłychanie uproszczony.

Przede wszystkim: jak już zauważyłem, prawa obowiązujące w "przeciw-świecie" powinny być dokładnie takie same, jak w naszym. Ale jeśli nawet założymy, że jest tak, jak zakłada dr Pająk, to przeciwieństwa powinny być widoczne już na poziomie podstawowych oddziaływań. I tak, odpowiednik sił jądrowych (silnych) w "przeciw- świecie" powinien powodować, że "przeciw-nukleony" by się odpychały zamiast przyciągać, w efekcie nie powstałyby "przeciw-jądra". Za to mielibyśmy do czynienia z nieco luźniejszymi niż atomy układami "przeciw-protonów" (gdyż odpowiednik sił elektrostatycznych powodowałby ich przyciąganie). Wokół nich bynajmniej by nie krążyły "przeciw- elektrony", gdyż zamiast przyciągania byłyby odpychane - w zamian za to tworzyłyby się zwarte układy przyciągających się wzajemnie "przeciw- elektronów". Prawdopodobnie po pewnym czasie utworzyłyby się wielkie, izolowane układy "przeciw-protonów" i "przeciw-elektronów" a "przeciw- neutrony" byłyby zapewne rozmieszczone w ten sposób, że wypełniałyby w miarę równomiernie całą przestrzeń (gdyż odpychałyby się "przeciw- grawitacyjnie") ale ich gęstość by malała w okolicach zgrupowań "przeciw-protonów". Żadne struktury podobne do istniejących w naszym świecie nie mogłyby się uformować. Powiedziałbym, że jest to dość przygnębiający obraz i nie wiem, czy o to Wielce Czcigodnemu Autorowi chodziło.

Powyższy akapit był napisany przy założeniu, że to cząstki elementarne (nukleony, elektrony itd.) są podstawowymi składnikami materii. Jeśli uwzględnić fakt, że nukleony składają się z kwarków, to w rzeczywistości "przeciw-nukleony" nie mogłyby powstać i "przeciw-świat" byłby wypełniony swobodnymi "przeciw-kwarkami"; nie czuję się na tyle mocny w chromodynamice kwantowej aby rozważać, jakie ewentualne układy mogłyby formować "przeciw-kwarki".

Dalej Autor kontynuuje zestawianie przeciwstawnych cech materii i "przeciw-materii", przy czym szczególnie mnie rozbawiło stwierdzenie, że "przeciw-materia" byłaby inteligentna w odróżnieniu od całkowicie bezmyślnej materii.

Następnie dr Pająk w odniesieniu do "przeciw-materii" wprowadza "co najmniej dwie drastyczne jej formy": grawitacyjnie wzbudzoną i grawitacyjnie niewzbudzoną. Byłyby odpowiednikami materii oraz próżni (!!!) z naszego świata - jedna miałaby podlegać a druga nie podlegać oddziaływaniom grawitacyjnym. Wzbudzenie mogłoby być ujemne albo dodatnie (!!!), na dodatek miałyby występować odpowiedniki trzech stanów skupienia (a co z plazmą?), zaś "grawitacyjnie niewzbudzona przeciw-materia" formowałaby "rodzaj bezważkiego, niewidzialnego i niewykrywalnego płynu nieustannie przepływającego w przeciw-świecie" (skąd? dokąd? jakimi prawami by się rządził? czy składałby się z atomów i cząsteczek?) po czym zaraz dodaje "przez dzisiejszą naukę najczęściej obdarzanego nazwą <>", dzięki czemu rozważania się wzniosły na kolejny poziom absurdu, po czym wspomina o jakichś tajemniczych dalszych kategoriach "zależnie od inteligentnego zapisu pamięciowego jaki na nią zostaje nałożony i jakiemu programowi ona się podporządkowuje". Uff! Przyznam, że o ile dotychczas byłem w stanie śledzić tok rozumowania dr Pająka, to w tym momencie przestałem.

Następnie Autor porównuje właściwości "przeciw-materii" do eteru, przy czym wynik doświadczenia Michelsona-Morley'a interpretuje w ten sposób, że eter rzeczywiście nie istnieje w naszym świecie, ale ma to świadczyć o tym, że istnieje w "przeciw-świecie". Na dodatek, "przeciw-materia" miałaby jakieś tajemnicze "atrybuty intelektualne", gdyż byłaby "zdolna do myślenia w swym stanie naturalnym". W takim razie pytanie "Co myślałby stół, gdyby myślał?" nagle nabiera nieoczekiwanego sensu. Tuwim prekursorem teorii dipolarnej grawitacji? Na dodatek, dopiero po przetransformowaniu w "jakieś specjalne struktury (np. w rodzaj skór oddzielających dwie istoty myślące od siebie i utrzymujących intelektualną odrębność każdej z tych istot) utraci ona tą swoją zdolność intelektualną". Wnoszę stąd, że według dr Pająka człowiek to po prostu materia przetransformowana w jakąś specjalną strukturę. Wprawdzie tego typu pogląd nie dziwiłby u skrajnego materialisty, ale u kogoś, kto wielce poważnie podchodzi do takich spraw jak parapsychologia i religia???

Tak na marginesie: to uporczywe wynajdywanie cech materii i przypisywanie cech przeciwstawnych "przeciw-materii" jest ewidentnym przykładem błędnego myślenia. Aby wykazać jego absurdalność, posłużę się prostym przykładem. Otóż, w tzw. minionej epoce pewną popularność zdobył kawał, że trzy cechy: bycie komunistą, mądrość i uczciwość nigdy nie występowały jednocześnie: ktoś mądry i uczciwy nie mógł być komunistą, uczciwy komunista nie mógł być mądry a mądry komunista nie mógł być uczciwy. Jeśli założymy, że tak było naprawdę, to po zastosowaniu metody dr Pająka musielibyśmy dojść do wniosku, że w "przeciw-świecie" te cechy występowałyby razem, na dodatek dość często, czyli "przeciw-świat" byłby wypełniony mądrymi i uczciwymi komunistami.

Po rozważaniach na temat inteligencji przeciw-materii Autor przystępuje do przekonywania Czytelnika, że nauka jednak została zmuszona do uznania istnienia eteru, i tu powołuje się na kwantową teorię pola, w szczególności na wysoką symetrię próżni (ja nie widzę w tym nic nadzwyczajnego) i na energię próżni, którą z chyba tylko jemu znanych przyczyn nazywa inteligentną. Następnie twierdzi, że zgodnie ze współczesną nauką "energia jest rodzajem nieważkiej substancji" (bzdura - dla fizyka-teoretyka energia jest "całką ruchu wynikającą z symetrii translacji w czasie"; w języku bardziej zrozumiałym: pewną stałą, która wynika z tego, że fizyka jest niezmienna w czasie) i powołuje się na podobno stopniowo coraz bardziej uznawane przez dzisiejszą medycynę "ciało energetyczne". Może przez medycynę, ale nie przez fizykę. Przynajmniej do tej pory.

Następnie dr Pająk wspomina o bliżej nieokreślonych "siłowniach telekinetycznych", które miałyby być opisywane przez "tachyon'y" czy "orgon". Tu muszę stwierdzić z całą stanowczością, że tachiony (o ile nie jest to przypadkowa zbieżność nazwy) nie mają nic wspólnego z eterem - są to hipotetyczne cząstki poruszające się wyłącznie z prędkościami większymi od prędkości światła w próżni i od dawna są używane przez autorów science-fiction jako składnik tzw. nadprzestrzeni, podprzestrzeni czy hiperprzestrzeni - dzięki nim bohaterowie odbywają podróże z prędkościami ponadświetlnymi.

Po tym Autor wspomina o tzw. szkołach "naturalnego uzdrawiania", które mają wykorzystywać działanie "szczególnego rodzaju energii", nazywanej eterem, "Od", "Chi", "Mana", "Prana" itd. Muszę przyznać, że już nieraz zetknąłem się z tymi metodami i mam o nich (a przynajmniej niektórych) dobrą opinię, ale jednak użycie tu słowa "eter" jest nieporozumieniem. Z równym skutkiem mógłby się powoływać na to, że przecież audycje radiowe są emitowane "na falach eteru". Ta wyliczanka zajmuje kilka stron.

Podrozdział czwarty "Duplikaty przeciw-materialne oraz rejestry obiektów materialnych". Na samym początku czytamy:

Jedną z najważniejszych cech przeciw-świata jest to, że formuje on i zawiera w sobie duplikaty przeciw-materialne wszystkich obiektów materialnych z naszego świata.

Komentarz: to zdanie mogłoby być prawdziwe ale tylko wtedy jeśli byśmy przyjęli, że relacje między "przeciw-cząstkami" w "przeciw-świecie" są dokładnie takie same, jak relacje między odpowiednimi cząstkami w naszym, co zresztą w sposób logiczny wynika z koncepcji przeciwstawnych biegunów. Natomiast jest całkowicie sprzeczne z tezą Autora o tym, że oddziaływania mają cechy przeciwstawne.

Dalej dr Pająk rozważa różne cechy "duplikatów" występujących w "przeciw-świecie". Niestety: ponieważ u samych podstaw leży fałszywe założenie, cały gmach pieczołowicie zbudowany przez niego ma wątpliwe podstawy. Według zasad logiki klasycznej z prawdy zawsze wynika prawda a z fałszu może wynikać wszystko, więc nie mogę napisać, że wszystkie wnioski wysnuwane przez Autora są błędne - mogę jedynie napisać, że mają wątpliwą wartość.

Ponieważ w tym (i następnych) podrozdziałach dr Pająk przechodzi do rozważania szczegółowych implikacji jego teorii dla dziedzin, na których się znam dużo słabiej albo w ogóle (religia, parapsychologia, filozofia, etyka itd.), więc nie czuję się kompetentny, aby wszystko skomentować. Zresztą, rozmiary tekstu są imponujące i musiałoby mi to zająć dużo więcej czasu, niż jestem w stanie przeznaczyć. Postaram się więc wyszukać co smakowitsze "kąski".

Na str. 18 "przeciw-materialnym duplikatom" jest przypisywana niezniszczalność. Chciałem zaznaczyć, że w naszym świecie podstawowe składniki materii również są niezniszczalne (chyba, że wejdą ze sobą w reakcje i wyprodukują inne cząstki) a to, że przedmioty się psują a istoty starzeją jest efektem działania praw statystyki (których efektem jest m.in. dyssypacja energii, która prowadzi do wspomnianych procesów).

Na str. 20 jednym z rzekomych dowodów na istnienie pozafizycznych ciał jest spadek wagi w momencie śmierci, co zwolennicy spraw paranormalnych często interpretują jako efekt oddzielenia się duszy od ciała. Wprawdzie głęboko wierzę w nieśmiertelność duszy, jestem zwolennikiem koncepcji wielu "ciał" (fizycznego, astralnego itd.) ale argument jest błędny. Po śmierci w ciele człowieka zachodzi wiele złożonych procesów; jeśli efektem jednego z nich byłoby np. osłabienie ciśnienia wewnątrz płuc, to w efekcie objętość denata musiałaby się nieco zwiększyć i efekt byłby ten sam - waga byłaby mniejsza przy tej samej masie; większa objętość spowodowałaby większą siłę wyporu. Czy tak jest w rzeczywistości - nie wiem, należałoby zapytać specjalistów.

Na tej samej stronie czytamy: "Na istnienie ścisłego związku pomiędzy duszą ludzką i siłami grawitacyjnymi wzkazuje też znana obserwacja ludzi mieszkających nad morzem, że naturalna śmierć (np. u starszych osób) zawsze następuje w czasie odpływu". Cóż... jak sądzę, w czasie odpływu zmianie ulega wiele istotnych czynników typu temperatura czy (zwłaszcza?) ciśnienie i zapewne to (a nie grawitacja) jest przyczyną zwiększonej śmiertelności.

Na następnej stronie dr Pająk powołuje się na zjawisko wirów na wodzie oraz na różnicę między półkulą północną i południową: wiry samoistnie naśladują pozorny ruch Słońca po sferze niebieskiej. Przypisuje to (a jakże!) duplikatom przeciwmaterialnym. Gdyby dr Pająk pilniej uważał na lekcjach fizyki w I klasie szkoły średniej to by się dowiedział, że w układach obracających się wokół własnej osi istnieje coś takiego jak siła Coriolisa, która powoduje tego typu efekty. O ile szczegółowa wiedza na temat budowy materii nie jest technikowi potrzebna, to jednak nieznajomość TEGO efektu (i przypisywanie go jakiejś przeciw-materii) to kompromitacja. Podobnie jest z passatami i innymi wspomnianymi przez Autora efektami.

Następne podrozdziały dotyczą budowy mózgu i postrzegania ponadzmysłowego (ESP). Nie czuję się na siłach, aby je skomentować.

Siódmy podrozdział nosi tytuł "Jak Koncept Dipolarnej Grawitacji wyjaśnia niektóre tajemnicze zjawiska". Autor tym razem "bierze na tapetę" takie zjawiska jak uzdrawianie, spontaniczne samospalenia, chodzenie po ogniu, doznania w stanach na pograniczu śmierci, duchy i inne. To wszystko ma mieć wyjaśnienie w ramach Ogólnej Teorii Wszystkiego - o, przepraszam, Konceptu Dipolarnej Grawitacji.

Na przykład uzdrawianie. Należy uzdrawiać nie tylko ciało ludzkie ale również jego "przeciw-materialny duplikat". Ktoś może zapytać, w jaki sposób można leczyć ten "duplikat" jeśli znajduje się nie w naszym, tylko "przeciw-świecie". Odpowiedź jest prosta: przy pomocy telekinezy! Sądzę, że dotychczasowi "uzdrawiacze dusz" będą wielce zaskoczeni gdy się dowiedzą, że stosowali telekinezę. Tak, jak ów bohater Moliere'a który nie wiedział, że mówił prozą... Można również uzdrawiać ciało fizycznie (telekinetycznie, rzecz jasna) oraz manipulować energetycznie.

Z kolei hipnoza to "stan w którym świadomość danej osoby przestawiona jest na odbiór sygnałów z przeciw-świata", na dodatek "mechanizm działania hipnozy jest dokładnie tym samym mechanizmem który wyzwala działanie praw moralnych opisanych w podrozdziale H8.2.3". Ciekawe, na jakiej zasadzie działają sugestie hipnotyczne...

Spontaniczne samospalenia działają na zasadzie podobnej do telekinezy, tylko "zamiast wyzwolenia pracy fizycznej, zrealizowana zostaje ciepłotwórcza reakcja chemiczna". Niby wszystko jasne, tylko czemu podczas spalania często (zwykle?) nienaruszone zostaje ubranie osoby? Tu zresztą muszę zaznaczyć, że nie wiem, czy tego typu przypadki są odpowiednio udokumentowane.

Chodzenie po ogniu to, zdaniem dr Pająka, efekt zdolności umysłu ludzkiego do zwolnienia upływu czasu. Brzmi interesująco, i byłoby dość łatwe do sprawdzenia: jedna osoba ze stoperem na zewnątrz a druga chodząca po ogniu. Ciekawe, czy zaobserwowaliby istotną różnicę...

Duchy też mają znajdować uzasadnienie w ramach opisywanej teorii, gdyż "przeciw-materialne duplikaty obiektów materialnych, działające przecież jak naturalne komputery, są zdolne do samodzielnego myślenia i działania". Hmmm... ciekawe, od kiedy to komputery są zdolne do samodzielnego myślenia? Dotąd myślałem, że prace nad sztuczną inteligencją są niezbyt zaawansowane...

Później Autor tłumaczy w podobny sposób nawiedzenia, sny i śmierć. Na przykład, śmierć "polega na trwałym przełączeniu się naszej świadomości

do przeciw-świata oraz następnym oddzieleniu się przenoszącego ją rejestru od naszego przeciw-ciała". Czyli, zdaniem Autora, "śmierć powinno się odczuwać bardzo podobnie jak głębokie zahipnotyzowanie". Ciekawe, czy ktoś się poświęci i sprawdzi, czy tak jest naprawdę...

Kolejny podrozdział mówi "jak Koncept Dipolarnej Grawitacji wiąże naukę z religią". A wiąże w sposób bardzo prosty: ponieważ "przeciw-materia [...] wykazuje też posiadanie cech intelektualnych", więc "wszechświat jako całość posiada własny intelekt", stąd "cały nasz wszechświat jest jedną nadrzędną istotą, którą możemy poznać lepiej przez badania naukowe". Czyli, krótko mówiąc, konsekwencją Dipolarnej Grawitacji jest istnienie Pana Boga. Dalej dr Pająk rozważa bardziej szczegółowe kwestie, np. w jaki sposób udowodnić eksperymentalnie istnienie "wszechświatowego intelektu". Jedną z metod byłoby przeanalizowanie praw moralnych - "jeśli ktoś przeanalizuje owe prawa, musi dojść do wniosku, że aby one wypełniały się w ludzkim życiu, za ich działaniem musi się kryć jakiś wszechwiedzący i wszechmocny intelekt". Musi i kropka. Innej możliwości nie ma a jeśli ktoś twierdzi inaczej to znaczy, że, jak to niektórzy mówią, "jest gópi, ma fszy na pempku i pająki pod zębami". Innym dowodem ("dla osób o naukowych inklinacjach ze skłonnością do teoretyzowania") jest oparcie się na analizie "inteligentnej budowy wszechświata". I tu Autor twierdzi, że np. już dawno wykryto inteligencję u cząstek elementarnych. Może nie jestem specjalistą od cząstek, ale dowiedziałem się tego z wielkim zdumieniem. Szkoda, że w odróżnieniu od wielu poprzednich tego typu stwierdzeń dr Pająk nie powołał się na żadną publikację naukową, gdyż nie omieszkałbym tego sprawdzić.

W dalszej części podrozdziału analizowane są m.in. prawa moralne (w szczególności jakoby przekazywane nam przez kosmitów "Prawo Bumerangu")i siła pozytywnego myślenia.

W dziewiątym podrozdziale znów jest coś, w czym czuję się bardziej kompetentny, a mianowicie "interpretacja zjawisk elektromagnetycznych w

Koncepcie Dipolarnej Grawitacji". Na przykład "pola elektryczne reprezentują obserwowalne z naszego świata następstwa potencjalnych stanów przeciw-materii". Uff! Nie dość, że reprezentują następstwa, to jeszcze na dodatek potencjalnych stanów. Z kolei "pola magnetyczne reprezentują obserwowalne z naszego świata następstwa kinetycznych stanów przeciw-materii". O ile mniej-więcej sobie wyobrażam, co to są stany potencjalne (stany, które mogą zaistnieć?), to nie mam pojęcia, co to są stany kinetyczne.

Na początku pod-podrozdziału "Pole magnetyczne jest strumieniem cyrkulującej przeciw-materii" Autor kategorycznie stwierdza:

Jest co najmniej żenujące, że nauka ostatniego dziesięciolecia 20-go wieku ciągle nie potrafi odpowiedzieć na zdawałoby się stosunkowo proste pytanie "czym właściwie jest pole magnetyczne?". największe autorytety w magnetyźmie, kiedy skonfrontowane z tym pytaniem, po prostu "chowają głowę w piasek" i unikają problemu poprzez przytoczenie jakiejś wysoko-abstrakcyjnej definicji która opisuje efekty, nie zaś pochodzenie pola magnetycznego.

Komentarz: nie moja wina, że dr Pająk nie rozumie tych definicji. Proponuję, żeby się douczył albo, dla równowagi, spróbował wytłumaczyć przeciętnemu Aborygenowi lub Pigmejowi, co to jest komputer - właśnie nie efekty działania, tylko co to jest.

W zamian, proponuje wymyślony przez siebie mechanizm, prawdopodobnie (gdyż opis jest dość mętny) korzystający z istnienia spinu cząstek elementarnych. Spin miałby powodować, że przy każdej elektrycznie naładowanej cząstce tworzyłyby się "mikro-wiry przeciw-materii", które w czasie ruchu z jakichś tajemniczych powodów "orientowałyby się w kierunku ruchu" i efektem byłoby pole magnetyczne. Ciekawe, czy dr Pająk wie, że obojętne elektrycznie neutrony też mają spin...

Po ciągnących się przez prawie dwie strony rozważaniach Autor przystępuje do prezentowania dowodów na to, że to jego wyjaśnienia są prawdziwe.

Pierwszym z nich są spiralne trajektorie cząstek w komorach pęcherzykowych. Ta spiralność ruchu "oznacza, że poruszają się one w jakimś rodzaju ośrodka (t.j. substancji), nie zaś w absolutnej próżni. Aby wyrazić to jaśniej, gdyby cząsteczki poruszały się w próżni, jak współczesna nauka twierdzi, przy pojedynczym impulsie dostarczonym na początku ruchu ich trajektorie powinny być kołowe, eliptyczne, lub paraboliczne (ale nie spiralne)". Muszę przyznać, że chyba po raz pierwszy w pełni się zgadzam z całym przytoczonym fragmentem. Tak jest! Tyle, że w komorach pęcherzykowych nie ma próżni, tylko np. przegrzana lub (o ile się nie mylę) przechłodzona ciecz, w związku z czym obecność jakiegoś "jądra kondensacji" (np. przelot cząstki elementarnej) powoduje lokalne przejście materii w stan gazowy lub stały, dzięki czemu tor można sfotografować, później na tej podstawie oszacować energię cząstki itp. W próżni cząstka byłaby po prostu niewidoczna. Kolorowe lasery widoczne w próżni są możliwe tylko w filmach science-fiction...

Ruchy "przeciw-materii" miałyby również tłumaczyć zachowanie zórz polarnych. Ciekawe, czy w swych rozważaniach dr Pająk uwzględnił istnienie magnetosfery Ziemi oraz tzw. wiatr słoneczny, czyli strumień wysokoenergetycznych cząstek pochodzących ze Słońca...

Wyżej wspomniane ruchy miałyby również tłumaczyć istnienie dziury ozonowej - jej ciśnienie ma powodować przemieszczanie się ozonu z południa na północ. Dlaczego tak miałoby się dziać, i to na dodatek tylko w przypadku ozonu (gdyż z jakichś tajemniczych powodów nie dotyczyłoby to pozostałych składników atmosfery), dr Pająk, niestety, nie wyjaśnia. Przy okazji twierdzi, że napór "cyrkulującej przeciw-materii" powoduje tzw. dryf kontynentów i grupowanie się kontynentów bardziej na północy niż na południu.

Kolejnym zjawiskiem tłumaczonym przez dipolarną grawitację miałaby być znana radiestetom siatka szwajcarska, czyli tzw. ruszt geopatyczny. Po prostu beztarciowo formuje się stojąca fala wibracyjna (???). Ha! Nie dość, że beztarciowo, to jeszcze fala wibracyjna. Skąd się to bierze, Autor, oczywiście, nie wyjaśnia.

Jednym z bardziej egzotycznych efektów tłumaczonych przez omawianą teorię miałoby być "formowanie narostów węgla warstwowego na wylotach z bieguna N pędników UFO". W moich uszach to stwierdzenie brzmi tak absurdalnie, że pozostawiam to bez komentarza.

W podrozdziale 10. dr Pająk stosuje dipolarną grawitację dla objaśnienia zjawisk nadprzyrodzonych. Wśród nich jest wcześniej użyta do wytłumaczenia fenomenu uzdrawiania telekineza.

W podrozdziale 11. Autor twierdzi, że "zgodnie z Konceptem Dipolarnej Grawitacji, zjawiska paranormalne muszą wykazywać charakter elektromagnetyczny". Podobnie jak w przypadku podrozdziału 10. nie czuję się na siłach, aby to skomentować.

W podrozdziale 12. jest opisana "magnetyczna koncepcja czasu w Koncepcie Dipolarnej Grawitacji". Przy tym dr Pająk odwołuje się do analogii między "przeciw-światem" i programem komputerowym. Już wcześniej pisałem, co sądzę na temat stosowania tego typu analogii w argumentacji naukowej. Między innymi, Autor próbuje wyjaśnić różnice między subiektywnym a obiektywnym upływem czasu. Czas "jest nieruchomy, zaś to nasza kontrola wykonawcza przemieszcza się przez niego". Ciekawe, czy dr Pająk kiedykolwiek przemieszczał przez czas swą kontrolę wykonawczą a jeśli tak, to z jakim skutkiem. Jest zresztą wiele innych pytań, jak np. czy dipolarna grawitacja jest w stanie wyjaśnić inny upływ czasu w obecności silnych pól grawitacyjnych oraz tzw. "paradoks bliźniąt", przewidywane przez Ogólną i Szczególną Teorię Względności i obserwowane w rzeczywistości.

Podrozdział 13. to zastosowanie dipolarnej grawitacji do wyjaśnienia telepatii. To wszystko dlatego, że "fale wibracji przeciw-materii również dają się modulować", przenikają cały świat i dlatego mogą przenosić informację. Dają się również wytłumiać, odbijać, ogniskować itd. - rzecz jasna, trzeba w tym celu użyć duplikatów.

W podrozdziale 14. Autor dokonuje podsumowania możliwych (jego zdaniem) korzyści z uzyskania dostępu do "przeciw-świata", zaś w 15. (przedostatnim) zastanawia się, jak wyglądałaby hipotetyczna cywilizacja która zaakceptowałaby jego teorię i wprowadziła do codziennego użytku. Ma się rozumieć, charakteryzowałaby się "szczęśliwością, samourzeczywistnieniem, sensem istnienia, spokojem wewnętrznym" itd. a przedstawiciele cechowaliby się "prawością, prawdomównością, moralnością, wzajemną tolerancją" itp. Krótko mówiąc, sielanka. Publiczność bije brawo, porządkowi biją publiczność... o, przepraszam - to nie ta bajka. Rozdział 16. i zarazem ostatni zawiera historię powstawania Konceptu Dipolarnej Grawitacji.

Podsumowanie: wprawdzie nie mogę się odnieść do całości, gdyż nie jestem wystarczająco kompetentny, ale w tych częściach, na których się choć trochę znam, dr Pająk wykazał się niesłychaną niekompetencją. Brak mu niektórych podstawowych wiadomości z fizyki ze szkoły średniej a próbuje dokonać przewrotu w nauce. Wprawdzie niejeden amator zapisał się złotymi zgłoskami w historii fizyki (jak np. Faraday czy de Broglie), ale to byli amatorzy dobrze przygotowani. Argumentacja Autora jest pełna luk i uproszczeń; nieraz podpiera się cytatami z prac naukowych i powołuje na zjawiska typu dualizm korpuskularno-falowy, ale w sposób świadczący o ich kompletnym niezrozumieniu. Z drugiej strony, bynajmniej nie mogę nazwać go idiotą, gdyż niektóre fragmenty tekstu swiadczą o tym, że ma zdolnośc do logicznego myślenia - tyle, że używa swej zdolności w sposób zdecydowanie zbyt powierzchowny. Oprócz tego, z całego tekstu przebija megalomania i niczym nie zmącone przekonanie o własnej wielkości.

Na zakończenie: czytając ten tekst nieźle się ubawiłem, choć ogólnie rzecz biorąc była to lektura bardziej męcząca niż zabawna.



Kraków, 2001 XI 10

Sławomir Stachniewicz dr nauk fizycznych (specjalność: astrofizyka teoretyczna)

Powrót do strony głównej